
W jakimś angielskim filmie z lat 80. akcja się toczy wokół zamachu na królową. Nie pamiętam tytułu, ale pamiętam, że recenzenci śmiali się, że co to za problem – jedna królowa mniej czy więcej.
W tym samym czasie w kinach leciał też film „Zatonięcie Japonii”. Akurat recenzji nie pamiętam a w kinie nie byłem, ale przynajmniej tytuł przedstawia podobny problem, czyli największe zmartwienie danego narodu. U nas w tamtych czasach, tej postgettowej komuny, największym zmartwieniem byli cwani „Chłopi” i różni „wokulscy”.
Wczoraj obejrzałem film „Turbulencja 2”, w którym czescy terroryści wnieśli na pokład samolotu bardzo groźną broń chemiczną. Czy takie było największe zmartwienie Amerykanów w 1999 roku? Że ich Pepiki opanują? Dziś to już nie do ustalenia, ale na miejscu naszego wywiadu ja bym w to teraz zagrał – straszyłbym dalej Amerykanów Czechami. Kto wie, może w USA pół populacji cierpi na jakiś czechowstręt!? Nawet dowcipów o Czechach nie opowiadają tylko o Polakach, bo się boją…
