W końcu kwietnia 1549 roku wiosna na dobre wyparła już zimę. Wokół Wawelu wszystko zaczęło się zielenić i powoli zakwitać. August z Barbarą zapragnęli opuścić zamkowe mury i przepłynąć się po Wiśle, której stan wody opadł w ostatnich dniach i powrócił do normalnego poziomu.

Królewska małżonka, jak zawsze przepięknie wystrojona, siedziała mając nieco kwaśną minę, ale za to król, mając tak piękną żonę, był w dobrym nastroju. Po dłuższej chwili odpłynęli nieco od zamku, a przy okazji uwolnili się od ciekawskich ludzi, którzy wykonując różne zajęcie w pobliżu rzeki, próbowali przypatrzeć się królewskiej parze. August próbował podjąć rozmowę, ale ponieważ Barbara nie przejawiała zbytniej chęci, więc zrezygnował i milczał tak jak ona. Dopiero po kilku minutach żona Jagiellona przemówiła.

-Oby tak było zawsze, jak jest teraz.

-A czemu miałoby nie być? – zapytał i puściwszy wiosła zbliżył się do niej. – Jesteś dzisiaj jakaś posępna Barbaro, czyżby jakaś dolegliwość?

-Babska niemoc. Nic więcej, tylko, że dzisiaj mnie bardzo boli – odparła okazując ból.

-Nic ci na to nie poradzę, moja najmilsza – i ucałował ją w dłoń.

-Jak wam mężczyznom jest dobrze. Nic was nie boli i nie cierpicie co miesiąc jak my. – Po tych słowach zebrało się jej na żarty. – I nie rodzicie dzieci – Teraz jednak pomyślała nad tym co powiedziała na końcu i ze smutkiem dodała. – Wiem, że są takie przypadki, że jeśli niewiasta nie urodzi potomka, to przestaje być żoną króla i jest oddalona z dworu.

-Kto ci o tym mówił?

-Kiedyś słyszałam w Wilnie, że król Anglii odsyłał, a nawet ścinał swoje żony za to, że nie urodziły mu następcy.

-Nie myśl o tym, Barbaro – uspokajał ją August.

-Przecież od królowej wymaga się, aby urodziła chociaż jednego syna, a najlepiej to kilku – oznajmiła mocnym niż zwykle głosem.

-Jesteśmy młodzi, Barbaro i mamy na to czas – pocieszał ją, chociaż tak naprawdę podzielał jej obawy.

-Powiedz mi Auguście, tylko patrz mi w oczy – poprosiła, ale Jagiellon zrobił tak śmieszną minkę, że Barbara tylko się uśmiechnęła. Szybko jednak spoważniała i błagalnym wręcz głosem zapytała. – Powiedz mi szczerze, tak jak na spowiedzi, czy nie chciałbyś już mieć syna? – Na to August odrzekł ze spokojem.

-Chciałbym i wiem, że kiedyś urodzisz mi syna – po czym mocno ją przytulił do siebie. Po krótkiej chwili Barbara smutnym głosem oznajmiła.

-Auguście! Tak bardzo chciałabym być już matką. Co dzień błagam w modlitwie Pana Boga, aby tak się stało.

-Barbaro, będziesz matką. Cierpliwości – przerwał jej August.

-Niektórzy mówią, że jestem bezpłodna, ale przecież ty wiesz Auguście, że już dwa razy byłam brzemienną – i łzy spłynęły jej z oczu.

-Wiem – potwierdził Jagiellon i ocierając jej łzy z policzków oznajmił. – To wszystko moja wina. – Po tych słowach Augusta nastała dłuższa cisza.

-Tam w Dubinkach, gdybym nie upadła i nie poroniła, to byłabym już matką. Może to dlatego nie mogę być teraz brzemienna. A może już nigdy nie będę?

