
Wiersz x. Mateusza Jeża o pratulińskich męczennikach („Podlasiak” nr 4/1922)
Cóż to za cerkiew na tle niebiosów?
Cóż to za krzyki tysiąca głosów?
Co to za jęki, płacz i szlochanie?
To pratulińscy parafianie –
To pratulińska cerkiewka stara!
Broni jej ludu serdeczna wiara
Przed srogim wilkiem, co w owczej skórze
Przyszedł do schizmy zmusić Nadburze.
Pop-zdrajca butnie kroczy na przedzie,
Roty dragonów za sobą wiedzie,
A lud bezbronny modli się, jęczy,
I żywym murem dom Boży wieńczy.
Cóż to za strzały między lud padły?
Czemu tak wszystkie twarze pobladły?
Ach! krwi niewinnej już płyną strugi,
Już męczenników leży wał długi,
Trzynaście osób kula sołdacka
Śmiertelnym ciosem kładzie znienacka.
Sto osiemdziesiąt rani, kaleczy…
Ratuj ich Jezu-i miej w swej pieczy!
Cóż to za kościół strzela w niebiosy
A w nim tysiączne radosne głosy?
Skąd taki zachwyt na twarzach ludu,
Jak gdyby doznał wielkiego cudu?
To pratulińscy parafianie ślą Bogu rzewne podziękowanie,
Że się nad krzywdą ich ulitował
I w katolickiej wierze zachował
Na nic się zdały schizmy zakusy
Przepadły tutaj popy i Rusy.
Dziś moskiewskiego nie spotkasz gadu…
Z cerkiewki dawnej nie ma i śladu,
Kościółek, który Moskwa zabrała,
Znów katolikom Polska oddała,
Gdzie krwią męczeńską ziemia zroszona,
Dziś krzyż olbrzymi wznosi ramiona,
A ludek ze czcią mogiłek strzeże
Tych, co krwią dali świadectwo wierze!
