
Sejm rozpoczął się 31 października 1548 roku, gdy obie izby wraz z królem zebrały się na mszy świętej. Następnie parlamentarzyści razem z monarchą udali się do ratusza piotrkowskiego, gdzie przemówienie wygłosił wojski inowrocławski Jan Sierakowski, który został wybrany na marszałka poselskiego.
August był zadowolony z mowy powitalnej, która bynajmniej nie wróżyła trudnego sejmu, jak miał to pokazać czas. Cisza przed burzą nie trwała jednak zbyt długo i uwidoczniła się, gdy rozpoczęły się wota senatorskie. Na środku sali wystawiony był tron, na którym siedział ubrany na czarno władca. Ściany sali także były obite na czarno, na znak żałoby. Z czasem Jagiellon polubił ten kolor i do końca swoich dni już zawsze przybierał czarne szaty.
-Panie nasz miłościwy. Radzi jesteśmy z tego, że Bóg miłosierny dał nam władcę młodego i wierzymy w to, że jeszcze lepszego od świętej pamięci króla Zygmunta. – Tu nastała chwila ciszy, po której prymas Mikołaj Dzierzgowski mówił dalej. – Mniemam panie, że prawa nie tylko będą konfirmowane, ale będą też egzekwowane przez waszą królewska mość. – Tu mówiący zaczerpnął powietrza i kończył swą wypowiedź. – Bez tego bowiem w nic nie wolno ci się panie wdawać.
-Już ja wiem w co mogę, a w co nie mogę się wdawać – odparł August, a po nim zaczął przemawiać biskup krakowski Maciejowski.
-Miłościwy panie, o wszystkim będzie mówione, bo o wielu rzeczach mówić trzeba. My senatorowie prosimy tylko o sprawiedliwe rządy i o zahamowanie bezprawia, które ostatnio szerzy się w całej Polszcze. Ja zaś proszę cię panie, abyś wpłynął na tych, co piszą owe paszkwile, w których atakuje się pierwszych senatorów Korony Polskiej. – Tu biskup spojrzał na wojewodę Jana Tęczyńskiego, który był dotąd uśmiechnięty i od razu spoważniał. Wśród zebranych zapanowała dłuższa cisza, którą wreszcie przerwał król.
-Czekamy na twoje zdanie, biskupie płocki. – Ten od razu powstał z krzesła i przemówił surowym głosem.
-Rzeknę tylko jedno. W naszej ojczyźnie źle się dzieje, gorzej niżby wojna wybuchła, bo gorszy jeden domowy diabeł niż dziesięciu dzikich.
-Ja nie będę mówił o diabłach – zakpił hetman Tarnowski – bo jeszcze jakiś tu przyjdzie, tym bardziej, że nie jeden siedzi tu na sali. – Po tych słowach jedni zaczęli się uśmiechać, a inni szemrać. – Radzę tylko, aby tych co piszą owe haniebne paszkwile, w których nikogo się nie oszczędza, karać i to surowo ukarać i raz na zawsze przyhamować tę rozpustę.
-Pan hetman mówi o hamowaniu rozpusty – włączył się marszałek wielki koronny Piotr Kmita – tylko, że sam jej nie hamował i nie hamuje – po czym skierował wzrok na Tarnowskiego, a potem na Maciejowskiego. August zorientował się natychmiast o co chodzi Kmicie, ale nie przerywał mu wypowiedzi. – Pan hetman pomaga, aby ta rozpusta rozwijała się jeszcze bardziej. Ważną rzeczą jest, aby doprowadzić wreszcie do końca unię z Litwą, Śląskiem i Prusami, a niestety są tu tacy, co chcą zerwać to o cośmy przez tyle lat zabiegali. – Po Kmicie głos zabrał kasztelan poznański Górka, który patrząc wymownie na króla zaczął swą wypowiedź.
-Miłościwy panie, mniemam, że Bóg dał nam władcę takiego, jakiego Korona na ten czas potrzebuje. Można radzić i można żądać, ale przecież człowiek uczy się całe życie, tak samo jak ty panie, a że masz do pomocy senatorów, to wszystkie rzeczy pójdą dobrze. Trzeba tylko, żeby wasza królewska mość w cnotliwych się kochał i cnotliwie postępował. – Na te słowa August rzekł z powagą.
