Po powrocie do Krakowa rozpoczęto wielkie przygotowania do koronacji Barbary na królową Polski. Żona Jagiellona jednak zachorowała, stąd też koronację odłożono na później. Władca Polski i Litwy zdecydował wówczas, że uroczystość ta odbędzie się siódmego grudnia, czyli w dzień trzydziestych urodzin Barbary.

Do Krakowa zjechali liczni senatorowie oraz inni goście zaproszeni na koronację. Pojawili się także obaj Radziwiłłowie, Mikołaj Czarny i Mikołaj Rudy, którzy w ostatnim czasie stale się kłócili.

Najbardziej zabiegany był sam August, który chociaż miał wielu ludzi do pomocy, to jednak sam chciał wszystkiego dopilnować. Niepokoił go zwłaszcza pogarszający się stan zdrowia Barbary, która coraz bardziej niedomagała. Wprawdzie przyszła królowa poczuła się lepiej przed koronacją, ale król postanowił wezwać medyków. Byli to dwaj starsi już wiekiem mężczyźni, którzy po wyjściu z komnaty Barbary stanęli przed Augustem. Na jego widok medycy spuścili głowy w dół i zachowali milczenie.

-Słucham was waszmościowie. Wprawdzie moja małżonka ostatnio, chwała Bogu, ozdrowiała, ale jej zdrowie mocno mnie niepokoi. Zatem co jej dolega?

-Wasza królewska mość – rzekł pierwszy z medyków i popatrzywszy się na swego kolegę, mówił dalej. – Dziwna to dla nas rzecz, że wzywasz nas tu miłościwy panie, a za drzwiami czekają już jakieś znachorki.

-Nie przejawiam ostatnio chęci do żartów, waszmościowie – zaczął stanowczym tonem Jagiellon. – O jakich znachorkach mówicie, bo na tym dworze na pewno ich nie ma.

-Wybacz mi panie, ale nie pojmuję po co wasza królewska mość tu nas wzywa, skoro królowa zażywa ziół?

-Jakie zioła? – zapytał zdziwiony August.

-Jesteśmy pewni panie, że twoja małżonka zażywa rozmarynu.

-A po jakie licho miałaby tego używać? – zawołał wzburzony.

-Rozmarynu używa się po to, aby wspomóc płodność, ale chcemy ostrzec cię miłościwy panie, że może to przynieść zgubne skutki.

-Jesteście tego pewni waszmościowie?

-Jesteśmy, miłościwy panie.

-Dobrze. To powiedzcie mi waszmościowie, dlaczego moja małżonka ostatnio tak często choruje?

-Przyczyną tego może być rozmaryn, ale być może jest to jakaś choroba nerek – włączył się drugi z medyków.

-Czy to pewne? – zapytał przerażony diagnozą.

-Na to potrzebne jest konsylium z innymi medykami, którzy dobrze się znają na tych chorobach – dodał pierwszy z medyków.

-Zatem po koronacji jeszcze raz przebadacie królową i powiecie mi na co choruje.

-Wedle woli waszej królewskiej mości – przytaknął drugi z medyków.

-Dobrze by było miłościwy panie wezwać szacownego Jana z Poznania. To wielce uznany medyk.

-Dobrze. Zostanie wezwany, a wasz trud zostanie odpowiednio nagrodzony. – Po tych słowach medycy skłonili się nisko przed królem i powoli odeszli. Zaraz potem August wszedł do komnaty Barbary. Zastał ją nieco zaskoczoną jego obecnością, gdyż dopiero co dworka zaczęła ją ubierać.

-Co się stało? – zapytała niespokojnie, widząc złość na twarzy Augusta. Ten zaś odczekał aż dwórka wyjdzie z komnaty i z impetem uderzył ręką w jej łóże.

-Na miły Bóg! To ja się dowiaduję od medyków, że zażywasz ziół na niepłodność?

-Nie mówiłam, bo byś się nie zgodził.

