Tej nocy król nie spał spokojnie, tak wiele bowiem zależało od nadchodzącego dnia. Tyle czasu trwał przy swoim małżeństwie i bronił go jak tylko mógł, a co najważniejsze nie zamierzał z niego rezygnować. Barbara była mu droższą niż królewska korona. Zrozumiał, że bez korony może żyć, ale bez niej już nie potrafi.


W końcu nadszedł przełomowy na sejmie dzień – 18 listopada 1548 roku. Zygmunt August był przygotowany na wszystko i w najgorszym wypadku miał złożyć koronę, ale póki co nabrał otuchy i nie zamierzał się poddawać. Chciał dalej walczyć o koronę dla ukochanej.

-Jestem gotowy, Lasota. Zaraz jedziemy.

-Nie potrzeba – odparł pozornie opanowanym głosem królewski sekretarz. – Nie potrzeba panie, bo senatorowie i posłowie przybyli do zamku.

-Jak to! Są przed zamkiem?

-Tak. Mówią, że przyszli tu dla ułatwienia sprawy.

-Widzę, że nie zamierzają ustępować.

-Panie, ty też miałeś nie ustępować – przypomniał nieśmiało Lasota.

-Pamiętam Lasota. Pamiętam – i popatrzył na wiszący na ścianie krzyż – Chodźmy. Chcą odpowiedzi to ją usłyszą – i skierował się ku schodom prowadzącym na parter zamku.

Przed ośnieżonym zamkiem czekali ustawieni półkolem senatorowie, a za nimi posłowie. Król stanął na środku i spokojnie spoglądał na zgromadzonych. Śnieg lekko prószył ośnieżając głowy zebranych, którzy chcieli na siłę przekonać Augusta do ustępstwa. On zaś już miał przemówić, ale na chwilę ogarnął go strach. W końcu jednak przemógł się i popatrzył w niebo, a następnie niepewnie zaczął.

-Panowie senatorowie i wy panowie posłowie, którzy zechcieliście przybyć aż tutaj dla wysłuchania mojej odpowiedzi. – Po tych słowach odchrząknął i mówił już pewniej. – Wiem dobrze jak wiele ta sprawa dla was znaczy, chociaż dla mnie znaczy więcej. Wierzcie mi panowie, że nie jest mi łatwo mówić, bo pamiętam jak wczoraj prosiliście mnie o porzucenie mojej małżonki. Długo nad tym myślałem i trudno mi o tym mówić, ale wiem, że w małżeństwie wszyscy są równi, bo przed najwyższym Bogiem przysięgają i ślubują sobie. – Tu Jagiellon zamilkł na chwilę, po czym kontynuował wypowiedź.

– Nic mi nie jest tak drogie jak to królestwo, którym dane jest mi rządzić i za co wdzięczny jestem Panu Bogu. Jednak Bóg mi świadkiem, że nie mogę porzucić mojej małżonki, bo prawdziwy chrześcijanin i prawy król tak nie postępuje. A ja chcę zostać jednym i drugim. Proszę was panowie, abyście przyjęli to co już się stało i zajęli się innymi sprawami. Zrozumcie mnie panowie. Proszę was. – Tu ponownie przerwał, gdyż poczuł, że drży mu głos. Rozejrzał się po zebranych i zdjął z głowy czapkę z diademem królewskim. Następnie opuścił głowę i czekał.

Słyszał szmery wśród zgromadzonych, ale na głos nikt się nie odezwał. Wszyscy dłuższy czas stali w milczeniu, aż w końcu August nałożył z powrotem czapkę na skronie i odwróciwszy się poszedł do zamku. Gdy zniknął za drzwiami, większość senatorów i posłów zaczęła się rozchodzić. Na placu zamkowym zostali tylko nieliczni, którzy nie mogli uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszeli od króla.

-Zaiste, wielki to król – rzekł jako pierwszy Ocieski.

-Wielki? Uparty jak osioł. Dla jakiejś Litewki tak się upiera jakby na świecie nie było innych – odparł zdenerwowany Podlodowski.

-Nasz król jest dumny, a ukorzył się bardziej niż my wczoraj.

-Bardziej? Myśmy wczoraj klęczeli, a on tylko zdjął czapkę – oburzył się Podlodowski.

