
Rozbicie przez Augusta jednego z czambułów tatarskich przyniosło mu olbrzymią sławę, tak w Polsce jak i na Litwie. Najazd Tatarów wyrządził wprawdzie znaczne szkody na południu Korony, ale z drugiej strony przyczynił się do uspokojenia sytuacji w kraju. Szybka interwencja hetmana Tarnowskiego oraz wyprawa posiłkowa króla sprawiły, że najeźdźcy szybko musieli wycofywać się tam skąd przybyli.
Barbara radośnie witała swego ukochanego, który tak jak zawsze wrócił do niej z pięknym prezentem. Zaraz po powrocie króla z wyprawy małżonkowie udali się do Niepołomic, gdzie spędzili wiele dni i zawitali do Krakowa dopiero w końcu listopada. Następnie nastał nowy rok 1550, który na Wawelu przywitano niezwykle hucznymi zabawami.
W trzecią niedzielę stycznia król i jego małżonka rozpoczęli dzień od przygotowań do mszy. Barbara siedząc przed lustrem była czesana przez dwie ze swoich dwórek, a kilka innych panien z jej otoczenia stało obok z sukniami, gdyż nie było wiadomo w czym królewska małżonka uda się do katedry.
-Miłościwa pani, trzeba się spieszyć – przypomniała niepewnie siostra Jurgielisa, Katarzyna.
-Przecież widzisz, że robię co mogę – odparła jej nerwowo, chociaż tak naprawdę nie robiła nic, tylko spoglądała w lustro. – Najwyżej trochę poczekają. – Po tych słowach Barbara zauważyła zdziwienie na twarzy swoich dwórek, które popatrzyły na siebie i dalej czesały jej włosy.
-Pani – zaczęła niepewnie jej druga dwórka Zofia Konarska – nigdy tak nie bywało. Zawsze to królowa czekała na króla, a nigdy odwrotnie. –
Tu Barbara uśmiechnęła się na chwilę i odpowiedziała.
-To teraz będzie inaczej. Skoro ja tyle razy czekałam na króla, to on może raz na mnie poczekać. Ostatnio miesiąc czekałam aż powróci z wyprawy. – W tej samej chwili usłyszano kroki na korytarzu, co oznaczało, że król i jego otoczenie zbliżają się do jej drzwi.
-Pani, pewnie miłościwy król już idzie – panikowała Katarzyna.
-To mam wyjść w tym, co mam na sobie? – odrzekła poirytowana, a na sobie miała jedynie nocną koszulę. – Idź i poproś króla, żeby zechciał trochę poczekać.
-Ale jak to powiedzieć? – zapytała zdenerwowana.
-Ja to powiem – zaoferowała się Zofia i z zadowoleniem skierowała się do drzwi.
Tymczasem August w towarzystwie hetmana Tarnowskiego, wojewody sieradzkiego Łaskiego oraz Lasoty i Koszutskiego stanęli opodal drzwi prowadzących do komnaty Barbary. Po chwili ukazała się im dwórka Zofia, która oznajmiła coś, czego się nie spodziewali.
-Miłościwy panie, miłościwa pani prosi cię o wybaczenie i o krótkie poczekanie. – Zaskoczenie było duże, zwłaszcza u Tarnowskiego i Łaskiego, którzy dali po sobie poznać zdziwienie z nowego zwyczaju, jaki pojawił się na Wawelu. W tej sytuacji August ze spokojem oznajmił.
-Nic to. Poczekamy – i dwórka pokłoniwszy się przed nim, powróciła do komnaty. Tam zaś Barbara była już uczesana, ale jeszcze nie ubrana. Problem był w tym, że nie wiedziała, jaką założyć suknię, a miała ich siedem do wyboru. Nic też dziwnego, że czekającym za drzwiami panom czas się niezmiernie dłużył. Tarnowski, który nie przepadał za Barbarą, nie próbował nawet ukrywać złości i zwrócił się po cichu do Łaskiego.
-Czekamy tu jak na zbawienie.
-Tego to jeszcze nie było – odparł wojewoda sieradzki. Widząc to August postanowił zagospodarować czas rozmową.
-Panowie, ma tu dziś przybyć marszałek Kmita i wojewoda Tęczyński, Myślę, że będą mnie nakłaniać do zwołania nowego sejmu.
-Miłościwy panie, chyba nie jest to nowy zwyczaj, aby radzić o polityce pod drzwiami królewskiej małżonki – oznajmił wyraźnie zdenerwowany Tarnowski.
-Chciałem tylko, aby nam się czas nie dłużył – dodał zły na niego August. W tej samej chwili stanął przed nim marszałek litewski Mikołaj Radziwiłł Czarny.
