
Pojawienie się Barbary Radziwiłłówny na dworze wawelskim sprawiło, że zaczął on znowu tętnić życiem. Na nowo zaczęły odbywać się bale, maskarady i inne imprezy, które miały rozweselać królewską małżonkę. W końcu August z Barbarą udali się do pobliskich Niepołomic, po to aby odpocząć od ceremoniału dworskiego i uciążliwości panowania.
Tam też zastało ich przedwiośnie, które tego roku było nadzwyczaj pogodne. Dopiero w pierwszych dniach kwietnia para królewska powróciła na wawelskie wzgórze.
August po okresie zabaw i ucieczki od polityki powoli przygotowywał się do rozprawy z opozycją. Ta obserwując poczynania króla czekała tylko na moment, aby znowu stanąć w szranki z władcą, gdyż w dalszym ciągu nie dawała za wygrane. Przebolała wprawdzie, że Jagiellon wprowadził Radziwiłłównę na Wawel, ale nie zamierzała bynajmniej godzić się na jej koronację. Konflikt miedzy królem, a poddanymi odżywał więc na nowo.
-I co wy na to? – zapytał August i spojrzał na Lasotę, który skończył czytać list od królowej Bony. Ponieważ ten milczał więc zwrócił wzrok na Koszutskiego.
-Królowa Bona jest wielce hojna chcąc ofiarować ci panie 100 tysięcy talarów i wszystkie dobra na Litwie – rzekł sekretarz Barbary.
-Myślałam, że niewiele znaczę dla królowej Bony, ale chyba już nie jestem taką biedaczką, skoro chce ci aż tyle ofiarować za moje oddalenie, Auguście – zażartowała Barbara, chociaż w głębi serca było jej bardzo przykro.
-Nie jest to dużo, zważając na to, jakie skarby posiada matka waszej królewskiej mości – zauważył Lasota.
-Skoro chce mnie kupić, to trochę się potarguję z panią matką. Napiszemy jej, że jeśli do tych 100 tysięcy i dóbr posiadanych przez nią na Litwie dołoży swoje dobra z oprawy wdowiej na Mazowszu, to wtedy się zastanowię.
-A jeśli królowa Bona się zgodzi? – wtrącił Lasota.
-Jak znam panią matkę, to Mazowsza nie odda. Nie po to zabiegała przez tyle lat o to księstwo, żeby je teraz oddawać – zauważył August.
-Prawda jest taka, że gdybyś poślubił Auguście inną, to znowu dostałbyś pokaźny posag, tak jak po Elżbiecie. A ja nic ci nie wniosłam – zakończyła ze smutkiem.
-Wniosłaś mi wiele radości w życiu i ukazałaś to, czego wcześniej nie mogłem dostrzec, a to więcej niż pieniądze. A pieniędzy, ile by ich nie było, to i tak będzie ich mało. Zresztą królem i książęciem jestem i pieniędzy mi nie brakuje. A te skarby i dobra wcześniej czy później dostanę po pani matce. – Po chwili namysłu Jagiellon popatrzył na swojego uśmiechniętego sekretarza i rozkazał. – Chodźmy, skoro delegacja mieszczan czeka.
-Auguście – zaczęła niepewnie Barbara – czy mogę tam nie iść, bo oni tak długo gadają i znowu mnie rozboli – rzekła z uśmieszkiem.
-Możesz zostać.
-Napiszę list do brata. Wprawdzie ma on lada dzień tu przybyć razem z marszałkiem Czarnym, ale mu odpiszę, bo mu obiecałam.
-Dobrze. Zostań i pisz list. – Tu uczuł jej pocałunek na policzku, co widząc Lasota i Koszutski tylko się uśmiechnęli. – Idziemy Lasota – rozkazał król i razem ze swoim zaufanym sekretarzem wyszedł z komnaty. Tymczasem Barbara usiadła i podparłszy sobie głowę rękami cicho oznajmiła.
-Nie chce mi się nic pisać.
-Ale przecież to ja piszę, a ty miłościwa pani tylko dyktujesz – zauważył Koszutski.
-Tylko, że nie wiem o czym pisać. Ostatnio już mu o wszystkim napisałam.
