
Rządy Zygmunta Augusta w Polsce nie zapowiadały się najlepiej. W kraju coraz bardziej wrzało, a rozpisanie sejmu przez króla bynajmniej nie uspokoiło Polaków. Wieść o małżeństwie władcy z poddanką oburzyła większość szlachty i prawie wszystkich senatorów.
Zwolenników nowego króla można było policzyć na palcach, ale mimo tak trudnej sytuacji nie upadał on na duchu i tęsknił do przebywającej wciąż w Wilnie Barbary.
W upalny lipcowy dzień król siedział w swej komnacie i czytał jedną z ksiąg, którą dostarczono mu niedawno z Niemiec. Nagle w drzwiach pojawił się Lasota, przerywając lekturę władcy.
-Panie! – oznajmił gwałtownie – przybył goniec z Proszowic.
-Niech wejdzie – odparł nieco flegmatycznie August. Po chwili w drzwiach stanął średniego wzrostu blondyn, który skłonił się w pas przed Jagiellonem.
-Miłościwy panie, ratuj, bo zginiemy! – zawołał jednym tchem i padł na kolana.
-Co się stało? – zapytał żywo władca i od razu pomyślał, że coś niedobrego dzieje się na sejmiku województwa krakowskiego.
-Panie! Hetman Tarnowski i kanclerz Maciejowski błagają o pomoc. Szlachta krakowska strasznie na nas natarła i dobyto szabel. Biskup krakowski zaklinał wszystkich o opamiętanie, ale nic to nie pomogło. Sejmik dopiero jutro, a już dzisiaj wrze jako w ulu. Gdyby nie husarze hetmana Tarnowskiego, to by nas chyba rozsiekli. Strach pomyśleć co będzie jutro, gdy zjedzie marszałek Kmita i szlachta z dalszych wiosek. Toć nas chyba na kawałeczki, ot takie – i tu pokazał na siebie – posiekają.
-Nie bój się waszmość. Nie rozsiekają was.
-Panie! Gdy hetman i kanclerz wołali o pokój między braćmi szlachtą, to tamci zaczęli tak głośno krzyczeć, że tylko było słychać „Ukrzyżować ich. Ukrzyżować”. Śmierć męczeńska nas czeka, tak jak biskupa Stanisława.
-No to zostaniesz waszmość świętym – wtrącił Lasota z właściwą sobie przekorą.
-Świętych już wystarczy. Jest ich dużo – przemówił August i wydał polecenie. – Lasota pędź po rotmistrza Zamoyskiego, niech zbiera wszystkich z zamku, kogo tylko się da. Nawet niech służbę zbroi, bo jutro może być za późno. Niech wszyscy gnają co sił do Proszowic. – Po tych słowach spojrzał na wystraszonego gońca i zapytał.
-Kim jesteś waszmość, bo cię nie znam?
-A to nie dziwota, panie, bo od niedawna służę u hetmana Tarnowskiego. Jestem Maryjusz Grosiński, syn Józefa.
-Powiadasz więc synu Józefa, że tak ostro było w Proszowicach?
-Panie! Różne widziałem bijatyki, bo niejednemu zęby wybiłem, ale tak jak dzisiaj, to jeszcze w pysk nie oberwałem.
-Widzę, że z jednej strony jakoś lepiej wyglądasz waszmość – i uśmiechnął się na chwilę
-Miłościwy panie. W Proszowicach dwóch osiłków mnie przytarło, ale jednego kopnąłem w przyrodzenie, aż omdlał, a drugiego zacząłem ściskać tak mocno, że prosił o litość. Ale kiedy go puściłem, to tak mi przyłożył, że zobaczyłem świętej pamięci wuja Tomasza.
-Idź waszmość i wypocznij nieco, zanim posiłki wyruszą do Proszowic. – Wówczas Grosiński udał się na dziedziniec zamkowy, gdzie w pośpiechu szykowano się do wymarszu. W całym tym zamieszaniu August nie zauważył kolejnego gońca, którym był Jan Boniecki. Ten zeskoczył z konia i podbiegłszy do władcy, szybko przemówił.