-I to wszystko dla tej Litewki, dla której krwawym potem się poci – wtrącił zirytowany Boratyński.

-Głupi ten nasz król i tyle. Głupi jest jak ten mój but.

-Panie pośle – zaczął Ocieski – już Adam stracił głowę dla Ewy, to co w tym dziwnego, że król stracił głowę dla wojewodziny trockiej. Każdy traci głowę dla jakiejś niewiasty.

-Może każdy. Może i król, ale nie ja. Przenigdy tak nie zgłupiałem – oponował Podlodowski.

-Nie mów tak panie pośle, bo jak mawiała święta Katarzyna, najpierw język dużo plecie, a potem o wszystkim zapomina.

***

Niedługo po wizycie u króla parlamentarzyści zebrali się w izbie senatorskiej, w której aż wrzało. Senatorowie i posłowie słuchali oponentów i dopingowali tych, którzy najwięcej narzekali na Jagiellona.

-Panowie! Jeszcze raz chcemy usłyszeć wasze zdanie na temat tego małżeństwa, tym bardziej, że król nas lekceważy i nami gardzi – zaczął Podlodowski. Na te słowa powstał prymas Dzierzgowski i tym samym rozpoczęły się wota senatorskie.

-Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Płakać mi się chce, gdy widzę do czego nam przyszło. Za co Pan Bóg pokarał nas tak upartym królem. – Tu przerwał, a widząc radość w oczach posłów z takiej wypowiedzi, mówił dalej. – I w jakiej sprawie nasz król tak się upiera? Jeśli król boi się grzechu za opuszczenie małżonki, to ja ten grzech królewski podzielę i rozdam na głowy wszystkich Polaków. – Na to odezwał się dopiero co przybyły kanclerz Maciejowski.

-Jakże to księże prymasie? Mamy czynić tak samo jak czynili Żydzi z naszym panem Jezusem Chrystusem? – W tym momencie w sali zawrzało.

-Przecież, gdy wydawali Pana naszego na ukrzyżowanie też krzyczeli do Piłata, krew jego na nas i na nasze głowy niech spadnie! Czyż mamy tak samo postąpić? – Od razu też w sali rozległy się okrzyki parlamentarzystów: „Nigdy! Przenigdy”!

Maciejowski od razu poczuł się pewniej i mocnym głosem mówił dalej. – Pamiętajmy, że każdego małżeństwa broni wiara i prawo sakramentów! – Tu jednak wtrącił się biskup kujawski Zebrzydowski, który swoją wypowiedziom starał się przypodobać posłom.

-Według mnie małżeństwo króla jest niczym innym jak tylko zniewagą, bo zostało zawarte przeciwko boskiemu i ludzkiemu prawu. – Następnie udał rozgniewanego i usiadł na swoim krześle. Zaraz po nim głos zabrał marszałek Kmita.

-Vox populi, vox Dei, a król jakby nie słyszał o czym mówimy i o co go tak pokornie prosimy. Nie wiem czy za nic ma nasze zdanie, lekceważąc nas tak bardzo, czy też nie myje uszu i przez to nas nie słyszy! – Teraz po sali rozległ się śmiech, a gdy tylko ucichł, powstał z krzesła wojewoda sandomierski Tęczyński, a z oczu biła mu złość.

-Powiadam panowie, że wolałbym sułtana Sulejmana w Krakowie oglądać niż tę litewską nierządnicę mieć za królową! – Na te słowa większość zgromadzonych oniemiała, tylko kanclerz Maciejowski od razu zareagował.

-Nie wiesz chyba panie wojewodo co mówisz, bo Turczyn zajął Węgry i tylko opatrzność Boska sprawiła, że nam się nic nie stało!

-Panowie – włączył się kasztelan poznański Górka – proszą mnie panowie posłowie, abym jeszcze raz przemówił do króla imieniem całego senatu i izby poselskiej. Zatem spróbuję.

-Szkoda twojego języka kasztelanie. Tylko cię waszmość gardło rozboli, a król i tak nie ustąpi – oznajmił Ocieski.

-To się zobaczy, bo ja nie ustąpię – i dumny z siebie spoglądał na zaskoczonych tą wypowiedzią parlamentarzystów.