-Bo się nie zgadzam i nie chcę, żebyś zażywała jakieś świństwo. Zabraniam ci tego! – krzyknął, a następnie usiadł na łóżko. Wtedy Barbara podeszła do niego i oparłszy się na jego ramionach, rzekła słodko.

-A chciałbyś mieć małego Auguścika?

-Chciałbym, ale nie tym sposobem. Myślę, że i bez tego będę miał syna.

-Tylko, że od tamtej pory, gdy straciłam tamto dziecię, to nie jestem brzemienna – i jej głos się załamał. – A te zioło ponoć pomagają.

-Nie wiem, czy pomagają, ale wiem, że psują też zdrowie – rzekł stanowczo August.

-Auguście, ale ja tak bardzo chcę ci dać syna.

-Cierpliwości moja pani. I zabraniam ci czegokolwiek używać, bo inaczej… – i tu przerwał.

-A co mi zrobisz? – zapytała wesoło Barbara.

-Pojadę sobie na sejm.

-Przecież dopiero co był.

-To zwołam nowy.

-To wtedy pojadę z tobą, bo już będę królową – i z radości ucałowała Augusta w czoło. – Wierzyć mi się nie chce, że będę królową – i westchnęła na koniec.

-Wybacz mi Barbaro, ale muszę już iść.

-A nie miałbyś na coś wielkiej ochotki? – uśmiechnęła się zalotnie.

-Miałbym i to jeszcze jaką – odparł wesoło – ale muszę iść. Żeby tak już było po tej koronacji – westchnął Jagiellon i przytulił ją mocno do siebie.

Po dłuższej chwili August opuścił komnatę Barbary, a wtedy weszła jej dwórka Zofia Konarska, aby dokończyć toaletę królowej.

-Nie ubieram się! – oznajmiła Barbara.

-Pani, ale przecież marszałek czeka? Trzeba iść do katedry.

-To niech czeka – i po tych słowach położyła się na łożu. Wtedy Zofia ze zdziwieniem spojrzała na Barbarę, która od razu wybuchła śmiechem. – No dobrze, ubieraj mnie albo jeszcze raz mnie uczesz. – Następnie usiadła przed lustrem i patrząc przez chwilę na swoje odbicie rzekła. – Pomyśl Zofio, będę królową i pojadę na Litwę. Niech mnie zobaczą ci, którzy ze mnie szydzili, wytykali mnie palcami i przeklinali mnie. Pewnie ty też byś chciała zostać królową? – Tu Zofia przytaknęła głową i uśmiechnęła się na samą myśl o tym. – Obiecuję ci Zofio, że dam ci trochę w niej pochodzić.

-Dziękuję ci pani – rzekła mile zaskoczona dwórka i ucałowała Barbarę w dłonie. Zaraz też dodała. – Zazdroszczę ci pani nie tyle korony, co króla – i po chwili zarumieniła się tym swoim wyznaniem.

-Podoba ci się mój małżonek? – zapytała Barbara, ale dwórka milczała onieśmielona. – No powiedz Zofio. Mnie przecież możesz powiedzieć.

-Podoba mi się, bo nasz miłościwy król wszystkim się podoba.

-Mnie też się podoba i to bardzo – rzekła rozmarzonym głosem Barbara. – Miałam dużo szczęścia.

-Chciałabym pani takiego za męża, który by mnie tak bardzo miłował, tak samo jak nasz król miłuje ciebie pani.

-Mówisz, że król mnie miłuje? – zapytała żartując sobie Barbara.

-Ślepy by zobaczył, pani, a przecież to nie przypadek, że koronacja jest jutro w dzień twoich pani urodzin.

-Cieszy mnie to wielce, ale i martwi.

-Czemu, pani?

-Bo jutro kończę trzydziesty rok życia i jak mówią niektórzy, zacznę być starą babą.

-Pani, nie wyglądasz na tyle lat.

-Ale mam. Mam, Zofio – i głęboko westchnęła.

***

Tymczasem Jagiellon przyjmował prymasa Polski Mikołaja Dzierzgowskiego. Na audiencji byli też obecni obaj Radziwiłłowie, marszałek Kmita oraz Lasota.