-Miłościwy panie, jestem od hetmana Tarnowskiego, który przysłał mnie prosić o pomoc, ale widzę, że już się zbierają.
-Wyprzedził cię jeden z orszaku pana hetmana, zapomniałem, jak się nazywa, ale wiem, że syn Józefa.
-A to Grosiński – rzekł wesoło rotmistrz. – Razem wyruszyliśmy z Proszowic, ale on lepiej jeździ. Pan hetman obu nas posłał, bo ten Grosiński jest trochę nieposolony. Przed laty miał swojemu panu przywieźć medyka, a że wrócił z księdzem, to stracił służbę. Grosiński bardzo spodobał się hetmanowi Tarnowskiemu, bo siłę ma wielką, a przy tym takie głupoty gada, że aż brzuch boli od śmiechu.
-Co się stało w Proszowicach, że tak tam jest gorąco? Pewnie część szlachty się popiła?
-Prawie każdy chodzi tam z zagrzaną głową, bo powiadają, że koniec świata idzie, a że gorzałki i piwa dużo przywieziono przed sejmikiem, to trzeba przecież wypić.
-Jakże to koniec świata? – zdziwił się August i spojrzał na rozbawionego Lasotę, który przed chwilą pojawił się obok niego.
-Miłościwy panie, to przez twoje małżeństwo – odparł Boniecki i czekał na żywą reakcję władcy. Ku jego zaskoczeniu August odrzekł spokojnie.
-Mów waszmość dalej, bo to ciekawe co mówisz.
-Jakby to powiedzieć? Ktoś opowiedział w proszowickiej karczmie, że jest księga w klasztorze na Świętym Krzyżu, w której jest zapisane, że gdy król ożeni się z biedną niewiastą, co nie pochodzi z królewskiego rodu, to nastanie pięć lat wielkiego nieurodzaju. Wtedy woda w rzekach wysychać będzie i zabraknie piwa i wina.
-Któż takie głupoty plecie? – oburzył się August.
-Niektórzy ze szlachty tak mówią i głośno narzekają, że żenisz się panie z poddanką i to jeszcze z Litwy!
-To nie ich sprawa – odparł twardo Jagiellon i po chwili zapytał. – Doprawdy takie są bijatyki w Proszowicach?
-Bijatyki dwa razy były. Przy pierwszej jacyś dwaj szlachcice, co do jednej szlachcianki jeżdżą, pobili się ze sobą, a że familii każdy ma dużo, to bijatyka się zrobiła, a jednego przez pół usiekli i to przed samym kościołem. Ta druga to nie wiadomo z czego się zrobiła. Pewnie ktoś szlachtę podpuścił, bo zaczęli drzeć mordy na pana hetmana i nawet na księdza biskupa wołali, żeby ich ukrzyżować! Wtedy żołnierze pana hetmana ruszyli na nich, żeby ich rozpędzić, a wtedy doszło do bijatyki. Pan hetman chce mieć dużo ludzi, bo jutro sejmik i marszałek Kmita przyjeżdża, a że to nieprzyjaciel hetmana Tarnowskiego i szlachtę ma za sobą, to może być gorąco. – W tym samym momencie przed Augustem stanął rotmistrz Stanisław Zamoyski, dowodzący chorągwią królewską.
-Miłościwy panie, część już ruszyła do Niepołomic. Będzie z pół tysiąca ludzi – zameldował.
-Zbierz rotmistrzu kogo się jeszcze da i jedźcie, żebyście dojechali na czas. – Wówczas Zamoyski skłonił się przed władca i udał się do swoich żołnierzy, a za nim pospieszył Boniecki. – Boję się myśleć, co było w Wielkiej Polszcze – zafrasował się król. – Nie ma jeszcze gońca od biskupa Izdebskiego?
-Nie ma, panie, chociaż już powinien być.
-Dopóki się nie pojawi, nie puszczaj do mnie nikogo. Chcę zostać sam i niech nikt nie śmie mi przeszkadzać. Nawet ty Lasota!
-Panie, a jeśli koniec świata będzie, to też nie przeszkadzać? – zażartował Lasota, którego dobry humor nie opuszczał.