-Napisz pani, że chcesz już zobaczyć jego oblicze – zaproponował Koszutski. Barbara pomyślała nad tym przez chwilę, aż w końcu oznajmiła.
-Zatem pisz.
Najmilszy mój panie bracie. Kraków bardzo mnie cieszy i dobrze jest mi tutaj, ale bardzo bym chciała znów cię zobaczyć.
– I znowu myślała co powiedzieć swemu sekretarzowi, gdy nagle pojawił się Trzebuchowski.
-Miłościwa pani. Przybył pan podczaszy litewski i prosi o posłuchanie.
-Zatem niech wejdzie – rzekła ucieszona i popatrzyła na rozbawionego Koszutskiego. Ten na widok Rudego pokłonił się przed Barbarą i chciał opuścić komnatę, lecz spostrzegł po jej geście, że ma pozostać.
-Zrobiłeś mi niespodziankę panie bracie, a ja już pisałam list do ciebie.
-Skoro wspomniałaś siostro o pisaniu listów, to chcę oznajmić, że nie jestem kontent z tego, że w pisanych do mnie listach pomijasz przysługujące mi tytuły. – Następnie spojrzał na sekretarza Barbary i dodał. – Czemu tak się dzieje panie Koszutski?
-Panie bracie, Koszutski jest tu bez winy – rzekła krótko w jego obronie. – Piszę tak jak dawniej, bo nie chcę niczego zmieniać między nami.
-Ależ siostro! To trzeba szybko zmienić, bo przecież jesteś żoną króla i niedługo zostaniesz królową, a podpisujesz się tylko „Barbara Ra”. Cóż to ma znaczyć?
-Wystarczy panie bracie, że ty w listach wymieniasz wszystkie swoje tytuły i tracę dużo czasu na ich czytanie. A o marszałku Czarnym to lepiej nie wspominać, bo więcej u niego tytułów niż u mego małżonka, który jest królem i wielkim kniaziem. – Tu nastało krótkie milczenie, gdyż Rudy udawał obrażonego. Wówczas Barbara szybko zmieniła temat. – A właśnie, czemu pan marszałek nie przyjechał z tobą panie bracie?
-Czeka na poród swojej żony. Myślę, że niedługo się tu pojawi, bo wedle mych obliczeń powinno to już nastąpić. – Teraz do rozmowy włączył się Koszutski, który stał przy oknie.
-Miłościwa pani, jeśli dobrze widzę, to pan marszałek litewski zajechał na dziedziniec. – Po tych słowach Barbara szybko zbliżyła się do okna i z ironią oznajmiła.
-A któżby inny! Tylko on chodzi w barchanowych kabaciach i krótkich sukienkach.
-To ja wyjdę mu na spotkanie – zapalił się Rudy, lecz szybko się pohamował.
-Panie bracie, pamiętaj, że jesteś na audiencji u małżonki króla.
-Siostro – rzekł uśmiechnięty Rudy – przecież ledwie co mówiłaś, że nic się nie zmieniło. – Barbara jednak nie dawała za wygrane.
-Jeśli chcesz, abym tytułowała się w listach żoną króla, to tak mnie traktuj.
-Niech tak będzie – odparł nieco zły.
-Zatem chodźmy panie bracie, bo już dawno nie widziałam tej zarośniętej gęby, z której tylko pycha bije. – Po tych słowach opuściła komnatę, a za nią Rudy i Koszutski.
***
Przy takiej liczbie gości król wydał uroczysty obiad. Obok pary królewskiej zasiadł biskup krakowski i jednocześnie kanclerz wielki koronny Samuel Maciejowski. Natomiast po drugiej stronie stołu zasiedli obaj Radziwiłłowie, którzy byli mocno wygłodniali po podróży.
-Miłościwy panie, mój syn jest taki duży i już się do mnie uśmiecha – pochwalił się Czarny. Nikt z biesiadników jednak tego nie skomentował, tylko próbował potrawy, które znajdowały się na bogato zastawionym stole. Wreszcie August nalawszy Barbarze wina do kielicha, zapytał żartobliwie.
-A czemu marszałku dałeś mu na imię Krzysztof, a nie Mikołaj?
-Mikołaj ma na drugie, na trzecie Jan, a na czwarte Jerzy. – Tu Rudy napił się wina i znów zaczął się chwalić. – A jaki jest silny i już chce chodzić, chociaż dopiero ma miesiąc.
