Roszady w zespołach muzycznych nie są niczym wyjątkowym, a wśród tych wielkich są wręcz normą. Poza The Beatles i Led Zeppelin nie kojarzę przypadku, by żelazny skład funkcjonował przez cały okres działalności.

Ciekawe są natomiast dalsze losy muzyków, którzy opuszczali rodzime formacje i decydowali się pójść „na swoje”. I o ile można znaleźć przykłady bardzo udanych karier solowych (Eric Clapton, Phil Collins, Ozzy Osbourne, Peter Gabriel) to nowe kapele uznanych muzyków zazwyczaj nie wychodziły z cienia poprzednich.

(Zachęcam do dyskusji w komentarzach na FB, bo znając życie piekielnie się mylę!)

Wyjątkiem jest powołany w 1975 roku zespół Rainbow, który Ritchie Blackmoe założył po opuszczeniu Deep Purple. Oczywiście uproszczeniem jest przypisywanie wszystkich zasług wyłącznie krewkiemu wirtuozowi gitary, kiedy za mikrofonem stoi Ronnie James Dio a sekcję rytmiczną napędza Cozy Powell, jednak to Ritchie był liderem i zawiadował całym przedsięwzięciem.

‘Catch the Rainbow’ nigdy mi się nie nudzi, wracam często, słucham głośno. Gorąco polecam.