-Wtedy już mi nie będziesz potrzebny – uciął krótko August i wolnym krokiem poszedł do swej komnaty.
Nie minął jednak kwadrans, gdy w drzwiach komnaty władcy stanął zaufany sekretarz królewski, który nie zdążył nic powiedzieć, gdyż głos zabrał monarcha.
-Przecież ci mówiłem, żeby mi nie przeszkadzać – rzekł trochę poirytowany.
-Przyjechał goniec od księżnej Barbary.
-Od księżnej? Niechaj wejdzie – rozkazał i czekał chwilę na pojawienia się posłańca.
-Miłościwy panie – zaczął posłaniec. – Pismo od kniahini.
-Wielka księżna zdrowa?
-Zdrowa, panie. Pewne, że zdrowa, ale z utęsknieniem wygląda cię panie.
-A myślisz, że ja tu nie wyglądam. Czekaj aż cię wezwę, a ty Lasota nie wchodź, dopóki cię nie zawołam. – Gdy już został sam, niecierpliwym ruchem rozerwał pieczęć i zaczął czytać list. Wtedy też jego myśli podążyły do dalekiej Litwy, gdzie przebywała jego ukochana, której nie widział dwa i pół miesiąca.
***
Nie dane było Augustowi zaznać tego dnia spokoju, gdyż co raz dochodziły go nowe wieści o sytuacji w kraju. Niespełna godzinę po przybyciu gońca z Wilna na Wawel przybył marszałek wielki litewski Mikołaj Czarny Radziwiłł, a po nim pojawił się wysłannik biskupa kujawskiego Andrzeja Zebrzydowskiego, przywożąc list. Po jego odczytaniu August zwrócił się do swego sekretarza.
-I co ty na to Lasota?
-Mogło być gorzej – odparł filozoficznie sekretarz.
-Chyba się wina napiłeś – rzekł poirytowany nieco Jagiellon.
-Tylko jeden pucharek, panie, bo strasznie dziś gorąco.
-W Proszowicach tną się na szable, w Środzie kpią sobie ze mnie i nie wybierają posłów, a w Brześciu biskup Zebrzydowski ochrypł od krzyku i nic nie zdziałał. Mazowsze też posłów nie wybrało.
-Przybył też panie goniec z sejmiku sandomierskiego i czeka na posłuchanie. Powiedział mi, że w Opatowie sejmik też nie doszedł do skutku.
-To pewnie nigdzie posłów nie wybiorą! To już jest rokosz!
-Jeszcze nie rokosz – uspokajał Lasota wzburzonego Augusta. – Dowiedziałem się od tego posłańca, że w Lublinie posłów wybrali i zapewne na Rusi Czerwonej też wybiorą.
-Wielka mi pociecha. Dwa sejmiki, które niewiele w Polszcze znaczą.
-Trochę znaczą, a co do Opatowa to było wiadomo, że tam spokoju nie będzie. Wojewoda sandomierski Tęczyński, oddany sługa twej panie matki, wystarczy za stu, aby zamieszać na sejmiku. – Teraz August zwrócił się do wysłannika biskupa Zebrzydowskiego, który stał na środku sali i przysłuchiwał się rozmowie króla ze swoim sekretarzem.
-Powiedziałeś waszmość, że w Brześciu nie wybrali posłów. Co się tam zatem stało?
-Miłościwy panie – ucieszył się posłaniec Wierzbowski, że wreszcie zauważono jego obecność. – W Brześciu krzykali bardzo, bo niektórzy jak ryknęli, to jakby się niedźwiedź odezwał, ale nie było najgorzej. W Środzie gorsze rzeczy widziałem.
-Nie mogłeś być waszmość jednego dnia w Środzie i w Brześciu? Chyba że przeleciałeś na miotle? – zażartował Jagiellon.
-Byłem na sejmiku województwa poznańskiego i kaliskiego, a o sejmiku brzeskim dowiedziałem się od mojego brata, który ma królewskie imię Zygmunt i od księdza biskupa Zebrzydowskiego, który mnie posłał z listem.
