
Włosi olewają nasze poczucie granicy „ą, ę”. Dlatego lubią proste (na dwa, góra trzy, chwyty) melodyjne piosenki o miłości. I bardzo dobrze!
Hydraulik z zawodu, Drupi (czyli Giampiero Anelli). Jakiś 1977 rok.
I komu to przeszkadzało…?
PS: Na zdjęciu prawie Jan Kondrak. Jak żywy.
PS 2: Drupi na festiwalu w Sopocie ’78. Był wtedy w Polsce na niego absolutny szał – plotka głosiła, że trampki, w których występował poszły na aukcji z 2 tysiące – wtedy!)
PS 3: Nie odmówię też sobie genialnego pastiszu nieodżałowanego Jacka Zwoźniaka
