
Siódmego grudnia 1550 roku Barbara bardzo wcześnie zerwała się z łoża, chociaż ostatniej nocy niewiele spała. Nie mogła do końca uwierzyć, że za kilka godzin na jej głowie spocznie korona. Nic też dziwnego, że siedząc przed lustrem w czasie porannej toalety rozpłakała się na dobre. Wkrótce potem na jej twarzy zagościł z kolei uśmiech, który miał jej nie opuszczać do końca dnia.
Ubrana w przepiękną białą suknie i okryta sznurem pereł stanęła przed uszczęśliwionym Augustem, który tylko westchnął z wrażenia na jej widok. Była przecież tak piękna i tak szczęśliwa jak nigdy dotąd.
Cały orszak królewski opuścił zamek i kierował się przez ośnieżony dziedziniec do katedry. Tam już znajdowały się tłumy przybyłej szlachty i mieszczan krakowskich, którzy nie mogąc się zmieścić do świątyni stanęli przy drzwiach. Wszystkie miejsca w katedrze zajęli zaproszeni goście oraz polscy i litewscy senatorowie. Barbara nie potrafiła ukryć zdenerwowania i stąd też August uśmiechał się do niej co chwila i zapewniał, że wszystko będzie dobrze. W końcu stanęli na wprost wejścia do świątyni, do którego prowadziło kilka schodków. Tu popatrzyli na siebie i z uśmiechem na ustach podążali do środka.
Wewnątrz katedry wzdłuż rozwiniętego czerwonego sukna ustawieni byli czołowi dygnitarze Polski i Litwy oraz zagraniczni goście. Najpierw mijali napuszonych Radziwiłłów, Czarnego i Rudego, którzy czuli się tak jakby to oni mieli być zaraz koronowani. Następnie dostrzegli hetmana koronnego Tarnowskiego, który z racji tego, że był dodatkowo kasztelanem krakowskim, stał na samym przedzie. Niedawny współpracownik Augusta widząc zbliżającą się parę królewską spuścił tylko głowę w dół i czekał, aż pójdą dalej. Takie zachowanie sprawiło, że August z Barbarą posmutnieli przez chwilę i nawet promienny uśmiech marszałka Kmity nie poprawił im od razu nastroju. W końcu stanęli przed ołtarzem otoczeni przez prymasa Dzierzgowskiego i kilku biskupów. Ceremoniał koronacji rozpoczynał się na dobre.
Tymczasem hetman Tarnowski stojąc bardzo blisko marszałka Kmity dostrzegł na jego twarzy szyderczy uśmiech. Nie potrafiąc opanować swego gniewu rzekł cicho sam do siebie.
-Bodajbyś zdechł jak pies – i spuścił głowę na dół. Słowa te usłyszał jednak stojący obok niego książę pruski Albrecht Hohenzollern.
-Służyłeś panie hetmanie królowi tak jak ja, a teraz taka spotkała nas wdzięczność. – Tarnowski spojrzał wymownie na księcia pruskiego, ale nie podjął rozmowy.
W tym czasie para królewska stanęła przed ołtarzem, przy którym stali już niemalże wszyscy polscy biskupi na czele z prymasem Dzierzgowskim. Przed ołtarzem były wystawione dwa krzesła królewskie. Jedno trochę niższe, bogato rzeźbione i obite szkarłatnym suknem londyńskim i drugie wyższe, przeznaczone dla króla Polski. Barbara co raz spoglądała na twarze zaproszonych gości i dostojników państwowych, dostrzegając przede wszystkim swoich zadowolonych braci, którzy ten jeden raz byli z niej dumni.
Nabożeństwo nie trwało zbyt długo i wreszcie nadeszła oczekiwana przez wszystkich ceremonia koronacji. Do Barbary zbliżył się prymas w asyście biskupów i dokonał tradycyjnego namaszczenia. W tym właśnie czasie Tarnowski zagadnął do szyderczo uśmiechającego się księcia pruskiego Albrechta.