-Pewnie niedługo panie bracie pójdzie z tobą na polowanie – zakpił Rudy. Po jego słowach towarzystwo zaczęło się głośno śmiać, a szczególnie kanclerz Maciejowski. Czarny nic nie odpowiedział, tylko popatrzył groźnie na Rudego i ze złości wypił cały puchar wina. August widząc zbliżającą się między nimi kłótnię szybko zmienił temat.
-Myślałem, że po skończonym sejmie już się wszystko dobrze potoczy, ale niestety tak nie jest. Doszły mnie wieści, ze znowu zamęt w kraju się dzieje.
-Burza zapewne już przeszła i niedługo spokój na dobre nastanie – stwierdził Czarny.
-Mylisz się marszałku, bo dostałem wieści, że w Środzie odgrażano mi się na sejmiku.
-W dużym stopniu to przez reces, który rozesłałeś panie do szlachty po sejmie – zauważył Maciejowski.
-Bez recesu też by nie było spokoju. Pisał mi ksiądz biskup poznański, że prymasa Dzierzgowskiego i kasztelana Górkę powitało pięć tysięcy szlachty na koniach.
-To dlatego, że oni najgłośniej występowali przeciwko twemu panie małżeństwu. – Tu Maciejowski dostrzegł smutną minę Barbary i postanowił już nic nie mówić.
-Z tych samych powodów zamierzam osobiście wyruszyć do Wielkiej Polski. Wtedy zobaczymy czy dalej będą się tak odgrażać? – oznajmił August.
-Chcesz panie jechać do jaskini lwa? – zapytał wyraźnie zaskoczony kanclerz.
-A jakie inne wyjście widzisz księże kanclerzu? Muszę tam jechać i uciszyć całe towarzystwo, bo inaczej będą coraz bardziej się buntować.
-Tylko nie wiadomo jak cię tam panie przywitają i czy któryś z senatorów wielkopolskich zechce cię panie przywitać? – Wtrącił Czarny, niezbyt zadowolony z decyzji króla.
-Zatem ja ich przywitam. Myślę, że w połowie sierpnia wyruszę w drogę.
-To jeszcze cztery miesiące czasu – zauważył Rudy.
-Potrzeba dużo czasu na to, aby przy wjeździe do Wielkiej Polski okazać potęgę – dokończył August.
-To ja pojadę z tobą, panie – oznajmiła Barbara. Teraz wszyscy popatrzyli na nią z niedowierzaniem, zaś Czarny tak się zakrztusił, że Rudy musiał uderzyć go w plecy. Ten jednak nadal się krztusił, stąd też jego stryjeczny brat przyłożył mu z całej siły, aby mu pomóc. Uderzenie było tak silne, że marszałek litewski aż postawił oczy w słup.
-Ejże, nie tak mocno – wypowiedział Czarny, ledwie łapiąc oddech.
-Już ci nie pomogę, choćbyś się nawet zadławił – odparł wzburzony Rudy. Tymczasem uśmiechnięta Barbara znowu zwróciła się do Augusta.
-Nie zostawiaj mnie panie samej na tak długo. Nie mogłam jechać na sejm do Piotrkowa, to chociaż zabierz mnie ze sobą do Wielkiej Polski.
-Pomyślę nad tym, chociaż to ryzykowny krok – odparł zakłopotany August.
-Myślę panie, że to nie jest dobry pomysł – zareagował od razu Rudy.
-Miłościwy panie, gdybyś zabrał tam naszą siostrę to wtedy dopiero by krzyczeli. Zapewne nie witali by cię panie chlebem, ale mieczem – wtrącił Czarny i spojrzał z ironią na Barbarę.
-Księże kanclerzu, a co ty o tym myślisz? – zwrócił się August do Maciejowskiego.
-Odgrażają ci się panie w Wielkiej Polszcze i złorzeczą twej małżonce, zatem nich zobaczą w całej Koronie, że to tylko puste słowa.
-A jeśli dojdzie do zaburzeń? Księże kanclerzu chyba nie popierasz wyjazdu naszej siostry? – pytał jeszcze bardziej wzburzony Czarny.
