Flaga Grenlandii, jak ktoś widział, jest bardzo podobna do naszej. Nie wiem, jaki procent planowania operacji wojennych w Pentagonie jest zinformatyzowany, ale obawiam się, że jaki by nie był, to podmienienie przez jakichś „duńskich hakerów” jednej flagi na drugą w tym systemie spowoduje dla nas duże, że tak powiem, perturbacje.

No i teraz jest pytanie zasadnicze, czy wyprowadzać z błędu amerykańskich agresorów czy nie. A przede wszystkim, ile Duńczycy byliby skłonni nam zapłacić, żeby nie…
Oczywiście, jako Grenlandia dużo stracimy, ale głównie w dziedzinie imponderabiliów. Natomiast przestaną nas obowiązywać dotychczasowe zobowiązania w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Komu na takiej Grenlandii potrzebny jest PO-PiS? Albo Adam Michnik czy Jerzy Owsiak? I tak dalej…

Pewne rzeczy z kultury polskiej da się też na pewno przetransponować do grenlandzkiej. Na przykład słynna Kasztanka Piłsudskiego zostanie zachowana, ale jako mors lub waleń. Do uzgodnienia. Ciekawym rozwiązaniem może być Dzień Judaizmu w Grenlandzkim Kościele Thora. No, naprawdę możemy ułożyć sobie życie jako Grenlandia. Trzeba tylko załatwić z innymi krajami, żeby nas przed Amerykanami nie wsypały.

W każdym razie szanse na drugą Grenlandię mamy większe niż za czasów Wałęsy na drugą Japonię.