
Postacie: Prezenter, Zofia, Lidia.
(Prezenter siedzi na wprost stolika, a obok niego siedzą Zofia i Lidia)
–Prezenter: Jakże gorąco witam państwa w programie „Zdrowa żywność”. (po chwili) W dzisiejszym programie biorą udział dwie panie propagujące zdrową żywność.
–Zofia: Zdrową żywność i zdrowe picie.
–Prezenter: Oczywiście, że tak. Zdrową żywność i zdrowe napoje. (po chwili) Witamy panią Zofię z Sosnowca.
–Zofia: Proszę dodać, że z centrum Sosnowca.
–Prezenter: Powitajmy panią Zofię z centrum Sosnowca. (po chwili) Naszym drugim gościem jest pani Lidia ze Słupska.
–Lidia: Nie jestem gościem, tylko gościówą.
–Prezenter: Powitajmy gościówę ze Słupska, panią Lidię
–Lidia: Ja też mieszkam w centrum miasta.
–Prezenter: A zatem obie panie mieszkają w centrum swoich miast.
–Zofia: To może ja dodam, że mieszkam w centrum Sosnowca przy delikatesach „Centrum”.
–Lidia: A ja mieszkam w centrum Słupska, przy ulicy Centralnej.
–Prezenter: Dajmy temu spokój, bo nasz program szybko mija. (po chwili) Pani Zofio to może zaczniemy od pani.
–Zofia: A dlaczego ode mnie? To pani Lidia powinna być pierwsza, bo „L” jest wcześniej w alfabecie niż „Z”.
–Lidia: Mogę być pierwsza, chociaż nie lubię się wywyższać, ani przodować.
–Prezenter: Pani Lidio, skoro propaguje pani zdrową żywność, to proszę powiedzieć, co pani je na śniadanie?
–Lidia: A które śniadanie ma pan na myśli?
–Prezenter: Pierwsze lub drugie śniadanie.
–Lidia: Tylko, że ja jem cztery śniadania.
–Prezenter: Cztery śniadania? Jak to możliwe!
–Lidia: Pierwsze śniadanie jem o szóstej, gdy się maluję. (po chwili) O szóstej trzydzieści budzę męża i jem z nim małżeńskie śniadanie. (po chwili). O siódmej z kolei budzę dzieci do szkoły i jem z nimi matczyne śniadanie.
–Prezenter: A z kim pani je czwarte śniadanie?
–Lidia: Czwarte śniadanie jem o ósmej z koleżankami w pracy. (po chwili) To takie towarzyskie śniadanie.
–Prezenter: Jestem ciekaw, ile pani je obiadów?
–Lidia: (zdenerwowana) A ile ja mogę jeść posiłków dziennie! (po chwili) Nie jem obiadu, tylko obiadokolację z mężem i z dziećmi.
–Prezenter: Dobrze, to ja teraz zapytam panią Zofię, co je na śniadanie?
–Zofia: Ja nie jadam śniadania.
–Prezenter: W ogóle pani nie je śniadania?
–Zofia: Rano wypijam czajnik przegotowanej wody, a potem uprawiam seks.
–Prezenter: Rozumiem, że to jest przepis na zdrowy tryb życia?
–Zofia: Wolę uprawiać seks z mężem, niż mu robić śniadanie. (po chwili) Po zawodach jestem zmęczona i mąż musi sam sobie robić śniadanie.
–Prezenter: Dobrze, to porozmawiajmy o zdrowej żywności.
–Lidia: Nie ma zdrowej żywności. To taka ściema.
–Prezenter: Przecież pani jest producentką zdrowej żywności!
–Lidia: Taka niby zdrowa żywność, lepiej się sprzedaje.
–Prezenter: Chce pani powiedzieć, że żywność, którą pani sprzedaje, nie jest ekologiczna?
–Lidia: Jest ekologiczna. (po chwili) Kiedyś zanim piekłam bułeczki, to zawsze szorowałam ręce mydełkiem, a teraz myję tylko samą wodą.
–Prezenter: Rozumiem, że owoce, które pani wkłada do tych bułeczek, są ekologiczne?
–Lidia: Mój dostawca, pan Józek, po spryskaniu owoców zrywa je dopiero następnego dnia. Wcześniej jak jeszcze nie produkował zdrowej żywności, to rano pryskał owoce, a wieczorem je zrywał.
–Prezenter: To może zapytajmy panią Zofię, w jaki sposób produkuje zdrową żywność?
–Zofia: Ja uprawiam cebulę w szklarniach i produkuję z niej sok cebulowy.
–Prezenter: (z uśmiechem) Sok cebulowy, dobry na ból głowy.
–Zofia: Gdzie tam na ból głowy! Ile ja najem się tej cebuli, a głowa mnie coraz bardziej boli.
–Prezenter: Rozumiem, że bardzo pani lubi cebulę?
–Zofia: Już mi się przejadła, ale jak przygotuję cebulę do sklepu, a mój stary zapije i nie rozwiezie jej po sklepach, to ją jem, bo szkoda mi wyrzucić.
–Prezenter: Rozumiem, że wtedy robi pani sok cebulowy?
–Zofia: Moja bratowa prowadzi sklep zielarski i sprzedaje ten sok w promocyjnej cenie.
–Prezenter: Zapewne sok cieszy się powodzeniem?
–Zofia: Trochę klientów daje się nabrać, a jak sok nie schodzi, to bratowa sprzedaje go pijaczkom.
–Prezenter: Jak tak można, pani Zofio!
–Zofia: Biorą na przepitkę, bo później nikt nie wyczuje od nich wódki, tylko cebulę.
–Prezenter: Trochę mnie panie rozczarowały, bo myślałem, że zdrowa żywność jest naprawdę zdrowa.
–Zofia: Niech pan nie obraża mojego soku z cebuli.
–Lidia: Ani moich bułeczek z owocami, które są mało kaloryczne.
–Prezenter: To my konsumenci tyle płacimy za zdrową żywność, a ona jest taka sama, jak ta sprzedawana w supermarketach.
–Zofia: Tylko nie taka sama, bo u mnie nie ma promocji.
–Lidia: A ja daję rabat na zeschnięte bułeczki.
–Prezenter: A ja już nigdy nie dam się nabrać na zdrową żywność.
