
Dwa dni po koronacji Barbara znalazła się w jednej z kamienic, skąd oglądała hołd pruski składany Zygmuntowi Augustowi. Chociaż była bardzo zmęczona, starała się tego nie okazywać, gdyż po raz pierwszy mogła obserwować przebieg tak ważnej uroczystości państwowej.
Już wtedy nową królową Polski zaczął ogarniać smutek, albowiem z Krakowa wyjeżdżali Radziwiłłowie. Co prawda Czarnego nigdy nie lubiła, ale Rudy był dla niej bardzo bliski. Do tego służbę pierwszego sekretarza królewskiego kończył Stanisław Lasota, a jego obowiązki przejmował Stanisław Trzebuchowski.
-Panie bracie – zaczęła smutno Barbara zwracając się do Rudego. – Kiedy mnie odwiedzisz?
-Jak najszybciej, gdy tylko uporządkuję wszystkie swoje sprawy – i pokłoniwszy się wraz z Czarnym przed parą królewską opuścili komnatę.
Barbara spojrzała wówczas na Augusta i z jej oczu popłynęły łzy.
-A skąd te łzy, Barbaro? – Wtedy królowa otarła oczy, lekko się uśmiechnęła i odparła.
-Bo wydaje mi się, że tak szybko, a może już nigdy, go nie zobaczę.
-Co ty mówisz? – rzekł troskliwie Jagiellon i przytulił ją mocno do siebie.
Tymczasem Radziwiłłowie znaleźli się na dziedzińcu zamkowym i zaczęli rozmowę, momentami prawie się kłócąc.
-Wychudła nieco. Coś mi się zdaje, że choruje! – zaczął Rudy.
-A tam już choruje. Pewnie to te babskie utrapienie – obruszył się Czarny.
-To nie jest to. Boję się o nią.
-A czemu panie bracie masz się o nią bać? Nie ma ku temu żadnej przyczyny. Jest już przecież królową Polski.
-Ale wiele ludzi źle jej życzy, a najbardziej ta włoska żmija.
-Teraz to i ona za wiele nie może – odparł Czarny, który nagle się poślizgnął i upadł na śnieg. Widząc to Rudy zaczął śmiać się na całego.
-Starzejesz się panie bracie – i podał mu rękę, lecz Czarny powstał sam bez jego pomocy.
-Jeśli ktoś się starzeje, to nie ja, a twoja siostra.
-Moja siostra jest młodą królową! – oburzył się Rudy.
-Królową, tylko że syna nie potrafi urodzić.
-Urodzi syna i to nie jednego.
-Chyba, że ty za nią urodzisz bracie, bo brzuch masz niemały – i Czarny zaczął się śmiać.
-To stańmy przy lustrze i zobaczymy, kto ma większy brzuch – odciął się Rudy.
-Dajmy temu spokój, bo Barbara nie urodziła dziecka i nie widać, żeby miała rodzić.
-Przecież była brzemienna, tylko że król kazał to przerwać – przypomniał Rudy.
-To było kilka lat temu, a od tamtej pory nie widać, żeby znowu była brzemienna – zauważył Czarny. Następnie obaj podeszli do swych koni i gdy tylko ich dosiedli, Rudy zwrócił się do Czarnego.
-Trzeba się modlić, żeby wyzdrowiała i urodziła syna.
-Jeśli nie urodzi dziecka, to może popaść w niełaskę u króla! – podsumował Czarny.
-O czym ty mówisz, panie bracie? – przeraził się Rudy.
-Jeśli Barbara nie urodzi syna, to wtedy może być tak, jako niedawno było w Anglii.
-Król za bardzo miłuje Barbarę.
-W Anglii król Henryk też miłował swoją żonę, a później kazał ją ściąć – zadrwił Czarny, a po chwili dodał. – Czasem myślę, że gdyby Barbara nie mogła urodzić syna, to lepiej by było dla niej, żeby szybko umarła.
-W imię Ojca i Syna! Wypluj te słowa, panie bracie – rzekł podniesionym tonem Rudy. Wtedy Czarny splunął na ziemię, a jego stryjeczny brat dodał. – Nie wiesz co mówisz, panie bracie!