-Wypluj te słowa, Barbaro. – Wówczas odwróciła się w drugą stronę, aby splunąć do wody, lecz w tym samym momencie przeraźliwie krzyknęła

-Jezu-uu. – Zaskoczony jej zachowaniem August natychmiast odwrócił się w tamtą stronę i spojrzał na przerażoną twarz Barbary. Po chwili również i on był zszokowany. W wodzie przy szuwarach, opodal których płynęli, w zawiniątku leżało malusieńkie nowonarodzone dziecko. Ciało było już nieco nadpsute i w połowie nagie. W tej samej chwili doszedł ich nieprzyjemny zapach rozkładających się zwłok niemowlęcia. August od razu chwycił za wiosła i zaczął odpływać z powrotem w kierunku oddalonego od nich Wawelu.
Dopiero po dłuższej chwili, nieco się otrząsnąwszy z szoku, małżonkowie zaczęli z sobą rozmawiać.

-Auguście, to było dziecko? – zapytała, będąc przerażona po tym co zobaczyła.

-Tak – odparł wzburzony. – Cóż to za wyrodna matka!

-Auguście, a my? – i mówiąc to rozpłakała się na dobre. – Przecież my nie jesteśmy od niej lepsi. To dziecko przynajmniej się urodziło i zapewne je ochrzczono. A my zabiliśmy nasze dziecko zanim ujrzało świat. – August nic nie odrzekł, tylko milczał, bo myślał tak samo jak ona. Dopiero po kilku minutach, gdy już dopływali do brzegu opodal zamku, puścił wiosła i przytulił ją do siebie.

-To nie twoja wina, tylko moja, bo to ja kazałem przebić płód. – Tu spojrzał w niebo i przemówił. – Boże miłosierny! Niech mi to będzie wybaczone – i spuściwszy głowę tulił ją mocno do siebie, rozmyślając nad tym co zrobił przed pięcioma laty.

Wkrótce potem dopłynęli do przystani, gdzie czekała już na nich służba zamkowa. Widząc jednak zapłakaną twarz żony króla, nikt nie śmiał się o nic pytać, nawet Lasota. Dopiero, gdy znaleźli się na lądzie, August przemówił.

-Barbaro, przyjdę do ciebie później. – Ta przytaknęła głową i w towarzystwie swego sekretarza Koszutskiego i dwóch dworek skierowała się do zamku. August odczekał chwilę i zwrócił się do swego zaufanego sekretarza.

-Weźmiesz kilku ludzi ze służby i tam niedaleko – po czym wskazał ręką – po tamtej stronie przy szuwarach, leży utopione niemowlę. Macie je znaleźć i pochować. – Na te słowa Lasota nieopatrznie przemówił.

-Bodaj zabito tego, kto własne dziecko morduje.

-To mnie trzeba pierwszego ubić.

-O czym ty mówisz, panie? – udawał zdziwionego Lasota, chociaż domyślał się o co chodzi królowi. Tymczasem Jagiellon usiadł na trawie i wpatrując się w rzekę wyznał co mu leżało na sercu.

-Słyszałeś Lasota o królu, który kazał pozabijać małe dzieci, a przy tym zginął jego syn?

-Każdy słyszał o królu Herodzie, tylko że to było dawno.

-A ty Lasota służysz drugiemu Herodowi, jeszcze gorszemu niż tamten.

-Nie wygaduj panie tak strasznych rzeczy – oponował królewski sekretarz.

-Pamiętasz Gieranony! – po czym groźnie przemówił do Lasoty. – Ty mnie do tego namówiłeś. – Lasota tylko przełknął ślinę, ale nic nie odpowiedział. – Gdybym cię wtedy nie posłuchał, to być może miałbym już syna.

-Nie wiadomo panie, jakby się wtedy sprawy potoczyły. Tak to już jest w tym kraju, że gdy coś złego się stanie, to szuka się winnego, byle tylko… – i zamilkł.