-Czekałem na ciebie miłościwy panie w katedrze zamkowej, ale się wielce zniecierpliwiłem, tak jak ksiądz biskup Maciejowski, więc przyszedłem zobaczyć, co jest tego przyczyną.
-Czekamy, panie marszałku – odparł mu August i zamilknął. Dosłownie po chwili otworzyły się drzwi od komnaty królewskiej małżonki i znowu ukazała się Zofia Konarska.
-Wreszcie – wyrzekł Tarnowski, lecz po chwili zrozumiał, że jego radość była przedwczesna.
-Miłościwy panie, wielka księżna pyta czy może być w czerni? – oznajmiła dwórka Barbary, ku ogólnemu zdziwieniu zebranych.
-O Boże! Litości! – rzekł sam do siebie Tarnowski i opuścił z załamania ręce.
-Może być w czerni – oznajmił nieco już zdenerwowany August.
-Gdyby miała jedną suknię to by wiedziała, jaką założyć – zażartował do Tarnowskiego Łaski. Na odwagę zebrał się natomiast Radziwiłł Czarny.
-Miłościwy panie, pozwalasz na taką zniewagę?
-Panie marszałku, poszedłeś do katedry, bo było już za późno, aby zdążyć tu na Wawel. A skoro sam się spóźniłeś, to nie dogaduj innym – skarcił go August.
Po niedługim czasie drzwi od komnaty otworzyły się wreszcie i wszystkim ukazała się Barbara, ubrana na czarno, a jedyną jej ozdobą był sznur pereł. August od razu podał jej rękę i dość szybko prowadził w stronę katedry. Dopiero za nimi ustawili się senatorowie i dworzanie. Gdy orszak był już na dziedzińcu zamkowym Barbara nieśmiało zwróciła się do Augusta.
-Bardzo jesteś zły Auguście, że tyle czekałeś?
-Dla tego co zobaczyłem i co widzę, warto byłoby czekać nawet do wieczora.
-Aż tylu sukni nie mam do przymierzania – odparła do niego zadowolona i uśmiechnęła się na chwilę.
Kolejnym dostojnikiem, który niecierpliwił się z powodu opóźnienia był biskup krakowski Maciejowski. Czekając w zakrystii odmawiał różaniec, a jednocześnie zastanawiał się nad tym, co mogło się stać. W końcu pojawił się przy nim jeden z księży.
-Czcigodny księże biskupie, nie wiem co robić, bo wszystkie pieśni zostały już odśpiewane?
-Idź księże i zacznij od nowa – i tamten odszedł czynić swoją powinność. Po chwili do Maciejowskiego zwrócił się usługujący mu młody kleryk.
-Czcigodny księże biskupie, o tej porze msza powinna się już kończyć, a zaraz potem powinien być obiad! – Maciejowski popatrzył na niego z usmiechem i oznajmił.
-Cierpliwości, im dłużej pościsz, tym krócej będziesz pokutował w czyśćcu. – Po tych słowach pojawił się kolejny duchowny, który z radością oznajmił.
-Miłościwy król już idzie.
-Bogu niech będą dzięki – zawołał Maciejowski i wyszedł mu na spotkanie.
***
Po niedzielnej mszy i po wyśmienitym obiedzie August przyjmował marszałka Kmitę i wojewodę sandomierskiego Tęczyńskiego. Obecni byli też senatorowie, którzy uczestniczyli z królem we mszy w katedrze zamkowej.
-Miłościwy panie, smutna to dla nas rzecz, aby przypominać o tym, co nam obiecałeś panie kilka tygodni temu w Niepołomicach – zaczął Kmita.
-Nic wam nie obiecywałem, panie marszałku, tylko oznajmiłem, że przemyślę waszą prośbę i zwołam na wiosnę sejm.
-Wasza królewska mość chyba zapomniał co mówił! – wtrącił się nerwowo Tęczyński.
-Czyżbyś panie wojewodo chciał powiedzieć, że mnie pamięć zawodzi?
-Tego nie powiedziałem, panie – bronił się Tęczyński.
-Nie było kiedy zwołać sejmu, bo musiałem z hetmanem Tarnowskim i z marszałkiem litewskim Radziwiłłem gromić Tatarów, których ty panie wojewodo chciałeś oglądać na Wawelu. – Po tych słowach Tęczyński nic już nie powiedział, tylko czekał na marszałka Kmitę, który przemówił ze spokojem.
-Chwała ci miłościwy panie, że sam osobiście ścigałeś nieprzyjaciół i narażałeś swoje życie, ale chwała Bogu, wróg już odegnany i teraz można sejm zwoływać.
-Na razie o tym nie myślę – skwitował krótko August.
-Ależ panie – nie ustępował Kmita – przecież jest wielka potrzeba. Trzeba wszystkie sprawy załatwić, które po ostatnim sejmie poszły w reces.
