Po przerwie reprezentacyjnej ligi krajowe w Europie ruszyły z kopyta. Działo się zresztą nie tylko na boisku.

W poniedziałek Arsenal wygrał z Newcastle 2:0. Nic nadzwyczajnego. Zwraca uwagę coś innego niż rezultat. Kapitanem Kanonierów był w tym meczu Aaron Ramsey. Walijczyk grał bardzo dobrze – strzelił gola, popisywał się techniką, pracował na całym boisku. No i co z tego, ktoś spyta. Otóż Ramsey jesienią odrzucił propozycję przedłużenia umowy z klubem. Co więcej, dogadał się już z Juventusem, do którego przejdzie latem na zasadzie wolnego transferu. Mimo to, Unai Emery na niego stawia, nie zamierzając rezygnować z potencjału piłkarza. „Aaron, nie naciskamy już z nową umową, idź, dokąd chcesz. Ale do końca sezonu jesteś tutaj, oczekuję pełnego poświęcenia” – tak zapewne wyglądało przesłanie trenera do zawodnika. A profesjonalista Ramsey zasuwa, aż miło, na chwałę Arsenalu. Nie ma mowy o żadnym „klubie Kokosa”. Uczcie się, polscy trenerzy i działacze!

Villareal w obecnej kampanii broni się przed spadkiem z Primera Division. Dziwi taki stan rzeczy, zważywszy na dużą jakość piłkarzy, którzy w tym zespole grają. We wtorkowy wieczór przyszło im się potykać u siebie z Barceloną, głównym faworytem do mistrzostwa Hiszpanii. Zaczęło się zgodnie z oczekiwaniami – po szesnastu minutach goście prowadzili dwiema bramkami, a powinni czterema. Zapowiadało to pogrom, bo Villareal wyglądał jak drużyna z polskiej ekstraklasy. Nagle jednak przestał się kompromitować i zaczął grać, i to jak! Kontaktowy gol padł w pierwszej połowie, trzy(!) kolejne po przerwie, i teraz z kolei blisko było do dużej niespodzianki. Jednak w międzyczasie wszedł na boisko oszczędzany przez trenera Messi i oczywiście strzelił bramkę z karn… wolnego. W ostatniej minucie doliczonego czasu wyrównał zaś Suarez. Mecz był szalony, na co z początku kompletnie się nie zanosiło!

Dużą szansę zaprzepaścił przeciwnik Barcy w Lidze Mistrzów, Manchester United. Mógł zrównać się punktami z Tottenhamem, który jest trzeci w tabeli i odskoczyć na dwa oczka Arsenalowi oraz Chelsea. Czerwone Diabły nie dały rady jednak rewelacyjnemu beniaminkowi z Wolverhampton. Mecz pokazał, jak dużo jeszcze pracy przed świeżo zakontraktowanym trenerem Solskjaerem.

Krzysztof Piątek strzelił dwudziestą bramkę w tym sezonie, a Milan zremisował z Udinese.

Zakasać rękawy do roboty będzie także musiał Zidane. Real oblał bowiem pierwszy poważny test pod kierunkiem nowego/starego szkoleniowca. Drużyna grała wolno i schematycznie, zasłużenie przegrywając z Valencią, dla której to arcyważne punkty w kontekście walki o miejsce w Lidze Mistrzów w następnej kampanii.

W Anglii mocni – Chelsea, Manchester City i Tottenham – w komplecie wygrali domowe mecze.

Pięknego gola strzelił Piotr Zieliński

,ale Napoli uległo Empoli i traci już osiemnaście punktów do Juve.

W hokejowym meczu piłki nożnej dwa gole strzelił Robert Lewandowski, a Bayern pokonał Heidenheim 5:4 w Pucharze Niemiec.

W Polsce kabaret. Po olśniewających ostatnio występach Lecha i Legii, w niedzielę wyleciał z pracy Adam Nawałka, a w poniedziałek Ricardo Sa Pinto. W środę Lech pokonał Pogoń 3:2, a Legia Jagiellonię 3:0, grając najlepiej od miesięcy.

Do kuriozum doszło na Pomorzu. Tuż przed derbami z Lechią robotę stracił trener Arki Zbigniew Smółka, który został „poproszony” o… poprowadzenie drużyny w meczu.

Acha, Górnik Łęczna zwolnił (po raz drugi) Franciszka Smudę.

A już w sobotę hity: Bayern–Borussia Dortmund, Juventus-Milan i Barcelona-Atletico.