-Byle tylko samemu się oczyścić z winy. To chciałeś powiedzieć?

-Tak, panie – odparł niepewnie.

-Tu akurat masz rację – odparł mu po chwili. – W końcu ty mi tylko doradzałeś.

-Panie, to już minęło i już nie wróci. Przecież po tym zdarzeniu wielka księżna drugi raz była brzemienna i zostałbyś panie ojcem, gdyby się wtedy to sklepienie w komnacie nie zawaliło.

-To była kara za Gieranony – odparł załamany.

-Nie zadręczaj się panie, bo pewnie niedługo wielka księżna znowu będzie brzemienna.

-Oby tak było, Lasota. Oby – i rwał kiełkującą z ziemi trawę.

-Powstań panie z tej ziemi, bo jeszcze wilka złapiesz, bo ziemia jeszcze nie jest wygrzana. – Tu August się posłuchał i powstał z ziemi.

-Znajdziecie to niemowlę i pochowajcie. A jak to zrobicie, to przyjdziesz mi to powiedzieć.

-Dobrze, panie. Chcę tylko oznajmić, że arcybiskup gnieźnieński zajechał na zamek i czeka na posłuchanie.

-Dzierzgowski tutaj na Wawelu? – zdziwił się Jagiellon. – A po co on tu przyjechał? Chyba, że zaraza w Wielkiej Polszcze panuje.

-Zgadłeś panie – rzekł Lasota. –Powiedzieli mi o tym dworzanie księdza arcybiskupa.

-To trzeba go będzie wysłuchać, a przy okazji muszę go nieco rozzłościć, tak samo jak on mnie w Piotrkowie – i po tych słowach powoli szedł po schodach na wawelskie wzgórze.

***

Przed salą audiencyjną stał prymas Dzierzgowski, a towarzyszył mu kanclerz koronny Maciejowski. Oczekując na króla obaj dostojnicy prowadzili ze sobą niezbyt miłą rozmowę.

-Radżę ci dobrze księże kanclerzu, porzuć szeregi króla i przystąp do obozu królowej. Cała Polska jest za nami i zobaczysz niedługo, że król przegra.

-To źle będzie, jeśli król przegra. A do królowej Bony nigdy nie dołączę, bo zbyt wiele od niej wycierpiałem. Dobrze znam jej zagrania. – Tu uśmiechnął się do Dzierzgowskiego i oznajmił. – Ja też dam ci dobrą radę księże prymasie. Ukorz się przed królem, bo królowa Bona już przegrała i lada dzień przegra na dobre.

-Mylisz się księże kanclerzu, bardzo się mylisz, bo królowa ma wszędzie wpływy, nawet w Rzymie. Pamiętasz, jak mnie oskarżano przed ojcem świętym? I cóż z tego, skoro królowa mnie wybroniła.

-Skoro mówimy o Rzymie to chcę ci oświadczyć księże prymasie, że przyszedł do mnie list z Rzymu. Nasz świątobliwy papież napisał wyraźnie, że mamy oddawać małżonce króla hołd należny królowej.

-To nigdy nie nastąpi, a ja tego nie zrobię – oburzył się Dzierzgowski.

-Zrobisz to księże prymasie, a co więcej, będziesz wkładał koronę na jej głowę.

-Mogę jej włożyć na głowę koronę, ale cierniową – i zaczął się dziwnie uśmiechać.

-Lepiej się śmiać na końcu, niż na początku – odparł Maciejowski i skłonił się przed nadchodzącym Augustem. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, Dzierzgowski wykorzystując ostatnią chwilę, szybko obwieścił.

-Szlachta odmawia stawiania się na sądy i nadal będzie odmawiać. A jeśli król nie oddali tej Litewki, to sami ją oddalimy.

-Pan nasz układa się o pomoc wzajemną z królem Ferdynandem, a za nim stoi jego brat cesarz – odpowiedział kanclerz. W tym też momencie otworzyły się drzwi, w których stanął Lasota.

