Postacie: Dyrektor, Sekretarka, Malarka
(Dyrektor siedzi przy biurku, do niego podchodzi Sekretarka)

Dyrektor: Jestem zajęty.

Sekretarka: Nie uwierzy pan, panie dyrektorze co się stało!

Dyrektor: (drwi) Mąż do pani wrócił?

Sekretarka: Przyszła do nas i chce zostawić w naszym muzeum swój najnowszy obraz.

Dyrektor: Obrazów u nas jest za dużo. Szkoda, że nie możemy niektórych sprzedać.

Sekretarka: Ale to będzie obraz pani Leokadii.

Dyrektor: W życiu nie dałbym córce na imię Leokadia.

Sekretarka: Przecież pan dyrektor nie ma córki?

Dyrektor: A pani od roku już nie ma męża.

Sekretarka: Ale to jest sama Leokadia Dawinko.

Dyrektor: Czemu los ostatnio mnie tak doświadcza?

Sekretarka: O właśnie idzie (pojawia się Malarka z obrazem).

Malarka: W tym kraju nigdy nie szanowano artystów.

Dyrektor: (uśmiecha się) Witam panią, pani Leokadio.

Malarka: Tylko proszę mnie nie całować po ręce, bo znowu dostanę uczulenia.

Dyrektor: Od mojego pocałunku?

Malarka: Od pana wąsów. (po chwili) Żeby w XXI wieku mieć wąsy, to już jest przesada. Gdybym była ministrem, to nie zgodziłabym się, żeby wąsacz był dyrektorem takiego muzeum.

Dyrektor: Ale na szczęście pani … jest malarką.

Sekretarka: To ja pokażę panu dyrektorowi najnowsze dzieło pani Leokadii (prezentuje obraz).

Dyrektor: A jak pani nazwała to dzieło?

Malarka: To nie jest dzieło, tylko arcydzieło!

Dyrektor: Niech będzie arcydzieło.

Malarka: Może pani oświeci pana dyrektora, bo mnie nie wypada.

Sekretarka: Obraz nazywa się „Paniusia z wiewiórką”.

Dyrektor: Proszę się nie obrazić pani Leokadio, ale mam nieco inne wyobrażenie na temat współczesnej paniusi.

Malarka: Pan też odbiega od stereotypu współczesnego dyrektora.

Sekretarka: To takie arcydzieło, że ja chyba dzisiaj nie zasnę.

Dyrektor: Dam pani pigułki na sen. Mam jeszcze dwa opakowania, a za tydzień kończy się im okres przydatności do spożycia.

Sekretarka: Ja nawet we śnie będę widziała ten cudowny obraz.

Malarka: A panu dyrektorowi obraz chyba się nie podoba?

Dyrektor: Podoba mi się, tylko że ta wiewiórka jest jakaś dziwna.

Malarka: Ostatnio rozjechałam wiewiórkę samochodem, to jej się dobrze przyjrzałam.

Sekretarka: To dlatego chciała pani uwiecznić tę wiewiórkę na obrazie!

Malarka: Sekretarka, a taka spostrzegawcza.

Dyrektor: Mnie ta wiewiórka bardziej przypomina … skunksa.

Sekretarka: Panie dyrektorze, co pan mówi!

Malarka: Z biologii to miał pan pewnie tylko dostateczny i to z minusem.

Dyrektor: Teraz mnie pani obraziła, bo zdawałem z biologii maturę.

Sekretarka: Ależ ten obraz jest piękny.

Dyrektor: Ta paniusia na obrazie ma jednego wyszczerbionego zęba. (śmieje się) Chyba dla tej wiewiórki rozgryzała orzechy.

Sekretarka: Panie dyrektorze, pan nawet nie przypuszcza, kto pozował do tego obrazu pani Leokadii!

Dyrektor: Chyba nie pani?

Sekretarka: Gdzieżbym śmiała pozować do obrazu pani Leokadii!

Malarka: Pozowała mi pana żona.

Dyrektor: Moja żona?

Malarka: Ja żony nie mam.

Dyrektor: A więc moja żona chce przejść do historii?

Sekretarka: Już przeszła i to w jakim stylu.

Dyrektor: To ja tu tyram, a ona sobie pozuje do obrazu. Teraz dopiero będzie się mądrzyć.

Sekretarka: Pani Leokadia chce zostawić ten obraz, jako depozyt w naszym muzeum.

Malarka: Oczywiście za niewielką opłatą.

Dyrektor: A gdzie mielibyśmy umieścić tę „Paniusię z wiewiórką”?

Sekretarka: Najlepiej na centralnej ścianie ekspozycji.

Dyrektor: Na centralnej ścianie wisi obraz Jan Matejki.

Sekretarka: Obraz mistrza Matejki przesunie się na bok, a centralnie zawiesimy arcydzieło pani Leokadii

Malarka: Obok Matejki może wisieć.

Dyrektor: A może zdejmiemy obraz Matejki i zawiesimy „Paniusię z wiewiórką”?

Sekretarka: Nie śmiałabym tego proponować.

Dyrektor: Po moim trupie (po chwili). A ile pani sobie życzy za pozostawienie tego obrazu w depozycie naszego muzeum?

Malarka: Ja jestem patriotką i ze względu na to, zadowolę się kwotą 10 tys. złotych.

Dyrektor: Rozumiem, że 10 tys. rocznie?

Malarka: Ale z pana żartowniś. 10 tys. miesięcznie.

Dyrektor: 10 tys. miesięcznie to ja zarabiam.

Sekretarka: A mnie pan wmawia, że zarabia pan tylko 7 tys. miesięcznie.

Dyrektor: Tyle nie możemy pani zapłacić. To wykluczone.

Malarka: Proszę dać mi chwilę. (wyjmuje telefon i dzwoni) Cześć Krysiu. Jestem u twojego męża w muzeum i wyobraź sobie, że nie chce mi zapłacić 10 tys. miesięcznie za „Paniusię z wiewiórką” (po chwili). Dobrze, już daję mu telefon.

Dyrektor: (słucha wypowiedzi żony). Skarbie. Ależ Skarbie. Pani Leokadia po prostu nie zrozumiała mojego żartu. Oczywiście, że się zgadzam. Pa, skarbie.

Sekretarka: Pana żona ma dar przekonywania.

Malarka: Ja już muszę iść, bo pan minister zaprosił mnie na obiad.

Dyrektor: Minister Farbecki?

Malarka: Tak. Chce, żebym go sportretowała z jego suczką. Żegnam pana dyrektora (odchodzi).

Dyrektor: Ja też chyba zacznę malować obrazy. I już wiem kogo będę malował.