Kopia obrazu „Madonna z Dzieciątkiem” („Madonna col Bambino”) Antonello da Messina (około 1475)

wykonana przez florencką malarkę Nicolettę Galzerino (1989)

Kolekcja prywatna

Ktokolwiek będziesz w mazowieckiej stronie, między Łochowem a Wyszkowem, jadąc droga krajową nr 62, pomnij, aby nawiedzić Loretto-wieś nad rzeką Liwiec, słynącą z mieszczącego się tam sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej. https://loretto.pl

A jeśli ścieżki poprowadzą do Italii, na A14 (Autostrada Adriatica) to koniecznie zatrzymaj się trzydzieści kilometrów na południe od Ankony, by się przypatrzyć Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto (przez jedno „t”). Święty Domek a właściwie jego ściany, zostały przywiezione z Nazaretu do Europy przez krzyżowców, początkowo umieszczono go w na Bałkanach a później przeniesiono do Włoch, w okolice Ankony i postawiono w lesie laurowym, stąd nazwa, która pobrzmiewa w nazwach innych miejscowości na całym świecie (w Polsce, w Meksyku), nazwie Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej oraz w Litanii Loretańskiej do Najświętszej Maryi Panny, pięknej modlitwie, odmawianej przez trzydzieści jeden dni miesiąca maja w kościołach i przydrożnych kapliczkach podczas nabożeństw majowych.

Nasze majówki… wielka atrakcja dla branickich dzieciaków,  a zarazem wielki obowiązek: to my odpowiadaliśmy za dekorację prowizorycznego ołtarza na wolnym powietrzu, pod drewnianym krzyżem, zastąpionym stojącą do dziś murowaną kapliczką z figurą Jezusa Miłosiernego fundacji małżeństwa Marianny i Wacława, ciotki i wuja Machowskich, naprzeciwko których domu odbywały się nabożeństwa. A więc pożyczaliśmy drewniane ławki lub kleciliśmy siedziska z desek i pniaków, skądś pojawiał się stary stół, cerata, jakiś wazon, kwiaty oraz lichtarze i krucyfiks.

Po bokach stołu zatykaliśmy kilka młodych brzózek z ledwie rozwiniętymi listkami, wykopanych lub wykarczowanych a następnie przywleczonych z lasu. Zatknięte w miękką ziemię nie tylko zdobiły ołtarz a także chroniły modlących się przed słońcem lub niepogodą.

Dnia pierwszego maja wypadało Międzynarodowe Święto Pracy, z którego okazji były zamknięte urzędy, sklepy (mała strata, półki kiosku na krzyżówkach, w którym sprzedawała pani Salawowa z reguły świeciły pustkami) oraz szkoły (powód do radości). Nasza podstawówka była mało zaangażowana w krzewienie socjalizmu, okolicznościowy apel odbębniono 30 kwietnia, pochodów nie organizowano a do udziału w radzyńskim nie zmuszano ani nie rozliczano z obecności. Na domiar szczęścia było to święto świeckie, co oznaczało nie tylko brak obowiązku uczestnictwa w mszy świętej, ale też przywilej chodzenia w codziennych ubraniach i wykonywania „brudnych” robot. Jak strojenie kapliczki na przykład.