-Król prosi na posłuchanie. – Obaj dostojnicy weszli więc do sali i raz jeszcze oddali pokłon swemu władcy.

-Witam cię księże prymasie, jako i ciebie księże kanclerzu – powitał ich Jagiellon, uśmiechając się do nich. Po chwili ponownie zwrócił się do Dzierzgowskiego. – Podobno w Wielkiej Polszcze panuje zaraza, chociaż nie wiem czy to nie dlatego, że się tam wybieram w sierpniu – zakpił na koniec.

-Wiemy o twoim zamiarze panie, ale jeśli nie wierzysz, że u nas jest morowe powietrze, to będziesz mógł to sprawdzić panie jadąc do Wielkiej Polski.

-Wierzę, że tak jest. Słucham cię księże prymasie. Z czym przybywasz na Wawel? – Dzierzgowski zawahał się na chwilę, bo zapomniał o przemowie jaką sobie wcześniej przygotował, ale po chwili zaczął mówić.

-Miłościwy panie. W Piotrkowie było ustalone, abyś nie czynił panie nic nowego do następnego sejmu, którego dotąd nie zwołano?

-A po co zwoływać sejm, na którym tylko ujmuje się powadze królewskiego majestatu, a zamiast obrad tylko są burdy i niepotrzebne gadki. Z tych powodów będę rządził bez sejmu.

-Miłościwy panie. Mówi się, że całe dnie przesiadujesz tylko u żony, a sprawy państwowe cię nudzą – oznajmił bez ogródek Dzierzgowski.

-Nudzi mnie tylko to niepotrzebne gadanie, księże prymasie – zażartował Jagiellon ku radości milczącego dotąd Maciejowskiego.

-Ta twoja panie miłość, jeśli to miłowaniem można nazywać, sprawi tylko, że już wcale nie będziesz dbał o losy powierzonych sobie państw. – Słowa te wyraźnie zdenerwowały Augusta.

-Wy za to dbacie o los Rzeczypospolitej! Zostawiliście mnie bez obrony, bez pieniędzy i jeszcze mi zabraniacie rządzić.

-Pieniędzy nie ma, bo trwonisz je panie dla tej Litewki.

-To jest moja małżonka, która niedługo zostanie królową.

-Ale nie w tym kraju, panie – odrzekł twardo Dzierzgowski. August już chciał powstać z miejsca, gdy nagle włączył się Maciejowski.

-Gdzie zgoda, tam zwycięstwo – i nastała krótka cisza.

-Miłościwy panie. Przybyłem tu z dobrej woli prosząc cię, abyś zwołał sejm.

-Tak jak powiedziałem. Obejdzie się bez sejmu.

-Jeśli ty panie go nie zwołasz, to ja sam to zrobię – zagalopował się Dzierzgowski.

-Lepiej pilnuj prymasie tego, co jest ci powierzone! Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie.

-Przyjechałem tu w dobrej wierze i Bóg mi świadkiem, że chciałem jak najlepiej.

-Będzie ci to policzone księże prymasie na sądzie ostatecznym – wtrącił się żartobliwie Maciejowski. Dzierzgowski zmierzył go surowym wzrokiem, po czym zwrócił się do króla.

-Zatem nie zmienisz swego zdania, miłościwy panie?

-Już to raz powiedziałem, księże prymasie – odparł ze spokojem Jagiellon i spoglądał na wychodzącego Dzierzgowskiego, który wcześniej oddał mu pokłon. Następnie August powstał z miejsca i oznajmił. – Zatem do Wielkiej Polski nie pojedziemy.

-Hetman Tarnowski będzie z tego kontent – zauważył Maciejowski. Następnie i on skłonił się przed królem i zmierzał opuścić salę.

