
Ależ cudowna płyta mi się dzisiaj rzuciła w oczy! Dawno jej nie słuchałem… aż mnie ciarki na samo wspomnienie przeszły.
Peter Hammill to jedna z najważniejszych postaci w moim życiu. Słuchając jego płyt, solowych, czy jeszcze z grupą Van der Graaf Generator, uczyłem się muzycznej wrażliwości. Dla mnie to również największy poeta rocka, choć z perspektywy czasu, bywał zbyt mroczny, jak na mój obecny gust. Ale to kiedyś. W latach 90. zaczął się kolejny okres jego kariery od bodaj najpiękniejszej płyty 1990 roku – Out of Water, ze zniewalającym utworem A Way Out. To jedno z najpiękniejszych miłosnych wyznań, choć jak to u niego bywało, za późnych…
Pierwsze płyty nagrywał na przełomie lat 60. i 70. Lata dziewięćdziesiąte to już więc późny okres w działalności Hammila. I wtedy wkroczył na drogę bardziej stonowaną, poetycką (muzycznie, bo w tekstach od początku to czysta poezja). Pojawiły się bardzo wysmakowane aranże, skrzypce nawet!
Fireships jest właśnie jedną z bardziej poetyckich płyt. Od pierwszego utworu (Odnajdę cię), poprzez kolejne opowieści z pogranicza wspomnień i snów, Hammill pociąga za wrażliwe struny, nie dając emocjom opaść ani na chwilę.
Sięgam po stare zeszyty, gdzie zapisywałem przetłumaczone teksty. Dziś przetłumaczyłbym je nieco inaczej… Ale ich fragmenty wciąż powodują dreszcze na kręgosłupie.
„Będę Cię szukał, aż cię znajdę
Nasz los zapisany na niebie gwiazdami zdobionym
A muzyka duchów przypomina ci,
Że choćby uciekła, ukryła się
Ja jednak będę Cię szukał
I w końcu cię znajdę”
Płyta kończy się jednym z najpiękniejszy utworów jakie znam. Tak, nie przesadzam. Tu ukłon przed Matką Naturą. Przed Ziemią. Ale też zrozumienie kim jest człowiek. Po tym utworze wskazana jest jedynie cisza. Dlatego kiedy wybrzmiał, przez jakiś czas siedziałem oniemiały. Dokładnie tak, jak 31 lat temu. I dziesiątki razy później, kiedy do tego arcydzieła powracałem.
„Motyle na kole losu,
co nieubłaganie się toczy
Każdym delikatnym skrzydeł ruchem
Machiną całą poruszają.
Motyle wzbudziły powiew,
Którego fale nie mają końca.
Gdzieś daleko wirują cyklony
To świat jeden, połączony.
Otrzyj łzy ze zmęczonych oczu
Każdy twój oddech to uświęcone westchnienie…
Motyle na kole losu
Tworzące ład z chaosu
Każdym drganiem powietrza
Wprawiaj w ruch świat cały.”
Nie wytrzymałem. Włączam płytę ponownie. To będzie długi wieczór…