-Wiem, co mówię. Jeśli król nie będzie miał następcy, to wtedy ją zostawi i ożeni się z inną. Pomyśl panie bracie, jaki byłby wstyd dla nas i dla naszego domu Radziwiłłów?
-Przestań, bo jak dotąd Barbara nie przyniosła nam wstydu, tylko zaszczyty i chwałę. Przez całe życie nie osiągnęlibyśmy połowy tego, co nam podarował król dzięki Barbarze. Gdyby nie ona, to znaczylibyśmy tyle co dawniej.
-Według mnie, jej rola już się skończyła.
-Już nic nie mów, panie bracie, bo znowu zaczynasz głupio mówić – zdenerwował się Rudy i złowrogo popatrzył na Czarnego. Ten zaś uznał, że powiedział wszystko co miał powiedzieć i postanowił milczeć.
W czasie, gdy Radziwiłłowie opuszczali Wawel August wraz z Barbarą spędzali czas w towarzystwie nowego sekretarza królewskiego, który zastąpił Lasotę.
-Trzebuchowski, komu powinienem nadać pieczęć wielką koronną? – Wówczas sekretarz podrapał się za uchem, potem w jedną brew, a na koniec w drugą i odparł.
-Dałbym biskupowi kujawskiemu Zebrzydowskiemu. Jest ci panie wielce oddany.
-A kto mi teraz nie jest oddany – zażartował August i spojrzał na rozbawioną Barbarę. – Dla mnie jest trochę chwiejny i za bardzo chce być dobry dla wszystkich. A odpada dlatego, że ostatnio kanclerzem był biskup krakowski, więc teraz musi to być świecki senator.
-To może pan hetman Tarnowski? Dobrze by było znowu go pozyskać.
-Wtedy utracę poparcie marszałka Kmity. Wolę już jego mieć za sojusznika, bo on może więcej namieszać niż hetman Tarnowski.
-To już nie wiem – odparł zrezygnowanym głosem Trzebuchowski.
-A ty Barbaro, kogo być mi radziła? – zwrócił się do niej August.
-Wybacz mi Auguście, ale polityka mnie nudzi. Jakoś źle się czuję i pozwolisz, że pójdę na spoczynek. – Jagiellon popatrzył z troską na Barbarę i ucałował ją w dłoń na pożegnanie, a po jej wyjściu ponownie zwrócił się do Trzebuchowskiego.
-Kogo masz jeszcze na myśli?
-Myślę panie, że masz już panie kogoś upatrzonego – i uśmiechnął się do króla.
-Bystry jesteś i daleko zajdziesz – rzekł zadowolony król i poklepał go po ramieniu. – Myślę o kasztelanie bieckim Janie Ocieskim.
-Przecież to ochmistrz twojej panie matki, królowej Bony.
-To prawda, ale to mądry człowiek i na sejmach potrafił się zachować.
-Znasz go panie lepiej ode mnie – przyznał Trzebuchowski.
-Ocieski ma ciężkie życie u pani matki, a ponadto chcę jej pokazać, kto rządzi w Polszcze. Pani matka podbierała mi ludzi i podjudzała ich przeciwko mnie. To teraz ja podkupię jej trochę ludzi – oznajmił zadowolony Jagiellon.
-Panie, z królową Boną lepiej nie zaczynać, bo nie jeden tego pożałował – rzekł z trwogą w głosie sekretarz.
-Nie bój się Trzebuchowski. Stara królowa nic mi już nie zrobi. Bez obaw. – Po tych słowach powstał i spoglądając w okno dodał. – Chodźmy obejrzeć te księgi, które mi zakupiono za granicą.
***
Po drodze August wstąpił po Barbarę, którą z wielkim trudem przekonał do tego, aby opuściła swoją sypialnię i obejrzała z nim zakupione dzieła. Gdy znaleźli się już na miejscu Jagiellon zaczął popisywać się przed swoją żoną.
-Zobaczcie, jakie to znamienite dzieła?
-Myślę panie, że niektóre z nich można by uznać za heretyckie – włączył się towarzyszący im sekretarz królowej, Koszutski
-I co z tego. Muszą być coś warte, skoro ktoś chce je spalić.