-Wasza książęca mość tak się cieszy jakby to jego córka była teraz koronowana.
-Cieszę się, bo niedługo moja córka Anna zasiądzie na tym miejscu.
-Nie pojmuję, o czym mówisz książę? – zapytał zaskoczony hetman.
-Mówię o tym, że tej Litewce niewiele już zostało życia!
-A skąd ci książę o tym wiadomo?
-Wiem z dobrego źródła, że żona króla nie nacieszy się długo koroną.
W tym momencie prymas Dzierzgowski nałożył na głowę Barbary złotą królewską koronę, ona zaś aż przymknęła oczy ze wzruszenia i przejęcia. Zaraz po tym odprowadzono ją do tronu, a gdy usiadła obok Augusta, jeden wielki okrzyk rozległ się po katedrze: „Vivat królowa!”. Jagiellon wzrokiem pełnym otuchy i miłości popatrzył na swą umiłowaną, po czym położył swoją prawicę na jej małej i drżącej jeszcze z wrażenia dłoni. Barbara zaś spojrzała przed siebie na uczestników ceremonii, nie wierząc do końca, że już jest królową.
***
Dzwon wawelski „Zygmunt” bił głośno niosąc radosną nowinę, że Polska ma nową królową. Para królewska zaś wraz z zaproszonymi gośćmi kierowała się do komnat zamkowych, gdzie przygotowano uroczystą ucztę. Podskarbi idący zaraz za Barbarą i Augustem gęsto rozrzucał pieniądze w zgromadzony tłum, który z radości ochoczo wiwatował. Wśród gości maszerowali także bracia Radziwiłłowie, zadowoleni i dumni z takiego wywyższenia ich rodu.
-Pomyśl panie bracie, że chcieli cię utopić w Wiśle, a tu takie wyróżnienie.
-Mnie chcieli utopić, a ciebie bracie wieszać chcieli i to bynajmniej nie za głowę – zaszydził Rudy i szedł dalej. Na te słowa Czarny szybko odpowiedział.
-Ale ja otrzymałem kanclerstwo na Litwie, a w przyszłości mam dostać województwo wileńskie, a ty bracie dostałeś tylko województwo trockie.
-Urzędów mi już wystarczy, a co ważniejsze dostałem dobra wokół Koydanowa, a te wiele zysku przynoszą.
-Nie powiem panie bracie co ja dostałem od króla, bo by ci ślepia na wierzch wyszły z zawiści.
-To moja siostra została królową i to ja będę szwagrem króla Polski i wielkiego kniazia Litwy – odparł dumnie Rudy. Na to Czarny aż poczerwieniał ze złości i odrzekł.
-Byłbyś nikim rudzielcu, gdyby nie moje starania i zabiegi.
-Święte słowa. Bylibyśmy nikim, gdyby nie moja siostra Barbara – zaakcentował dobitnie Rudy, a że miał rację, więc Czarny nic już nie powiedział.
Tymczasem biesiada na zamku zaczęła się na dobre. August będący w znakomitym humorze usługiwał Barbarze z wielką galanterią i spełniał każde jej życzenie. Obok nowej królowej Polski siedział książę pruski Albrecht, a przy nim Piastowie śląscy. Natomiast obok Augusta zasiadł marszałek Kmita, prymas Dzierzgowski i obaj Radziwiłłowie.
-Wielka to szkoda, że pan hetman Tarnowski nie zechciał przybyć na ucztę – zagadnął król.
-Podobno źle się poczuł – usprawiedliwiał go książę Albrecht.
-Skoro tak to żalu do niego mieć nie można.
-Wasza królewska mość ma rację – wtrącił się Kmita – ale skoro przybył na koronację, to mógł się przynajmniej na chwilę pofatygować na Wawel.
-Nie żywię urazy do pana hetmana za to, że nie przybył na ucztę weselną, bo nikt tak jak on nie przyczynił się do tego, że koronacja mojej małżonki mogła dojść do skutku. – Po tych słowach na twarzy Kmity pojawił się grymas, lecz znikł zaraz, bo król szybko dodał – Chociaż zasługa pana marszałka jest w tej mierze równie duża – i wychylił swój kielich do dna. Wkrótce potem powstał prymas Dzierzgowski, który był nieco czerwony i kłaniając się oznajmił.