-Zostań jeszcze kanclerzu. Potrzebuję twojej rady. – W tej samej chwili w drzwiach stanął sekretarz królewski, który nie był pewny czy może wejść. – Wejdź Lasota. Możesz się przydać. – Następnie August przemówił do Maciejowskiego. – Trzeba raz na zawsze pokazać kto tu rządzi i sprawić, aby ci niezdecydowani, których jest najwięcej, przeszli na moją stronę.

-Wcześniej czy później tak się stanie, panie.

-Ale trzeba to przyspieszyć. – Teraz Jagiellon przypomniał sobie o pleceniu, które wydał Lasocie. – Znaleźliście?

-Tak, panie. Pochowaliśmy to biedne dziecko, ale przyznaję, że widok był straszny.

-Wiem, bo sam to widziałem. A teraz Lasota słuchaj i radź, jeśli potrafisz.

-Sprowadziłeś miłościwy panie swoją małżonkę na Wawel, ale jeszcze pozostaje jej koronacja. Można by i to ostatecznie zrobić, tylko że mało kto przyjedzie na uroczystości.

-Zatem nie pozostaje nic innego jak tylko czekać, chyba, że coś wymyślimy? – Tu nastała krótka cisza, aż Jagiellon znowu przemówił. – Zapomnij o tym co widziałeś Lasota i wymyśl coś.

-Kiedy nie potrafię o tym zapomnieć. – W tej samej chwili włączył się jednak Maciejowski.

-Nie możemy od razu zrobić dwóch kroków, bo to wywołało krzyki oponentów, ale jeden krok do przodu można by zrobić.

-Skąd w twojej głowie księże kanclerzu tyle rozumu? – Zawstydzony nieco Maciejowski szybko oznajmił.

-Tyle co w każdej, tylko trzeba ze spokojem myśleć. Otóż można twej panie małżonce zapisać oprawę wdowią, a wtedy do koronacji będzie bardzo blisko.

-Chyba cię zaraz ucałuję kanclerzu – rzekł niezwykle ucieszony August.

-Ależ panie! – odparł zawstydzony kanclerz. W tej chwili włączył się jeszcze Lasota.

-Nie chcę odbierać ci panie radości, ale żeby zapisać oprawę potrzebna jest zgoda sejmu, a przynajmniej senatu. A na ostatnim sejmie obiecałeś panie, że nie nadasz swej żonie oprawy do następnego sejmu.

-Za wcześnie się ucieszyłem – rzekł August, który od razu stracił dobry humor. Wtedy jednak przemówił uśmiechnięty Lasota.

-Skoro królowej Bonie nadano w oprawie dobra na Mazowszu, to ty panie możesz nadać swej małżonce dobra na Litwie. Obiecałeś panie nie nadawać niczego w Polszcze, ale o Litwie nie było mowy.

-Święte słowa – wtrącił się Maciejowski. – Panowie szlachta i senatorowie nie będą mogli sprzeciwiać się temu, bo przecież Litwa tylko do ciebie panie należy.

-Widzisz Lasota, jeśli chcesz to potrafisz coś wymyślić – i zadowolony ze swego sekretarza poklepał go po ramieniu.

***

Późnym wieczorem Barbara siedziała smutna na krześle i wpatrywała się w lustro. Jednocześnie myślała nad tym co widziała tego dnia i zastanawiała się nad przyszłością. Wiedziała bowiem dobrze, że jeśli nie urodzi Augustowi następcy tronu to wtedy w jej życiu mogą nadejść ciężkie dni.

-Wzywałaś mnie pani?

-Tak, Koszutski.

-Myślałem, że to znowu żart dworków, bo to już późna pora.

-Napiszesz list do mojej pani matki, aby mi przysłała zioła dziewicze, które leczą bezpłodność.