-To ryzykowna rzecz, bo albo się tam burza rozpęta na dobre albo raz na zawsze ucichnie.
-Panie – zaczął błagalnym głosem Czarny, który zwrócił się teraz do Augusta. – To olbrzymie ryzyko, jakiego jeszcze nie było. A jeśli napadną tam na twoją panie małżonkę? Przecież niektórzy mieli takie zamiary?
-Przecież nie będą do nas strzelać. Tak źle to chyba nie będzie. – Tu August popatrzył przez chwilę na Barbarę i dodał. – Chociaż wolałbym tam sam pojechać.
-Nie chcesz mnie panie zabrać, bo jestem ci nierówna stanem – rzekła smutnym głosem.
-Jeśli cię poślubiłem Barbaro, to znaczy, że tak nie jest. A skoro tak bardzo chcesz tam jechać, to cię zabiorę – oznajmił Jagiellon i uśmiechnął się do żony.
-Panie, przecież jej kolebkę oblepią paszkwilami, tak samo jak zamek, w którym zamieszkacie. Trzeba będzie zatrudnić z tuzin służby, aby zrywała paszkwile i je paliła – skończył podłamany wyraźnie Czarny.
-Siostro, przecież tam grozi ci męczeńska śmierć! – zaapelował do niej Rudy.
-Jeśli król nie boi narażać się za mnie, to ja nie boję się narażać przy nim. Moje miejsce jest przy tobie panie – i położyła swoją dłoń na jego dłoni.
-Miłościwy panie, przecież to jawna głupota, na którą nie możesz pozwolić.
-Panie marszałku, ty tam nie pojedziesz, więc nie masz się o co frasować – skarcił go August.
-Uczynisz panie jak zechcesz, ale ja byłem i będę temu przeciwny.
-Ja też uważam podobnie – poparł go Rudy. Teraz król popatrzył na Maciejowskiego, który po chwili namysłu odpowiedział.
-Powiadają, że kto boi się ryzyka, ten ma niewiele. Przyznaję jednak, że niebezpieczeństwo jest duże.
-Jeszcze o tym pomówimy, a teraz lepiej coś zjeść i o pomyśleć o przyjemniejszych rzeczach – oznajmił Jagiellon i z uśmiechem spojrzał na Barbarę.
-Przyznam się, że po tym co usłyszałem od naszej siostry to straciłem chęć do jedzenia, ale skoro zaprosiłeś mnie panie na obiad, to będę jadł – wymyślał Czarny.
-Możesz przecież marszałku nie jeść, to wtedy koniom będzie lżej – zażartowała Barbara.
-Dziękuję ci, miłościwy panie za zaproszenie na tak wyśmienity obiad – oznajmił obrażony Czarny i pochyliwszy głowę przed Augustem zapytał. – Pozwolisz panie, że odejdę od stołu?
-Pozwalam panie marszałku, ale wieczorem chcę z tobą pomówić.
-Wieczorem będę na zamku, panie – potwierdził Czarny i raz jeszcze skłoniwszy się przed Augustem opuścił królewską jadalnię.
-Ja też dziękuję ci panie za zaproszenie i czekam na dalsze rozkazy – zaoferował się Rudy.
-Porozmawiamy jutro, panie podczaszy – oznajmił mu August.
Po krótkim czasie Rudy dopadł Czarnego, który stojąc przy oparciu krużganek wawelskich rozglądał się po dziedzińcu. Spostrzegłszy Rudego marszałek litewski od razu zaczął krytykować Barbarę.
-Czasem to się zastanawiam, po co to wszystko robię? Gonię ostatkiem sił, że mi się prawie łeb nie strzaska, byle wszystko do końca dobrze poszło, a tej się zachciewa jechać do Wielkiej Polski. Chyba chce durna, żeby ją tam utopili albo spalili! – Po chwili Czarny spostrzegł zbliżającego się kanclerza Maciejowskiego, który słysząc jego słowa przemówił.
-Panie marszałku nie frasuj się tym, bo ci to jeszcze zaszkodzi.
-Księże kanclerzu, przecież ona nie zna się na politykowaniu i nie wie czego chce.
-Wyjazd małżonki króla jest ryzykowny, ale myślę, że przychylni naszemu panu senatorowie będą to odradzać, a już na pewno hetman Tarnowski.