-Wasze królewskie mości zechcą mi wybaczyć, ale na mnie już czas.
-Jakże to księże prymasie, chcesz nas już opuścić? – zapytał Jagiellon.
-Już sam nie wiem – wahał się prymas.
-Lepiej zostań księże prymasie – przemówił podpity już książę Albrecht – bo gdyby zabrakło wina, to wtedy dokonasz cudu i przemienisz wodę w wino. – I po tych słowach zaczął się śmiać. Zaraz jednak spoważniał, gdyż wszyscy surowo na niego spojrzeli.
-Już miałem zostać – rzekł oburzony prymas – ale przy jednym stole z heretykami dłużej siedział nie będę.
-Księże prymasie. Większość przy tym stole jest katolicka więc zostań jeszcze – łagodził król.
-Ale wasza królewska mość dotrzyma danej mi obietnicy? – zapytał Dzierzgowski.
-Dotrzymam, bo ja zawsze dotrzymuję przysięgi – zapewnił Jagiellon. Wtedy prymas ponownie usiadł za stołem, a Rudy od razu nalał mu wina do kielicha.
-Z racji tego, że moja siostra dostąpiła królewskiej korony to każe wybudować kościół w Wilnie. Napijmy się zatem, abym do jutra nie zmienił zdania.
-Bluźnisz, panie podczaszy – skarcił go Dzierzgowski.
-Księże prymasie napijmy się za to, aby ci, których Pan Bóg tak wysoko wyniósł, nie zawiedli pokładanych w nich nadziei – i wymownie spojrzał na Barbarę. W tym momencie od stołu wstał Kmita i donośnym głosem zawołał
-Vivat obojga królestwo! – Za nim zaś pozostali goście zaczęli wnosić okrzyk „Vivat”!
Odgłosy wiwatów i toastów spełnianych za parę królewską jeszcze jakiś czas słychać było na Wawelu. Wreszcie głos zabrał książę pruski Albrecht, mocno już podchmielony, ale przez to bardziej szczery.
-Wasze królewskie moście i wy dostojni panowie. Chociaż szumi mi już mocno w głowie to pragnę powiedzieć, że skoro mamy króla, a od dziś i królową, to wypijmy za następcę tronu.
-Vivat! – odezwały się znowu liczne głosy gości. – Toast ten zasmucił jednak Barbarę, która pobladła nieco i już do końca biesiady nie odzyskała humoru.
***
Przed północą niektórym biesiadnikom zaczęło się robić coraz bardziej gorąco, stąd też wstawali od stołów i udawali się na spacer, a że był początek grudnia, więc zimno dobrze wpływało na zagrzane głowy. Na krótką przechadzkę po oświetlonym dziedzińcu zamkowym wybrała się także para królewska.
-Barbaro, przynajmniej dziś się nie frasuj niczym.
-Łatwo ci to mówić Auguście, ale ja od dziś jestem królową, a od królowej wymaga się, aby urodziła choć jednego syna, tak jak to powiedział książę Albrecht. – Tu wyraźnie już podpity król roześmiał się w głos i oznajmił.
-Książe Albrecht nie pokłada się ze złości, bo nie wybrałem jego córki Anny, tylko ciebie moja ty ukochana.
-A może było ją wybrać. Dostałbyś w posagu Prusy Książęce – zażartowała królowa. – Nikt by nie protestował i do tej pory może miałbyś już syna?
-Może tak by było – i uśmiechnął się do niej – gdybym nie pojechał wtedy na Litwę. – Tu spojrzał w niebo i dodał. – Bogu wszechmogącemu dziękuję za to, że tam pojechałem, i że cię spotkałem, bo teraz cię mam. – Następnie wzruszonym głosem przemówił. – Cóż by to było za życie bez ciebie, Barbaro? – i ucałował ją w dłoń. Teraz jednak zorientował się, że jego ukochana ma łzy na policzkach. – Co ci?