-Nie wspominaj panie marszałku o ostatnim sejmie, bo na tym sejmie zrobiono widowisko, na którym mnie powszechnie krytykowano i próbowano mi wmówić, że błądzę niczym zaćmione słońce. – Kmita zrozumiał, że ta aluzja była do niego, więc spuścił głowę i słuchał dalej. – Sprawuję władzę rzetelnie i legalnie, a przy tym zachowuję wszystkie prawa i przywileje koronne, więc nie ma na razie potrzeby zwoływać sejmu.
-Będziemy zatem czekać, aż zechcesz panie odmienić swoje zdanie – dodał Kmita.
-Czekajcie zatem panowie aż zajdzie potrzeba zwołania nowego sejmu – dokończył August. Kmita popatrzył więc na Tęczyńskiego, a że ten nie miał już nic do powiedzenia, więc skłonili się przed królem i wyszli z komnaty. Gdy już znaleźli się na krużgankach zamkowych Tęczyński przemówił do Kmity.
-Dobrze, że nie spotkaliśmy tej wiedźmy.
-A czemu to nie chcesz jej zobaczyć, panie wojewodo?
-Bo mogłaby jeszcze na mnie jakiś urok rzucić. – Słowa te rozbawiły Kmitę, który dostrzegł królewskiego błazna.
-Cóż ja widzę! Pan marszałek i pan wojewoda na Wawelu, a dzwony nie biją – zadrwił Stańczyk, który szedł za nimi. – Cóż to! Król dojutrek znowu nie posłuchał?
-Precz błaźnie – próbował go odpędzić Kmita
-Król tyle nasłuchał się na ostatnim sejmie, że mu na długo wystarczy. – Tamci jednak nic nie mówili, tylko szli przed siebie. – Panowie jest sposób, aby król wysłuchał waszą prośbę.
-Jaki? – zaytał Tęczyński spoglądając na błazna.
-Trzeba wziąć trąby i trąbić dookoła Wawelu, tak jako niegdyś trąbiono przy zdobyciu Jerycha, to wtedy król na pewno usłyszy.
-Poszedł precz – zdenerwował się Tęczyński i zdjąwszy błaznowi czapkę z głowy rzucił ją w drugą stronę. Wtedy Stańczyk pobiegł za nią złorzecząc na wojewodę sandomierskiego.
-Czas najwyższy nauczyć rozumu naszego króla!
-Już za późno, panie wojewodo.
-To się okaże na wiosnę, panie marszałku – pocieszał się Tęczyński.
-Ten najazd tatarski wszystko popsuł. Byłem w grudniu na sejmiku w Proszowicach i tam słyszałem co mówiono. Tych, którzy posłowali na ostatnim sejmie chciano pobić za to, że zostawili króla bez obrony i bez pieniędzy. – Tu Kmita popatrzył na wojewodę sandomierskiego i dokończył. – Z tego co mi doniesiono to na waszym sejmiku w Opatowie też było podobnie.
-Mniejsza o szlachtę, jeszcze są senatorowie.
-To coś ci jeszcze powiem, panie wojewodo. Ksiądz prymas Dzierzgowski za pośrednictwem królewskiego sekretarza Trzebuchowskiego próbuje odzyskać łaskę u króla.
-Zatem i on zdradza?
-Nie wiem czy to zdrada, bo ja bym to rozsądkiem nazywał. I jeszcze jedno. Ochmistrz królowej Bony, Ocieski, też podobno dogaduje się z Radziwiłłami. A wiadomo co to znaczy?
-A ty panie marszałku – zaczął Tęczyński i dokończył pytanie, gdy usiadł na konia – zamierzasz porzucić szeregi przeciwników tej Litewki?
-Przecież tu nie o nią tylko chodzi – przypomniał mu Kmita.
-To prawda, ale czy odstąpisz panie marszałku od królowej Bony?
-Jeśli król poda mi rękę do zgody, to przyjmę ją bez wahania.
-I zgodzisz się marszałku na to ohydne małżeństwo? – zapytał z niedowierzaniem Tęczyński.
-Jeszcze nie jest takie najgorsze, a samo małżeństwo nic nie znaczy w porównaniu z niebezpieczeństwem, jakie może grozić Polszcze.
-A ja tego małżeństwa nie uznam! – zapierał się Tęczyński.
-Ja też tak mówiłem i wiele przez to straciłem – przypomniał Kmita. Po tym słowach obaj senatorowie zaniechali dalszej rozmowy i w ciszy jechali do swoich kwater.
Tymczasem na Wawelu nadal trwała narda z udziałem senatorów współpracujących z Jagiellonem, który coraz bardziej skłaniał się do zwołania sejmu.
-Przyznam się wam panowie, że nie wiem co robić dalej – oznajmił August. Przez chwilę trwała zupełna cisza, która przerwał dopiero Maciejowski.