-Ale ja panie, nie to mam na myśli.
-Zatem co? – zapytał August, który spojrzał na Barbarę. Ta zaś z ciekawością oglądała grube, pięknie oprawione księgi.
-Wybacz mi panie tę śmiałość, ale za radą księdza prymasa Dzierzgowskiego nakazałeś, aby niszczono heretyckie księgi, a teraz sam panie takie księgi kupujesz.
-To dlatego, żeby nikt nie miał takich ksiąg, tylko ja – odparł August i zaśmiał się głośno. – Zresztą wiesz dobrze Koszutski, że królowi wolno to, czego poddany nie może.
-Nie od dziś to wiadomo, panie – odparł z powagą sekretarz i dodał. – Nie ma sprawiedliwości na tym świecie i tyle.
-W jednej rzeczy jest tylko sprawiedliwość – włączył się Trzebuchowski, który z trudem podniósł jedną z ksiąg okutą w żelazo.
-W jakiej? – zaciekawiła się Barbara.
-A takiej, że każdy musi umrzeć. Tak biedny, jak i bogaty. Śmierci nikt się wywinie i chwała za to Panu Bogu. – Tu August spostrzegł, że słowa te wprawiły Barbarę w chwilową zadumę.
-Tyle nie wiadomo, czy czeka nas niebo czy piekło?
-Piekło czy niebo? – odezwał się nieoczekiwanie błazen królewski Stańczyk. – Ja wiem, że tak tu, jak i tam, będziemy musieli służyć naszym panom.
-Przecież w niebie nikt nikomu nie będzie służył! – zauważył August.
-Trzeba będzie podkładać drzewo pod kotły, aby naszym panom nie było zimno – i po tych słowach Stańczyk zaczął się śmiać z udanego żartu.
-Myślisz błaźnie, że będziemy się smażyć w piekle?
-Tego panie nie mówiłem – odparł szybko Stańczyk, ale wszyscy zrozumieli o co mu chodzi.
-Ty lepiej piekła nie wypatruj, bo ponoć już raz widziałeś diabła? – przypomniał mu król.
-Wolałabym tego nie wysłuchiwać – rzekła trochę przestraszona Barbara.
-Nie frasuj się miłościwa pani. Nie taki on straszny – rzekł z przekorą błazen.
-Skoro już zacząłeś błaznować to opowiedz nam tę historię, a my posłuchamy. Tylko prawdziwą – zastrzegł August, który wiedział, że błazen lubi zmyślać najróżniejsze opowieści, chełpiąc się przy tym, że tyle widział i przeżył. Stańczyk nie dał się prosić i od razu usiadł na krześle Augusta. Następnie rozparł się wygodnie i zaczął opowieść.
-Tam skąd pochodzę, bagna i mokradła ciągną się milami…
-A diabeł mówi dobranoc – uzupełnił ku radości zebranych Trzebuchowski.
-Ale tam przynajmniej szlachcice w butach chodzą – odciął się błazen i mówił dalej. – Jednego dnia jechałem z moim ojcem, a że miałem już osiem lat, to wszystko pamiętam. Ojciec jechał na koniu przodem, a ja z woźnicą siedziałem na wozie. Ciemno się już robiło, a w mgła była taka, żeśmy się prawie nie widzieli. Wnet patrzymy, a tu obok wozu idzie wielki biały pies, tak duży niczym bydlę. Przeżegnaliśmy się od razu i pies jak się pojawił, tak zaraz zniknął nam z oczu. Od razu zrobiło się nam raźniej, aż nagle konie stanęły dęba. Krzyknąłem na ojca, nie wiedząc co się dzieje. Wtedy ojciec podjechał do nas, ale w jego oczach widziałem taki strach, jak nigdy dotąd. Kazał nam jechać, ale konie szły tak wolno i z takim wysiłkiem ciągnęły wóz, jakby ciągnęły ogromny ciężar, a piana z nich ciekła aż na ziemię. Wtedy się obejrzałem i pojąłem, czemu mój ojciec był taki wystraszony. – Słysząc te słowa Barbara przybliżyła się do Augusta i coraz mocniej ściskała jego rękę.