W tej samej chwili do sali senatorskiej wszedł August. Na chwilę zapanowała cisza, ale gdy tylko Jagiellon usiadł na swoim miejscu, Górka stanął na środku, pokłonił się i zaczął przemawiać.

-Miłościwy panie staję tu imieniem obu izb, senatorskiej i poselskiej, aby raz jeszcze oznajmić naszą wolę waszej królewskiej mości. – August słuchał i patrzył cierpliwie na jego nerwowe drgania, ale nie przerywał. – Zachodzimy w głowę, dlaczego nie chcesz panie usłuchać naszej prośby? My nie przestaniemy prosić, panie! Chcę też oznajmić, że panowie posłowie w imieniu szlachty z całej Korony zgodzili się dodatkowo opodatkować, dzięki czemu będziesz mógł panie dać godziwą rekompensatę pani wojewodzinie trockiej za zerwanie ślubów. – August wszelkimi siłami dusił w sobie złość, ale nie chciał popełnić tego samego błędu, jakim było przerwanie mowy Kmicie. Górka zaś kontynuował. – Pani wojewodzina zostanie dobrze wynagrodzona, a ty panie zyskasz wieczną wdzięczność swych poddanych. Posłuchaj panie naszej nieprzemijającej prośby i odrzuć od siebie to małżeństwo. – W tym momencie część zebranych parlamentarzystów wyrzekła głośno „Amen!”

-Panowie – zaczął opanowanym głosem August – słyszeliście rano co powiedziałem, więc nie ma potrzeby tu powtarzać. – Górka słysząc słowa króla z trudem przełknął ślinę i przemówił nerwowo.

-Panie, nie nazywaj małżeństwem tego, co małżeństwem nie jest! Niechaj czym innym zdobi się ta – tu zniżył głos, a z tyłu sali rozległ się głos „Kurwa”. Następnie Górka zakasłał, udając chrypkę i znów głośno mówił. – Ta zacna pani, którą wasza królewska mość chcesz mieć za żonę. Gdy to uczynisz panie okryjesz siebie i cały swój dom Jagiełłowy niesławą, ohydą i zelżeniem. Nie powinieneś panie lekceważyć zdania senatorów i posłów, bo twój dziad Jagiełło – i w tej samej chwili z tyłu ozwał się głos „Pradziad”, co słysząc Górka natychmiast się poprawił – co był twoim panie pradziadem, zlekceważył głosy senatu na sejmie 1462 roku. – Wówczas z tyłu znów odezwał się głoś „Dwudziestego szóstego roku”. – Zirytowany tym Górka znów musiał się poprawić. – I na tym sejmie 1426 roku panowie szlachta na oczach króla porąbali szablami jeden z jego aktów, bo był niesłuszny. – Tu kasztelan poznański na chwilę zamilkł, jakby chciał się upewnić, że dobrze mówi, a widząc, że nikt go nie poprawia, kontynuował swą wypowiedź. – Powiedziałeś miłościwy panie, że prędzej życie niż żonę postradasz, zapominając przy tym, że tron w Polszcze jest elekcyjny? – Na te słowa August uśmiechnął się gorzko, zaś Górka doprowadzony tym do ostateczności wołał tak głośno jak tylko potrafił. – My w Polszcze możemy obierać za pana kogo chcemy, więc prosimy cię panie, abyś czynił tak, jak na polskiego króla przystało. – W tym momencie August zareagował, powstał z tronu, zdjął czapkę i stanowczym głosem przemówił.

-Skoro jest wam źle, to wybierajcie! Ona i ja, albo poszukajcie sobie nowego króla. Dla nas obojga Wielkie Księstwo Litewskie wystarczy! – i po tych słowach ruszył naprzód. Drogę zagrodził mu jednak niedawno przybyły kasztelan krakowski Tarnowski, który upadł przed królem na kolana.

-Panie, nie czyń tego! – zawołał błagalnym głosem.

-Kasztelanie krakowski, powstań! – Ten usłuchał polecenia, a wtedy August skierował się do wyjścia. Za nim podążył kanclerz Maciejowski i kasztelan Tarnowski.

