
Losy księdza Andrzeja Żypowskiego, unickiego proboszcza w Rudnie, świetnie obrazują skomplikowaną grę między władzami carskimi a polską społecznością unicką w drugiej połowie XIX wieku. Jego losy pokazują zarówno tragizm jednostki w trybach historii, jak i mechanizmy represji stosowane przez Rosjan wobec duchowieństwa, które nie podporządkowało się polityce rusyfikacyjnej.
Gubernator siedlecki Stiepan Gromeka zarzucał mu dwulicowość – najpierw buntowanie parafian, a potem popadnięcie z nimi w konflikt. Jednak rzeczywisty problem był głębszy. Żypowski był zięciem duchownego znanego z propolskich sympatii, aktywnie szerzył w parafii elementy obrzędowości łacińskiej, a na dodatek w 1866 roku przewodził protestowi przeciwko rusyfikacyjnym zmianom w konsystorzu chełmskim. Innymi słowy, stał się dla rosyjskiej administracji elementem wywrotowym, niepasującym do wizji podporządkowanego, posłusznego duchowieństwa.
Władze carskie uznały, że można go „naprostować”, w 1868 roku pozwolono mu pozostać na parafii za cenę złożenie ślubowania lojalności carowi. Problem w tym, że zarówno jego parafianie, jak i administracja carska dostrzegali w tym obłudę. Ludzie nie wybaczyli mu chwilowego zawahania, a władze wkrótce doszły do wniosku, że nie spełnia ich oczekiwań. Oskarżono go o bierność w uspokajaniu buntujących się wiernych oraz pamiętano, że wcześniej zmuszał ich do łacińskich praktyk. Zastosowano klasyczny mechanizm carskich represji: najpierw długie dochodzenie, potem przeniesienie na mniejszą parafię, a następnie, gdy bunt nie wygasał, eliminacja ze stanowiska. Został przeniesiony na parafię w Ortelu Książęcym, gdzie – o czym świadczy „Martyrologium: czyli Męczeństwo Unii na Podlasiu” x. Józefa Pruszkowskiego – jego „przygody” z rosyjską administracją i ambiwalencja w oczach parafian się nie skończyły.
Zarzuty wobec x. Żypowskiego są interesujące, ponieważ pokazują, że rosyjska administracja walczyła z każdym przejawem oporu. Oto ksiądz, który promował modlitwę różańcową, miał być głównym inspiratorem antycarskich rozruchów! Wzmianka o niedopuszczaniu do komunii tych, którzy nie zapisali się do towarzystwa różańcowego, może świadczyć o jego gorliwości religijnej, ale bardziej prawdopodobne jest, że była to część carskiej narracji mającej go zdyskredytować. Był oskarżany o to, że najpierw prowokował opór, a potem zostawił wiernych na pastwę losu, co w ustach władz znaczyło: „nie umiemy go kontrolować, lepiej więc go usunąć”.
Ciekawa jest też reakcja parafian. Po latach represji i skomplikowanych gier politycznych nawet ludność unicka nie była jednolita w postawie wobec duchownego. Jedni nadal trwali w oporze, inni, zmęczeni konfliktami, pragnęli spokoju i nowego proboszcza. Żypowski stał się więc i dla nich figurą kontrowersyjną. Dodatkowo niechęć wobec tej rodziny istniała jeszcze od czasów jego dziadka, co wskazuje, że sprawy rodzinnych waśni przeplatały się z kwestiami politycznymi.
Cała historia to modelowy przykład rosyjskiej polityki wobec unitów typu: dziel i rządź – skłócenie duchowieństwa, podziały w parafiach, niszczenie lokalnych autorytetów. Później brutalna presja i eliminacja tych, którzy nie dali się złamać. Ksiądz Żypowski przegrał, bo nie potrafił odnaleźć się w tej sytuacji. W oczach władz był wichrzycielem, w oczach ludzi – zdrajcą. Jego dzieje to smutna lekcja a zarazem wiecznie aktualna przestroga, że w czasach opresji każdy twój ruch może zostać wykorzystany przeciwko tobie.