-Wasza królewska mość nie dotrzymał warunków – zaczął stanowczo prymas Dzierzgowski.

-Wierz mi księże prymasie, że nie miałem kiedy tego zrobić.

-Zatem ja jutro nie włożę korony na głowę twojej panie małżonki.

-Jeśli jej nie nałożysz, to nałoży ją pierwszy lepszy biskup – skwitował August.

-Żaden z biskupów tego nie zrobi! – odparł butnie Dzierzgowski.

-Wielka to szkoda, że ksiądz biskup Maciejowski nie żyje, bo on by to zrobił bez wahania.

-Świętej pamięci biskup Maciejowski był ci panie oddany, ale też by tego nie zrobił, bo ta czynności tylko do prymasa należy. – Tu Dzierzgowski uśmiechnął się na chwilę i dodał. – Miłościwy panie przybyłem do Krakowa, tak jak chciałeś i dokonam obrzędu koronacji, tylko poprzysięgnij to. co panie obiecałeś!

-Księże prymasie! Nie chcę być panem ludzkich sumień.

-A ja nie chcę robić niczego, na co senat nie przyzwolił – zaznaczył prymas.

-Widzę, że nie mam wyjścia. Obiecuję, że zaraz po koronacji wydam przywilej i oświadczę to, czego chcesz księże prymasie.

-Zatem potwierdzisz panie, że będzie jedno jedyne wyznanie katolickie w Polszcze. Heretycy zaś nie będą dopuszczeni do senatu ani do żadnych ważniejszych urzędów? – rzekł twardo Dzierzgowski.

-I znowu będą mnie potępiać na sejmie – rzekł zmęczonym głosem August.

-Nie pozwolimy na to panie, tylko przyrzeknij tu teraz wobec zgromadzonych panów, że dopełnisz zobowiązania. – Po tych słowach August westchnął głęboko i oznajmił.

-Przysięgam, że zaraz po koronacji wydam odpowiedni edykt.

-Dziękuję ci miłościwy panie i od razu idę, aby przygotować się do jutrzejszej koronacji – rzekł ukontentowany Dzierzgowski i skłoniwszy się królowi wyszedł z komnaty. August zaś zwrócił się do zadowolonego z tej deklaracji Piotra Kmity.

-Panie marszałku, zechciej na mnie poczekać chwilę i zaraz pójdziemy do katedry. – Wówczas Kmita opuścił komnatę, a król zwrócił się do obu Radziwiłłów. – Moja małżonka wspomniała mi o jakiejś niezgodzie między wami panowie Radziwiłły?

-Już się pogodziliśmy – zapewnił szybko Czarny.

-To dobrze. A czy to prawda, że siostra mojej małżonki, marszałkowa wołyńska Anna, primo voto Kiszka, znowu chce wydać się za mąż?

-Posmakowało jej to wydawanie się za mąż – zażartował Rudy

-A za kogo chce iść?

-Za… – zaczęli jednocześnie Radziwiłłowie.

-Jeden niech powie, a nie obaj – zażartował Jagiellon.

-Anna jest moją siostrą – przypomniał stanowczo Rudy – tak jak i twoja panie małżonka.

-Ale ze wspólnego rodu – nie dał za wygrane Czarny.

-Ale obie są moimi rodzonymi siostrami! – trwał przy swoim Rudy.

-Dobrze panie podczaszy, zatem za kogo chce się wydać?

-Za samego księcia Holszańskiego – rzekł z dumą Rudy

-Semena Holszańskiego – dodał Czarny.

-To przednia partia. Zgadzam się na ten ożenek – oznajmił August i spojrzawszy z uśmiechem na niechętnych sobie Radziwiłłów zaproponował. – Chodźmy do katedry. Zobaczymy czy już wszystko gotowe.

***

Przed ołtarzem kościoła katedralnego ustawiono drugi, nieco niższy tron dla królowej, na którym przez chwilę zasiadła Barbara. Następnie żona Augusta uklękała przed ołtarzem, aby podziękować Panu Bogu za wszystkie łaski jakich doznała. Gdy tylko zrobiła znak krzyża świętego usłyszała znany jej głos.