-I cóż najlepszego zrobiłeś, kasztelanie? – Rzekł wojewoda sieradzki Stanisław Łaski, który podszedł do Górki. – To po to przez dwa stulecia przygotowujemy unię, żeby ją teraz rozerwać przez jedną Litewkę? Teraz, gdy wystarczy tylko wezwać Litwinów i unia będzie gotowa? Bodaj ci język wyrwano, kasztelanie! – Słowa te wyprowadziły z równowagi Górkę, który zaczął krzyczeć.

-Ty zaprzedany sługusie królewski!

-Liczysz kasztelanie kochanków małżonki królewskiej, więc policz też kochanków swojej żony! – Tego Górka już nie wytrzymał i rozwścieczony złapał Łaskiego za ramię, rozdzierając przy tym jego kontusz.

-Dziadu zaprzedany! – wydzierał się. – Nie ze mną ci się równać, bo twój dziad świnie u mego ojca pasał!

-A tyś z nimi jadał z jednego koryta! – Po tych słowach Górka pchnął Łaskiego, aż ten oparł się na biskupie kujawskim Zebrzydowskim.

-Bracia posłowie, pozwolicie, aby szarpano waszego wojewodę? – I od razu dwóch posłów sieradzkich skoczyło na Górkę, za którym ujęli się z kolei posłowie poznańscy. Zaczęła się straszna wrzawa i pojawiały się wulgarne okrzyki. W końcu rozpoczęła się regularna bójka, do której włączali się coraz to nowi posłowie. Widząc to biskup kujawski zwrócił się do prymasa Dzierzgowskiego.

-Lepiej stąd uciekać, bo można przypadkiem oberwać!

-Nie można opuścić zbłądzonych owieczek – odparł prymas i z przerażeniem spoglądał na bójkę w sali senatorskiej. W pewnym momencie niektórzy posłowie zaczęli łamać krzesła. – Bracia! Powstrzymajcie się, tak nie można. Tak się nie godzi – i nagle syknął z bólu, gdyż w tym samym momencie uderzył go w nogi odłamek krzesła. – Bodaj was diabli wzięli! Możecie się nawet wyzabijać! – rzekł zdenerwowany i szybko opuścił salę obrad.

Całe to wydarzenie obserwował marszałek koronny Piotr Kmita, który aż przymykał oczy na widok okładających się posłów.

-Panie marszałku – rzekł Ocieski trzymając się za głowę – lepiej wezwij straż, aby to uspokoić.

-Zrobiłbym to dawno, ale przy drzwiach jest niebezpiecznie i tam najłatwiej można oberwać.

-Odejdźmy pod piec. Tam będzie bezpieczniej. – W tym samym momencie jeden z posłów, dość dobrze zbudowany, porwał się za stojący z boku sali stół i ruszył na walczących. Widząc to zajście Ociski przemówił do Kmity

-Jest dobra rada świętego Metodego, stój w rogu z dala od wszystkiego i nie mieszaj się do niczego. – Tymczasem marszałek koronny zbliżył się do okna, aby je otworzyć, ale odłamek krzesła przeleciał mu nad głową i wybił szybę. Wówczas Kmita zaczął krzyknął na cały głos przez wybitą szybę.

-Straże! Straże do mnie! – i pospiesznie wrócił w bezpieczniejsze miejsce.

***

-Powiadasz panie Ossoliński, że bijatyka była straszna? – zapytał Jagiellon, który przyjął w zamku jednego z posłów małopolskich.

-Miłościwy panie, takiej bójki jeszcze nie widziałem. Do czego to doszło, żeby posłowie, a nawet niektórzy senatorowie tak się pobili.

-Może to i dobrze – odparł z uśmiechem August.

-Dodam jeszcze, że posłowie siła złego narobili w izbie. Jedni ledwie chodzą, a drudzy po medyków posłali. Co więcej, krzesła i ławy połamane w nic, okna wybite i nawet podłogę zaczęli wyrywać.

-Aż dziw, że nie zburzyli ratusza – roześmiał się król. – Dobrze, że mi o tym oznajmiłeś panie Ossoliński. Nie będzie ci to zapomniane.

-Służę tylko waszej królewskiej mości i nikomu więcej.

-Służ mi waszmość dalej, a po sejmie nagroda cię nie ominie. – Po chwili, gdy tylko Ossoliński się oddalił, Lasota rzekł radośnie do Augusta.