-Biskup poznański Izdbieński przesłał mi list, który dopiero dziś rano doszedł na Wawel i wiem już, że w Środzie ubliżano powadze królewskiej nie wybrano posłów. Ale znając biskupa poznańskiego, to całej prawdy nie napisał.
-Miłościwy panie, powiem prawdę, prawdę najprawdziwszą. Nie na jednym byłem sejmiku, bo już czterdziesta druga wiosna mi idzie, ale na takim sejmiku już bym nie chciał być. Złorzeczyli ci panie strasznie, aż miałem ochotę, żeby złapać za szablę i odciąć łeb, w którym takie zamysły powstają. Ale wtedy pewnie bym żywy nie uszedł, gdybym tylko powiedział, że jestem stronnikiem waszej królewskiej mości.
-Zaparłeś się mnie waszmość? – zażartował August.
-Nigdy się panie nie wypierałem, że jestem oddanym sługa polskiego króla, a tam w Środzie stałem i słuchałem – zapewnił żarliwie posłaniec, któremu na chwilę zabrakło tchu. – W Wielkiej Polszcze dużo jest przeciwnych ci panie szlachciców, ale najgorzej docinał ci panie kasztelan poznański Górka. Strach było słuchać, co ten senator plecie. Ksiądz prymas Dzierzgowski też ci jest panie przeciwny, a inni wcale nie lepsi.
-Powiedz mi waszmość, co wygadywali, to o czym mi nie pisał biskup poznański?
-Sam się oburzałem, kiedy waszą królewską mość koronowano w dzieciństwie na króla, ale Bogu niech będą dzięki, że tak się stało. Kasztelan
Górka zaczął głośno mówić, żeby arcyksięcia Maksymiliana, syna króla Fernanda Habsburga, wybrać na króla, tylko że biskup Izdbieński przypomniał, że w Polszcze jest już ukoronowany król. Wtedy niektórzy chcieli cię panie zdetronizować, ale większość była przeciwko temu, bo przecież takie rzeczy w Polszcze nie bywały! – August słuchając słów Wierzbowskiego zaczął w duchu złorzeczyć Górce, aż w końcu przemówił.
-Gdyby ten Górka stanął tutaj, to Bóg mi świadkiem, że by poleciał z górki – zagroził Jagiellon, a Lasota tylko się uśmiechnął. – Mów dalej – polecił posłańcowi i skierował na niego swój wzrok.
-Nie godzi mi się panie mówić o tym tumulcie, który tam był, ani też o tym, co wygadywano na waszą królewską mość. W Środzie nie wybrali posłów dlatego, żeby cała szlachta z Wielkiej Polski mogła przybyć na sejm i zmusić cię panie do uległości. Z tych też powodów zakazali wojewodzie poznańskiemu Latalskiemu i kasztelanowi Górce jako i innym tamtejszym senatorom, przybyć na pogrzeb świętej pamięci króla Zygmunta.
-I co ty na to, marszałku? – zwrócił się August do Mikołaja Czarnego, który stał z boku i z niepokojem słuchał słów posłańca. – Sam widzisz, że tutaj aż wrze i to przez kasztelana poznańskiego, który czynił ci marszałku życzliwe oświadczenia.
-Nie pojmuję tego, panie, bo przecież mi napisał, że chciałby, abym go odwiedził w jego dobrach.
-Nie zachęcam cię panie marszałku do tej wizyty, chyba że weźmiesz ze sobą pół tysiąca żołnierzy. – Czarny jednak nic nie powiedział, więc August znów zwrócił się do posłańca.
-Powiedziałeś waszmość, że wszyscy przeciwko mnie występują.
-Na ciebie panie głośno najeżdżają, a hetmana Tarnowskiego i biskupa Maciejowskiego chcieli do krzyża przybijać. A niejaki Jacniacki zapowiedział, że ufunduje dwa dębowe krzyże, na pana hetmana i księdza biskupa.
-Daj Boże, żeby oni cało z Proszowic powrócili, bo tam też chcą ich ukrzyżować.
-W Środzie najbardziej krzyczeli na pana hetmana i na biskupa krakowskiego, których obwiniają za to, że popierają twoje panie małżeństwo.