-Miłościwa pani, czy mogę przerwać? – i podał dłoń Barbarze, która powstała z klęczek.

-Słucham cię, panie kasztelanie?

-Miłościwa pani, zawsze byłem ci oddany, chociaż jestem tylko kasztelanem bełskim – przypomniał się Wojciech Starzechowski.

-Zapewne król obdaruje cię kasztelanie znaczniejszym urzędem, gdy tylko jakiś się zwolni.

-Wiem pani, że jeszcze wakansów nie ma, ale niedługo będą.

-Zatem cierpliwości panie kasztelanie – rzekła Barbara i uśmiechnęła się do niego.

-Pani, królowo miłościwa i łaskawa. Wstaw się u naszego króla, abym dostał jakieś województwo, bo wiem, że droga do tego prowadzi przez protekcję królowej. Sam wiem, że gdy się o coś wystarałem u królowej Bony, to świętej pamięci król Zygmunt nie odmówił.

-Ale ja się na polityce nie znam – odrzekła zakłopotana.

-Pani miłościwa, chodzi o to, abyś poparła mnie na wakujący urząd.

-Gdy się zwolni, to wtedy przyjdź kasztelanie. Sam przecież wspomniałeś, że póki co wakansów nie ma.

-Ale lada dzień będzie, a może już jest wakans na województwo?

-Czyżby jakiś wojewoda umarł? – Tu Starzechowski uśmiechnął się i szybko dodał.

-Jeszcze nie umarł, pani, ale już dogorywa. Nawet dałem na mszę świętą, żeby mu się lekko umierało.

-A kto to jest panie kasztelanie? – zapytała zaciekawiona Barbara.

-Wojewoda płocki Stanisław Odrowąż ze Sprowy. Wprawdzie nie jest jeszcze bardzo stary, ale picie go sponiewierało i już dogorywa – rzekł z uśmiechem na ustach kasztelan.

-Teraz wiem o co się tak długo modliłeś obok mnie panie kasztelanie – zadrwiła i popatrzyła na niego z politowaniem. – Dobrze, gdy już to nastąpi to przyjdź do mnie panie kasztelanie, to udzielę ci poparcia.

-Wielce dziękuję waszej królewskiej mości za to poparcie – rzekł Starzechowski i skłonił się nisko przed Barbarą, zaś ta skierowała się wprost do Augusta.

-Cóż takiego chciał od ciebie pan kasztelan?

-Tego o co proszą inni. Chciał, aby go poprzeć na urząd wojewody płockiego.

-Przecież wojewoda Odrowąż jeszcze żyje – skwitował zniesmaczony Jagiellon.

-Nawet dał na mszę za jego lekkie skonanie – zażartowała Barbara. – Daj mu Auguście to województwo, bo jeszcze zacznie się modlić o to, żebym i ja skonała.

-Barbaro! – zdenerwował się August, ale szybko się uspokoił, gdyż obok nich pojawił się marszałek Kmita, który zaczął instruować Radziwiłłównę.

-Miłościwa pani. Zatrzymasz się tutaj, a później uklękniesz i będziesz czekać, aż ksiądz prymas zacznie namaszczać cię olejem świętym.

-A nie mogę stać i uklęknąć dopiero wtedy, gdy prymas do mnie podejdzie? – zapytała Barbara.

-Miłościwa pani dla uczczenia tego aktu trzeba uklęknąć, tak samo jak nasz miłościwy król klęczał, gdy składał przysięgę.

-To dlaczego waszmościowie stoicie, kiedy przysięgacie żonom? – Kmita odgadł żart Barbary i równie żartobliwie odpowiedział.

-Stąd też je często zdradzamy. – Na te słowa August i stojący przy nim Lasota wybuchli śmiechem, zaś Barbara pokiwała tylko głową i skierowała się do jednej z kaplic katedry.