-Widzisz panie, że niektórzy poszli już po rozum do głowy. Niedługo wszyscy będą zabiegać o łaskę waszej królewskiej mości.

-Chyba masz rację Lasota, a teraz wołaj mi Podlodowskiego skoro już czeka.

W chwilę potem przed Augustem pojawił się wspomniany poseł, który po ostatniej bójce w ratuszu miał podbite oko.

-A cóż ci się przydarzyło panie Podlodowski? Czyżbyś upadł z konia? – zakpił Jagiellon.

-Wasza królewska mość robi sobie żarty z mego nieszczęścia, a wszystko to przez twoje panie małżeństwo.

-Niedługo, gdy ktoś umrze, to też będą mówili, że to przez moje małżeństwo – zakpił król, ale Podlodowski nic nie odpowiedział. – Zauważyłem, że z całej izby poselskiej to ty waszmość najwięcej mówisz przeciwko mojej małżonce.

-Mówię i będę mówił, bo po to zostałem wybrany na posła – odparł hardo.

-Zatem i ja muszę ci coś powiedzieć panie pośle – i sięgnął po leżące przed nim pergaminowe dokumenty. – Ostatnio wieczorami przeglądam różne dokumenty i niektóre bardzo mnie zaciekawiły. – Po tych słowach Podlodowski pobladł nieco i czekał na dalsze słowa króla. – Otóż starostwo lelowskie, które przynosi ci waszmość wielkie zyski, powinno być zwrócone Koronie już kilkanaście lat temu.

-Jakże to?

-Zaraz to wyjaśnię. Mój czcigodny ojciec Zygmunt nadał to starostwo twojemu ojcu, ale nie tobie, panie pośle! Zgodnie z prawem po śmierci ojca powinieneś waszmość zwrócić to starostwo. A ty panie Podlodowski domagasz się jeszcze egzekucji dóbr królewskich!

-Inni panowie więcej starostw bezprawnie dzierżawią.

-Tylko, że inni tak dużo nie mówią przeciwko memu małżeństwu, tak jak ty panie pośle.

-Mówię tylko to, co mi sumienie nakazuje.

-Sumienie cię męczy, waszmość? A gdy wyciągasz ręce po nieswoje włości to sumienie cię nie dręczy?

-Nie dręczy, bo i dlaczego.

-To jeszcze nie wszystko panie pośle. Otóż dobra olkuskie, które twój syn przejął w posagu, i o które się procesowaliście, to też są dobra królewskie, które od pięciu lat nieprawnie trzymacie.

-Tego nie wiedziałem – odparł spuszczając z tonu Podlodowski.

-To teraz już wiesz panie pośle. Potrzebuję teraz dużo pieniędzy i dużo królewszczyzn, abym miał czym nagrodzić tych, którzy wiernie mi służą i nie występują przeciwko mnie.

-Miłościwy panie! Ja nie jestem przeciwko tobie.

-Ale jesteś waszmość przeciwko memu małżeństwu! – zaakcentował August.

-No cóż – zaczął Podlodowski – skoro inni posłowie godzą się na to i skoro jest im z tym dobrze, to i mnie nie będzie to już przeszkadzać.

-Skoro tak, to jakoś to zapomnę, że trzymasz waszmość to, co należy do skarbu królewskiego.

-Niezbadane są wyroki Boskie – rzekł Podlodowski zrezygnowanym głosem.

-I tu masz rację, panie pośle. Świętą rację – przytaknął August – Możesz waszmość odejść – i po chwili dobrodusznie dodał. – Idź waszmość leczyć swoje oko.

-Dziękuję ci miłościwy panie – i pokłoniwszy się głęboko zbliżył się do drzwi, gdzie raz jeszcze się pokłonił. Po chwili jego miejsce zajął Lasota.

-Dobrze, że jesteś, bo mam ochotę pograć w karty.

-Było jeszcze tego Podlodowskiego namówić. Przydałby się nam do gry.

-On już swoje przegrał – odparł z zadowoleniem August i skierował swoje myśli ku Barbarze, której obiecał, że każdego dnia o godzinie siódmej wieczorem choć na chwilę przywoła ją w pamięci.