-Jestem zdania, że teraz można bez obaw zwołać sejm. Po ostatnim najeździe zyskałeś miłościwy panie wielkie uznanie u szlachty i zapewne izba poselska nie będzie już oponować. Do tego wielu senatorów, jak chociażby ksiądz prymas, siedzi cicho, a kasztelan Górka umilkł na dobre.
-Masz chyba rację, księże kanclerzu. A ty panie hetmanie co radzisz?
-Radziłbym panie zaczekać, ale że się już dzisiaj trochę wyczekałem – żartował Tarnowski – to zgadzam się z księdzem kanclerzem i radzę zwołać na wiosnę sejm.
-A ty panie wojewodo? – zwrócił się do Łaskiego.
-Mówiłeś panie na początku, że nawet król Ferdynand zalecał zwołanie sejmu, więc i ja też zalecam.
-To prawda, chociaż nie ufam mojemu ex teściowi po tym, jak oznajmił Tukom o naszym przymierzu – oznajmił August.
-Ale przecież sojusz jest sojuszem, a król Ferdynand wie, że szlachta węgierska uprosiła twoją panie siostrę, królową Izabelę, aby nie opuszczała Siedmiogrodu. Król Ferdynand musi cię wspierać panie, bo inaczej może mieć trudności na Węgrzech – przypomniał Maciejowski.
-Tyle razy wam zaufałem, to i teraz was posłucham. – Po tych słowach Jagiellon powstał z krzesła, co oznaczało, że narada dobiegła końca. Następnie skierował się w stronę drzwi, przed którymi zastąpił mu drogę Czarny, który też przysłuchiwał się rozmowie.
-Panie, pragnę z tobą pomówić o jednej rzeczy – i gdy tylko tamci opuścili komnatę, Czarny zaczął. – Nie chciałem przy nich o tym mówić, ale i oni zapewne szybko się o tym dowiedzą.
-Doszły mnie słuchy, że wojaczka ci się nie podoba panie marszałku i chcesz, aby hetmanem został twój brat stryjeczny Rudy – oznajmił z uśmiechem na ustach August.
-To prawda, miłościwy panie, ale jest trudniejsza sprawa. Brat mój Jan, krajczy litewski, przestał być moim bratem!
-A cóż ci zrobił, marszałku?
-Posprzeczaliśmy się o spadek po ojcu, a że on przegrał proces, bo musiał przegrać – rzekł zadowolony – to zwąchał się z twoją panie matką, królową Boną.
-Jak to? – zapytał wyraźnie zaskoczony tą nowiną Jagiellon.
-Dał się przekupić królowej i wdał się w nią w konszachty. A że królowa Bona jest bogata i ma czym płacić, to on robi wszystko, co mu każe twoja panie matka.
-A co takiego chce moja pani matka?
-Mój brat, pies mu mordę lizał – złorzeczył Czarny – ma agitować za tym, aby jak najszybciej doprowadzić do unii realnej z Litwą.
-A więc pani matka widząc, że przegrała w sprawie małżeństwa, znowu chce zasiać niezgodę między mną a szlachtą, która czeka tylko na to, aby przeprowadzić tę unię.
-Miłościwy panie, chyba nie zgodzisz się na to? – zatrwożył się Czarny, który był przeciwnym unii realnej Litwy z Polską.
-Nie obawiaj się panie marszałku. Nowej unii nie będzie, a twojego brata wcześniej czy później poskromimy. – Po tych słowach zostawił Czarnego i powoli opuścił komnatę. Nieoczekiwanie za drzwiami czekała na niego zniecierpliwiona Barbara.
-Już tyle czekam i czekam.
-Ja też rankiem czekałem – zażartował i od razu podał jej dłoń.
-Ale nie tak długo, jak ja czekałam.
-Zaraz ci to wynagrodzę.
-A jak? – zapytała z uśmiechem na ustach.
-A tak – i ucałował ją w usta. W tej samej chwili Czarny otworzył drzwi i dostrzegł całujących się małżonków.
-Bezwstydnicy – powiedział sam do siebie i kierował się w stronę czekającego na niego sługi.
-Dobrze, że sobie poszedł – oznajmiła Barbara. – Słucham, cóż to za nagroda?
-Kazałem przygotować… – i po tych słowach zamilkł.
-Co kazałeś, Auguście?
-Ponieważ cały dzień chodzisz naburmuszona, to powiem ci dopiero wieczorem.
-Auguście – zaczęła słodko – już się poprawię i nie będę się złościć, obiecuję, tylko powiedz. – I dalej robiła słodziutkie minki.
-Do wieczora niedaleko, ale będziesz zadowolona – zaakcentował. Wówczas Barbara oparła głowę na jego ramieniu i trwali tak przez pewien czas.