-Co zobaczyłeś, błaźnie? – zapytał wyraźnie wystraszony Koszutski.
-Za nami na końcu wozu siedziało to białe bydlę. Wysunęło jęzor i strasznie ziało, aż para szła z pyska. Mógłbym przysiąc, że to bydle jakby się śmiało. Trąciłem naszego woźnicę, aby też się obejrzał, bo ze strachu nie byłem w stanie słowa powiedzieć. Gdy tylko woźnica zobaczył psa, zeskoczył z wozu i nie wiadomo, gdzie przepadł. Zacząłem wtedy wołać ojca, który podjechał do wozu i wziął mnie na swego konia. Zostawiliśmy wóz z całym dobytkiem i ruszyliśmy przed siebie galopem. Jechaliśmy zatem i jechali, a żaden z nas nie obejrzał się nawet raz za siebie. Nagle, niedaleko od naszego dworu, znowu stanęło przed nami to straszne białe bydlę i drugie mniejsze, ale czarne. – Tu wszyscy słuchacze wstrzymali oddech i niecierpliwie czekali na to, co będzie dalej, a błazen patrzył na nich tak, jakby ponownie widział tamto zdarzenie. – Ni stąd, ni zowąd, czarny pies podbiegł do naszego konia i złapał zębami nogę mojego ojca. Zacząłem wtedy płakać i się modlić. Ojciec nie stracił jednak zimnej krwi i ugodził bydlę szablą, którą miał przy boku. Pies zaskowyczał przeciągle aż mi włosy na głowie dęba stanęły, ale już się do nas nie zbliżył. Wtedy znów ruszyliśmy, a za nami biegły obie bestie i zatrzymały się dopiero wtedy, gdy dojechaliśmy krzyża świętego, który stał na skrzyżowaniu dróg przed naszą wsią.
-Ale nas nastraszyłeś – odetchnął z ulgą August, któremu aż dreszcz przebiegł po plecach.
-To jeszcze nie koniec – rzekł Stańczyk. – Na drugi dzień znaleziono naszego woźnicę utopionego w bagnie, niedaleko od miejsca, gdzie został nasz wóz i konie.
-A skąd wiadomo, że się utopił? – zażartował Trzebuchowski. – Może poleciał za tym psem?
-W tamtym miejscu bagna znaleziono jego czapkę. Taką to właśnie miałem przygodę jako dziecko.
-Ja mogę lepsze historyjki opowiedzieć – pochwalił się Koszutski.
-Ale je nie chcę ich słuchać – rzekła Barbara – Tego co usłyszałam już mi wystarczy. Wybacz mi panie, ale źle się czuję i najlepiej będzie, gdy pójdę się położyć.
-Dobrze. Ja niedługo przyjdę – odparł August i zaczął zastanawiać się nad tym, co dolega Barbarze. Wtedy Stańczyk zwiesił głowę i rzekł smutno.
-Królowa jest lękliwa, jak to niewiasta, ale też jest chora. Zamiast zapraszać śpiewaków i muzyków powinieneś panie zawezwać dobrych medyków.
-Ty błaźnie, lepiej już nie dogaduj – skarcił go król.
-Zatem lepiej nic nie mówić i słuchać strachliwych opowieści. – Następnie błazen wyszedł z sali nucąc sobie jakąś smętną melodię. August zaś od razu zwrócił się do Trzebuchowskiego.
-Jutro wezwiesz medyków, najlepszych jacy są w Krakowie.
-Panie, czekamy przecież na doktora Piotra z Poznania.
-Tylko, że jakoś mu nie spieszno.
-Lada dzień ma być na Wawelu, panie – zapewnił Trzebuchowski.
-Musieliśmy stanąć przeciwko wszystkim, aby być ze sobą, a teraz, gdy już nikt nam nie przeszkadza, wepchnęła się jakaś choroba.
-Boję się panie o królową, bo jeszcze tak źle nie wyglądała jak teraz.
-Już nic nie mów, Trzebuchowski – rzekł August i zamyślił się głęboko nad tym, co usłyszał przed chwilą od swego sekretarza.