-Dziękuję wam panowie za wszystkie rady, których będę słuchał, jeśli tylko dobrej sprawie będą służyć. – Następnie powstał z miejsca i wyszedł z sali. Tuż po jego odejściu na środku sali pojawili się dwaj posłowie z Małopolski, Piotr Boratyński i Stanisław Podlodowski.
-Mości panowie senatorowie, którzy czuwacie nad szczęściem naszego Królestwa Polskiego! Dlaczego nie wspomnieliście o innych ważnych rzeczach, które trapią naszą ojczyznę – mówił podniosłym tonem pierwszy z posłów. Po nim zaś głos zabrał Podlodowski.
-Panowie! Czemu żaden z was nie wspomniał o tym żałosnym małżeństwie, o którym przecież na sejmikach najwięcej się mówiło. Powiadam wam, że albo za to krew chrześcijańską rozlejemy, albo sami swą krwią zapłacimy!
-Mości panie Podlodowski! – przerwał mu Jan Tęczyński – Pohamuj się nieco, bo nie wiesz w czym rzecz. Szkoda sobie darmo strzępić języka. Przyjdzie czas, że o małżeństwie mówić będziemy, tylko trochę cierpliwości! – i wzburzony powstał z krzesła. Następnie wyszedł z sali, a za nim większość senatorów.
***
Po przybyciu na zamek August przebierał się przy pomocy Jerzyczka i Juraszka. W trakcie tej czynności w komnacie króla pojawił się Lasota.
-W piecach napalone jak mało kiedy – oznajmił zadowolony.
-To dobrze, bo tak tu zimno, że jeszcze się rozchoruję. – Następnie August przemówił do swoich pokojowców. – Możecie odejść, już się sam ubiorę.
-Czy będziesz panie coś pił? – zapytał jeden z pokojowców.
-Pewnie, że będę Juraszek, tylko nie teraz. – Wówczas ten się pokłonił i wraz z kolegą wyszedł z komnaty.
-Masz listy Lasota?
-Tak, panie. Przyszły z Nowego Korczyna. Od wielkiej księżnej litewskiej i od pana podczaszego litewskiego.
-Daj mi list od Barbary, a ten od Rudego sam przeczytaj – polecił Jagiellon i razem z Lasotą rozpoczęli czytanie. Lasota dość szybko przeczytał list Radziwiłła, zaś August czytał powoli i uśmiechał się co chwila. W końcu odłożył list na biurko i przemówił.
-Co pisze pan podczaszy, a jednocześnie mój szwagier?
-Mówiąc krótko daje rady jak powinieneś panie postępować na sejmie.
-Nigdy nie był na sejmie, a daje rady – zakpił Jagiellon – chociaż dobrych rad nigdy za dużo. Zatem o czym pisze?
-Pisze i radzi, żebyś panie w niczym nie ustępował, chyba, że będą cię do czegoś przymuszać. Pisze, abyś nie pozwolił panie umniejszyć swej królewskiej powagi. Na koniec martwi się o twoje zdrowie panie po ostatnim upadku z konia.
-Trzeba mu podziękować za rady i za troskę o moje zdrowie. – Tu zamyślił się na chwilę i mówił dalej. – Barbara pisze, że dwie z jej służących zachorowały na czarną ospę i z trudem je odratowano. Dziwne to jednak, bo żadnej zarazy tam nie było, a przynajmniej o niej nie słychać. Obawiam się Lasota, żeby jakiegoś podstępu nie szykowano na życie Barbary. A Rudy nic o tym nie pisze?
-Nie – odparł Lasota i zaczął znowu przeglądać list. W końcu na jednej z kartek znalazł krótkie post scriptum. Szybko je przeczytał i oznajmił.
– Jest wzmianka o tej ospie i o tym, że dwie służące oddalono z dworu i wzmocniono straże.
-To wszystko jest trochę dziwne. Trzeba bardziej uważać. – Następnie popatrzył w okno i dodał. – Za tydzień w piątek pojedziemy do Sprowy, do siedziby Odrowąża.
-W czasie sejmu? – zdziwił się królewski sekretarz.
-Tak, Lasota. W czasie sejmu. Polecę Barbarze, aby wyjechała z Korczyna i w następną sobotę zajechała do siedziby Odrowąża. Wojewoda jest mi przychylny, a że z Piotrkowa do Sprowy da się dojechać w półtora dnia, to wymkniemy się na trochę z sejmu.