-Dobry żart, panie marszałku – pochwalił go August.

-Powiedziałbym nawet, że przedni – wtrącił królewski sekretarz i szedł powoli za władcą. Ten zaś odwrócił się po chwili i zapytał.

-Wszyscy goście już dojechali?

-Ze znamienitych gości już są prawie wszyscy. Jest książę pruski Albrecht, książę Fryderyk z Legnicy i książę Wacław z Cieszyna.

-A panowie koronni?

-Dojechali już prawie wszyscy, tylko pan hetman Tarnowski ma dopiero jutro się tu pojawić.

-Zatem dalej się gniewa? – stwierdził Jagiellon i zadumał się na moment. – Niech się gniewa dalej! A co z senatorami krzykaczami?

-Kasztelan poznański Górka tłumaczy się chorobą – oznajmił z uśmiechem Lasota.

-Akurat teraz zachorował – zezłościł się nieco August. – Bodaj go naprawdę dopadła jakaś choroba.

-Ostatnio podobno kasztelan Górka zaniemógł w kościele.

-Ma tylko pięćdziesiąt lat i już zaniemógł. Wiem nawet na co – i tu August drwiąco się uśmiechnął. – A wojewoda Tęczyński?

-Wojewoda sandomierski nie przyjechał i nawet nie zechciał się wytłumaczyć.

-Pewnie pojechał na Mazowsze do pani matki, a ona zapewne zabroniła mu przybyć na koronację. Głupi ten Tęczyński, ale skoro nie chce, to niech nie przyjeżdza.

-Nie chciałem ci panie tego mówić, ale skoro o nim mowa, to powiem. Na ostatnim sejmiku w Opatowie Tęczyński miał powiedzieć, że przyjedzie na Wawel oglądać twoją panie małżonkę dopiero wtedy… – i tu Lasota rozejrzał się wokoło czy ktoś go nie słyszy.

-Mów Lasota. Już niejedną głupotę słyszałem.

-Powiedział, że przyjedzie dopiero na pogrzeb królowej.

-Bodaj go diabli wzięli.

-Panie, jesteśmy w katedrze! – przypomniał mu Lasota.

-Wiem o tym, ale niech nie prorokuje, bo nie wiadomo kto prędzej znajdzie się na tamtym świecie, tym bardziej, że lata ma już swoje. – Tu August spojrzał na dwa ustawione przed ołtarzem trony i uradowany tym widokiem oznajmił. – Jutro widok będzie wspaniały.

-Miłościwy panie – zaczął niepewnym głosem Lasota. – Po zakończeniu ceremonii koronacyjnych chciałbym prosić cię panie o zwolnienie mnie ze służby. – Słowa te wyraźnie zaskoczyły Augusta, który nerwowo zapytał.

-Nie chcesz być dłużej moim zaufanym sekretarzem?

-Miłościwy panie, byłem nim bardzo długo, jak mało kto, a że lata mam już swoje, to chciałbym osiąść spokojnie, gdzieś na małym starostwie. – August spojrzał na niego przez chwilę, a następnie uśmiechnął się do niego i poklepał go po ramieniu. – Zżyłem się z tobą Lasota, jak z bratem – i przycisnął go mocno do siebie. – Dostaniesz starostwo i to niemałe, a z czasem dołożę ci drugie. Musisz tylko trochę poczekać, bo przez tę koronację to nie mam czasu.

-To się wie panie, że po koronacji – wtrącił zadowolony.

-Zanim odejdziesz, musisz mi polecić kogoś na swoje miejsce?

-Myślałem już o tym panie i widziałbym na swoim miejscu Trzebuchowskiego. Ona będzie ci panie najbardziej oddany.

-Niech tak będzie Lasota. A teraz chodźmy, bo widzę, że moja małżonka już się wymodliła i czeka na mnie. – Po tych słowach szedł do niej powoli i od czasu do czasu spoglądał na ustawiony tron, wyobrażając sobie siedzącą na nim Barbarę. Wreszcie miała zasiąść obok niego jako królowa Polski.