-I dobrze, bo to niepotrzebne ryzyko – wtrącił Rudy. Po chwili zaś dodał. – I zamiast zostać królową, to zostanie niekoronowną nieboszczką.
-Uspokój się panie podczaszy. U nas nikt, chwała Bogu ani na króla, ani na królową nie podnosił i nie podniesie ręki. Tak źle to nie będzie.
-Trzeba niezwłocznie przekonać króla, aby jej to wybił z głowy – oznajmił Rudy.
-Myślę panie podczaszy, że skoro twoja siostra przekonała króla, to ty już tego nie odmienisz. – Tu włączył się jednak Czarny, który podzielał zdanie Rudego.
-To wtedy ja pójdę i przekonam króla, bo moje zdanie wiele u niego znaczy – i aż się zaczerwienił ze złości.
-Przekonacie go panowie teraz, a gdy przyjdzie noc, to wtedy król zmieni zadanie. Po tym co widzę, to nasz król szybko ulegnie swej małżonce. Zauważyłem też, że małżonka króla nie lubi cię panie marszałku i z kobiecej przekory ci nie ustąpi.
-Gdy przybędzie hetman Tarnowski i inni senatorowie, to wtedy król przyzna mi rację – zapewniał Czarny. Słysząc to Maciejowski zwrócił się do obu Radziwiłłów.
-Nasz miłościwy król bardzo miłuje swoją małżonkę i uczyni dla niej to o co go poprosi.
-Aż tak bardzo to jej nie miłuje – rzekł wściekły wręcz marszałek litewski.
-A ja śmiem twierdzić, że tak kochającej się pary królewskiej jeszcze na Wawelu nie było – oponował Maciejowski.
-Zobaczymy jak to się skończy – oznajmił krótko Czarny.
-Nie prorokuj źle, panie marszałku, bo licho nie śpi. – Tu kanclerz nieco się pochylił przed Czarnym, a potem przed Rudym i poszedł w stronę zejścia z krużganek. Gdy znalazł się na dole spostrzegł Augusta z Barbarą, którzy również postanowili się nieco przespacerować po dziedzińcu zamkowym.
-Księże kanclerzu, zechciej przybyć na wieczerzę do nas – zaproponował król.
-Wielka to łaska dla mnie panie, ale jeśli to możliwe to wolałbym przyjść jutro, bo dzisiaj obowiązki kościelne mnie wzywają, a mam ich aż za dużo.
-Zatem do zobaczenia jutro na wieczerzy – oznajmiła Barbara i uśmiechnęła się do Maciejowskiego.
-Tobie miłościwa pani nie odmówię – odrzekł uśmiechając się do Barbary. Następnie chwilę się zawahał, aż w końcu oznajmił. – Piękny to widok oglądać wasze królewskie mości, bo to przykład prawdziwego miłowania. – Na te słowa Barbara z Augustem tylko uśmiechnęli się do siebie, jednak nic nie powiedzieli. Przyjęli tylko ukłon kanclerza i dalej spacerowali po dziedzińcu.
-Chyba w całej Polszcze nie ma drugiego takiego człowieka – stwierdził Jagiellon. – Czasem chciałbym być taki sam jak on, bo całym sercem służy Bogu i ojczyźnie.
-Ja też go polubiłam. – Tu spojrzała prosto w oczy Augusta i oznajmiła. – Jeśli nie chcesz, to nie pojadę do Wielkiej Polski?
-Jeśli tylko będziesz chciała jechać ze mną, to zawsze możesz.
-Z tobą wszędzie – i teraz postanowiła go ucałować, zapominając o tym, że są na dziedzińcu zamkowym. W tej samej chwili Maciejowski wsiadał do krety i postanowił raz jeszcze spojrzeć na królewską parę, aby uśmiechnąć się na pożegnanie. Widząc co się dzieje uśmiechnął się tylko i przemówił sam do siebie.
-Miłosierny Boże, wybacz mi, że byłem jej przeciwny. Chwała ci Panie, że nie pozwoliłeś rozerwać tego małżeństwa. – Następnie usiadł wygodnie w powozie i zaczął cichutko śpiewać „Te Deum laudamus”.