-Przecież ty pani nie jesteś…

-Nie jestem – przerwała mu Barbara – tylko, że ostatnio nie mogę zostać brzemienną. Po tym wypadku w Dubinkach musiały powstać jakieś komplikacje, które trzeba wyleczyć. Pani matka zna się na tych sprawach. Trzeba też będzie wtajemniczyć w to mego brata Rudego, żeby mi w tajemnicy przywiózł te zioła.

-Ośmielę się przypomnieć ci pani, że zażywanie tych ziół szkodzi zdrowiu – zauważył Koszutski.

-Koszutski! Ja muszę urodzić syna! – rzekła rozżalonym głosem.

-A jeśli przez to rozchorujesz się pani? – Tu Barbara zastanawiała się przez moment, aż w końcu oznajmiła.

-Wiem o tym, ale nie mogę już dłużej czekać, bo niedługo zostanę królową i co wtedy?

-Miłościwa pani, a jeśli z tego wynikną powikłania i zapadniesz na zdrowiu? Przecież królewscy medycy to odkryją i wtedy mnie się dostanie, że nie powiadomiłem o tym króla.

-Nie frasuj się, Koszutski. Wszystko wezmę na siebie. Idź i napisz list do pani matki i do pana podczaszego, a jutro z rana mi je odczytasz i najwyżej je poprawimy.

-Przemyśl to dobrze, miłościwa pani – rzekł niepewnie Koszutski.

-Już przemyślałam. Ja muszę urodzić syna, muszę, bo wtedy August mnie odeśle na Litwę, a wszyscy tylko na to czekają.

-Skoro taka twoja pani wola, to ja już nic nie mówię – odparł sekretarz i powoli kierował się w stronę drzwi. Zaraz po tym, gdy Koszutski zniknął za drzwiami Barbara uklękła przed krzyżem i po złożeniu rąk zaczęła się modlić.

-Panie Boże, otrzymałam więcej niż mogłam sobie wymarzyć, ale błagam, spraw Panie Boże, abym urodziła mu syna, a potem to choćby nawet śmierć. – W tej samej chwili otworzyły się drzwi, w których stanął lekko odziany August. Uśmiechnął się do Barbary i rozwinąwszy pergamin zaczął go czytać.

-Najjaśniejszej pani Barbarze z Radziwiłłów, z Bożej łaski wielkiej księżnej litewskiej i małżonce mojej najmilszej nadaję: Merecz, Olitę, Byrysztany, Żyżmary, zamek kowieński – i przerwał na chwilę, spoglądając na rozweseloną twarz Barbary.

-Auguście, co to jest?

-To są dobra książęce, jakie nadałem ci w oprawie wdowiej.

-Auguście, ale po co to? – zapytała zaniepokojona.

-Chcę ci moja najmilsza nadać dobra, jakie przysługują księżnej i królowej. Na razie tylko na Litwie, ale po koronacji otrzymasz też dobra tu w Polszcze.

-Wiem, że nadaje się dobra małżonkom, ale te słowa, oprawa wdowia, brzmią przeraźliwie, tym bardziej, że już byłam wdową.

-Będziesz miała swoje dochody, a oprócz tego ogromne puszcze, pola, stawy i młyny. Wszystko to będzie twoje – pocieszał ją August.

-Chcę tylko ciebie Auguście – rzekła zbolałym głosem.

-Barbaro, co ci jest?

-Jak mnie to dzisiaj boli! Nigdy mi to tak nie dokuczało.

-Zaraz wezwę dwórki – zapowiedział i już chciał krzyknąć, gdy usłyszał prośbę Barbary.

-Nie, Auguście. Niech śpią – i na siłę uśmiechnęła się do niego.

-Przecież one po to są, żeby ci usługiwały.

-Cały dzień mi służyły i słuchały moich grymasów. – Na te słowa August nic już nie powiedział, tylko ucałował ją w czoło. – Wolę, żebyś to ty mnie pielęgnował. – Wówczas ten wziął ją na ręce i położył na łożu. Tam zaś okrył ją narzutą i mocno tulił do siebie.