-Nic, tylko po prostu płaczę. Drugi raz w życiu płaczę ze szczęścia. Inne niewiasty robią wszystko co w ludzkiej mocy, żeby tylko wyjść za jakiegoś starostę, kasztelana czy wojewodę, a ja wojewodzina z Litwy zostałam żoną polskiego króla i królową – i teraz wybuchła płaczem.
-Nie płacz. Nie dzisiaj – rzekł tuląc ją mocno do siebie.
-Ale to ze szczęścia – i mając łzy w oczach zaczęła się śmiać.
-Barbaro – zaakcentował – miej wzgląd na to, że królowej nie wypada płakać na dziedzińcu. – Wówczas otarła łzy z oczu i radośnie oznajmiła. – Dziś już płakać nie będę.
Wkrótce potem obok nich pojawił się zadowolony i to bardzo, Lasota. Wykorzystując okazję, że królestwo byli sami, wyjawił to z czym nosił się od dłuższego czasu.
-Nie chciałem przeszkadzać waszym królewskim mościom, ale korzystając z okazji przyszedłem się pożegnać. Wprawdzie będę jeszcze kilka dni na Wawelu, ale będąc zupełnie trzeźwym nie miałbym odwagi tego powiedzieć – zażartował na koniec.
-Wielce to smutne, że odchodzisz panie sekretarzu – rzekła Barbara i znowu się rozpłakała. Widząc to zaskoczony Lasota, rzekł wzruszonym głosem.
-Nie myślałem, że sobie zasłużyłem na łzy waszej królewskiej mości – i klęknąwszy ucałował jej dłoń.
-Nie masz pojęcia Lasota jak ja ci dziękuję. – Tu August objął go mocno ramionami i również wzruszonym głosem dokończył. – Byłeś mi niczym brat.
-Dziękuję ci panie za wszystkie łaski – i wzruszony dokończył – i za to starostwo, które mi panie nadałeś. – Następnie ukląkł, aby ucałować dłoń Augusta, lecz ten porwał rękę i rozpłakawszy się mówił. – Wiem, że już drugiego tak oddanego mi sekretarza nie znajdę i dlatego chcę się teraz z tobą napić. Tylko z tobą. – Następnie uśmiechnął się do Barbary i dodał – i z naszą nową królową. – Po tych zaś słowach udali się do środka.
***
Po północy najbardziej wytrwali uczestnicy uroczystości koronacyjnych zaczęli dawać za wygrane i udawali się na spoczynek. Nawet ci, którzy jeszcze wiedzieli co jedzą i piją zorientowali się, że zmęczona para królewska ma już dość ich towarzystwa i kłaniając się wychodzili zza stołów. Nowa królowa Polski po przyjściu do swej sypialni ledwie stała na nogach, tak że prawie zasypiała na stojąco. Usługująca jej dwórka Zofia krzątała się jak tylko mogła, aby jak najszybciej przebrać swoją panią. Gdy już kończyła swoją czynność, zapytała troskliwie Barbarę.
-Pani, czy brzuch już cię nie boli?
-Oj Zofio! Boli mnie, ale nic już nie mówię.
-To musi być wielkie szczęście, gdy jest się królową i nosi się koronę?
-Boję się tylko, że niedługo Pan Bóg powoła mnie do innej korony. – Na te słowa zaskoczona Zofia szybko odparła.
-Pani, nie wolno tak mówić!
-Tylko nie powtarzaj tego nikomu, Zofio.
-Nie wolno ci pani tak myśleć, bo dziś jest przecież tak niezwykły dzień.
-Tak, tylko że on już się kończy. Niczego nikomu nie powtarzaj, a teraz idź już, bo król lada chwila przyjdzie. – Wówczas Zofia ukłoniwszy się przed Barbarą szybko opuściła komnatę, ta zaś położyła się na łożu i oczekiwała na przyjście króla.