-Tylko, że długo tam nie pobędziemy, bo w poniedziałek będzie trzeba wrócić.
-To wrócimy, Lasota. Wystarczy mi godzina, tylko godzina, bo inaczej nie zdzierżę. Barbara też chciała by mnie choć przez chwilę zobaczyć.
-Dla jednej chwili taki szmat drogi robić i to na tak krótko?
-Co ja ci będę mówił. Pojedziemy i tyle! A teraz daj mi chwilę wytchnienia, bo chcę nieco wypocząć. – Gdy tylko Lasota zniknął August wyjął list od Barbary i zaczął go powoli czytać. Wpatrywał się w litery i wyobrażał sobie ukochaną piszącą do niego ten list.
***
Godzinę później król razem ze swoimi dworzanami, Tarłą i Trzebuchowskim, grali w karty, a przy tym żartowali sobie z Lasoty. Nie zauważyli nawet, gdy ten pojawił się w komnacie i przez chwilę przysłuchiwał się ich rozmowie.
-Czyżby ktoś do mnie zawitał? – zapytał Jagiellon.
-Tak, panie. Dwóch posłów chce ci coś oznajmić.
-Nie mogą przyjść jutro w sobotę? Spokoju nie dają, ale niech wejdą. – Po chwili karty były już złożone, a król siedział na swym zwykłym miejscu.
-Przyszliśmy, miłościwy panie – zaczął starszy wiekiem poseł – aby oznajmić pewne rzeczy, które uznaliśmy za ważne. Jestem Stanisław Pszonka, poseł województwa lubelskiego, a to mój kompan, Mikołaj Siennicki, poseł chełmski. – Tu nastała dłuższa cisza, aż w końcu August stracił cierpliwość.
-Słucham, panowie. O czym chcecie mi powiedzieć?
-Nie przyszliśmy tutaj skarżyć na naszych kolegów z izby poselskiej, ale chcemy cię panie ostrzec, abyś uważał na niektórych posłów, którzy przyjechali burdy stroić. Chcą zmarnować sejm i mówić tylko o małżeństwie waszej królewskiej mości – dokończył Pszonka.
-Chcemy panie zakończyć tę sprawę jak najszybciej i zając się egzekucją, bo zbyt długo czeka ona na załatwienie. Widzimy jednak, że większość posłów mówi tylko o twoim panie ożenku, tak jakby ważniejszych spraw nie było – dodał od siebie Sienicki.
-Sami widzicie panowie, że większość posłów chce tylko o tym rozprawiać, zapominając o innych sprawach.
-Miłościwy panie – włączył się Siennicki – to nie jest większość posłów, a i oni wszyscy by zamilkli raz na zawsze, gdyba nie ta grupka warchołów, która przewodzi całej izbie i dodaje odwagi pozostałym.
-Któż to taki?
-Mniemam panie, że wiesz o kogo chodzi.
-Mam kilku na oku – odparł August i spojrzał na posłów.
-Podlodowski z sandomierskigo, Boratyński z krakowskiego i marszałek poselski Sierakowski. Ale on z tej trójki łotrów jest najmniej groźny.
-Ta trójka faktycznie się wyróżnia i uważam na nich.
-Dziś, gdy tylko opuściłeś panie salę senatorską, Podlodowski przypuścił atak na twoje panie małżeństwo i panowie senatorowie mają w poniedziałek mówić o tym.
-Nie frasujcie się waszmościowie, nie pozwolę im na to.
-Dziękujemy ci, panie za posłuchanie, bo zdaje się nam, że ku złemu ten sejm pójdzie i póki czas chcemy rzecz całą odmienić. Boimy się, że wojewoda Tęczyński coś złego szykuje.
-Dziękuję waszmościom za ostrzeżenie i zapraszam w niedzielę tu na zamek, na dobry obiad. – Po tym zaproszeniu obaj posłowie spojrzeli na siebie z uśmiechem, przytaknęli głową, po czym skłoniwszy się nisko wyszli z sali.
-Lasota! – rzekł głośno król i uderzył mocno dłonią w stół. – Musi być jakiś sposób na tego Podlodowskiego!
-Tylko, że on nie daje się przekupić, a jeśliby się dał, to zapewne bardzo drogo.
-Przyjdzie do mnie na kolanach, tylko muszę znaleźć na niego sposób – rzekł August i podparłszy czoło rękami myślał, jak poskromić przeciwnego mu szlachcica.