-Na mnie narzekają, a panów Tarnowskiego i Maciejowskiego chcą ukrzyżować. – Tu August przerwał i z ironicznym uśmieszkiem popatrzył na Radziwiłła. – A o Radziwiłłach nic nie mówią?
-Radziwiłłów to nie lubią w Wielkiej Polszcze jak psów! – rzekł z zapałem Wierzbowski. Na te słowa Mikołaj Czarny z trudem zachował milczenie.
-Mów dalej waszmość, ale pamiętaj, że obok ciebie stoi marszałek litewski Radziwiłł – oświecił go August i zaraz żartobliwie zapytał. – Mówisz zatem waszmość, że w Wielkiej Polszcze źle mówią o panach Radziwiłłach?
-Ponoć wojewoda kaliski Służewski obiecał oddać swoje najlepsze starostwo za głowę pana marszałka Radziwiłła. – Po tych słowach August zaczął się głośno śmiać.
-Ciekaw jestem, ile daliby za resztę pana marszałka? Nawet cesarz tak cię nie docenił panie marszałku, jak szlachta w Wielkiej Polszcze. – Radziwiłł cierpliwie znosił kpiny Augusta i coraz bardziej się czerwienił, dusząc w sobie złość. – Kończ waszmość, bo pan marszałek gorączki widzę dostaje i wyraźnie poczerwieniał.
-Wybacz mi panie marszałku, ale twój ród Radziwiłłów zaczęli nazywać Zdradziwiłłami. – Tu posłaniec przerwał na chwilę zastanawiając się czy powinien kontynuować, ale uznał, że będzie mówił dalej. – Na koniec pragnę jeszcze dodać, że panią wojewodzinę trocką, a małżonkę waszej królewskiej mości, chcieli najpierw spalić na stosie jako czarownicę, za to, że cię panie czarami omamiła. Ale wtedy ktoś krzyknął, że teraz ogień czarownic się nie ima, więc wymyślili, żeby panią wojewodzinę w Wiśle utopić.
-Widzę, że tam w Wielkiej Polszcze szaleńców nie brakuje. Ciekaw jestem co nowego wymyślą w Proszowicach? – Tu August przerwał na chwilę, po czym zwrócił się do Wierzbowskiego – Widzę, że jesteś mi waszmość przychylny, zatem bądź pewien, że nagroda cię nie ominie. –
Po tej deklaracji Wierzbowski się uśmiechnął i opuścił komnatę.
-Widzę, że waszej królewskiej mości jest wesoło – przemówił oburzony Radziwiłł i czekał na reakcję Augusta, który stanowczo oznajmił.
-Chcą mnie zastraszyć, ale zobaczą z kim mają do czynienia i szybko zobaczą, gdy tylko odbędzie się pogrzeb. Posłów i tak muszą wybrać, a na sejmie najpierw się wytłumaczą, czemu tego nie zrobili w lipcu. – Następnie zwrócił się do Czarnego, który już nieco ochłonął po relacji Wierzbowskiego. – Panie marszałku, te głupoty, które tu w Polszcze wygadują, zapewne szybko dojdą na Litwę, a przez to mogą wystraszyć moją małżonkę. Skoro jedziesz teraz do Wilna, to weźmiesz dla wielkiej księżnej list, który zaraz napiszę.
– Po tych słowach Czarny, a za nim Lasota, opuścili królewską komnatę, zostawiając Augusta samego. Ten zaś usiadł przy stole i zastanawiał się co jej napisać. Dumał tak przez kilka minut, ale nic nie mógł wymyślić. Spojrzał więc na niewielki portret Barbary, na który długo się wpatrywał.
Następnie przypomniał sobie słowa Wierzbowskiego i zamknąwszy oczy zaczął wyobrażać sobie sytuację, gdy Wielkopolanie wrzucają jego ukochaną do rzeki. Od razu otworzył oczy i przemówił sam do siebie. – Zobaczymy kto kogo utopi! – Następnie chwycił za pióro i zaczął uspakajać Barbarę, aby nie obawiała się niczego.
