
W pierwszych dniach września Barbara Radziwiłłówna opuściła Wilno kierując się utartym traktem do Polski. Wielką księżną Litwy żegnała matka oraz grupka dygnitarzy litewskich, gdyż większość tamtejszych panów manifestowała niechęć do Radziwiłłówny za to, że tak wysoko awansowała. Jechała z nią do Polski jej siostra Anna, którą starano się teraz za wszelką cenę wyswatać. Kawalkada powozów po dotarciu do granicy ruszyła w stronę Łukowa, aby stamtąd skierować się na Radom.
Tymczasem August miał wyjechać naprzeciw Barbarze i powitać ją przed murami miasta. Mimo, że był zajęty wieloma sprawami to nie zapomniał o stroju, jaki miała założyć w czasie przyjazdu jego ukochana. Przyglądał się różnym sukniom, które wyłożono mu do obejrzenia. Wszystko to trwało dłuższy czas, bowiem sukni było prawie dwadzieścia i August miał nie lada dylemat.
-Ta ładna, a i ta nie gorsza – mówił sam do siebie, nie mogąc się zdecydować. Wtedy też dostrzegł wchodzącego do komnaty Lasotę. – Czego chcesz?
-Panie, podkanclerzy Grabia czeka na posłuchanie.
-Powiedz mu, żeby jeszcze poczekał, bo sprawy państwowe muszę dokończyć i przyjdź do mnie zaraz. – Wówczas Lasota tak jak wszedł, tak i zaraz wyszedł.
-A może by tak monetę rzucić? – pomyślał August, ale nie zdążył tego zrobić, gdyż wrócił Lasota, który od razu zaczął się szeroko uśmiechać.
– Z czego ci tak wesoło?
-Niezłe te cudeńka, chociaż wiele kosztowały.
-Ty mi lepiej doradź, którą wybrać dla księżnej Barbary, bo ja nie potrafię. Teraz pojmuję, dlaczego kobiety tak długo się ubierają, bo jak się tu zdecydować.
-Księżnej pani zapewne będzie ładnie w każdej z tych sukien.
-Powiedział co wiedział. Mnie się najbardziej te dwie podobają – i dotknął ciemnozielonej i jasnoniebieskiej sukni.
-Mówiłeś niegdyś panie, tylko zapomniałem gdzie…
-Ale co mówiłem?
-Mówiłeś panie, że księżnej Barbarze w niczym nie jest tak ładnie, jak w niebieskiej barwie.
-To prawda. Wezmę więc niebieską – ucieszył się August i zaraz dodał. – Tym bardziej, że w zielonej zawsze chodziła świętej pamięci Elżbieta.
-I jeszcze kto pomyśli, że to suknia po zmarłej nieboszczce królowej.
-Tylko ty mógłbyś coś takiego wymyślić. Weź ją przymierz.
-Ja? – zdziwił się sekretarz.
-Przyłóż ją do siebie. Myślałeś, że każe ci ją włożyć? – i zaśmiał się rozbawiony miną Lasoty, który właśnie przyłożył do siebie suknię. – Miałeś rację. Nawet tobie w niej do twarzy – i podumawszy chwilę dodał. – Niech ta zostanie, bo inaczej zwariuję. – W tym momencie dostrzegł uśmiech u Lasoty. – Coś ty taki wesoły, jakbyś się wina napił?
-Ty panie od razu myślisz, że jak jestem wesoły, to musiałem skosztować wina – oburzył się nieco Lasota.
-To pewnie pomyślałeś o winie.
-Wesoło mi panie, bo podoba mi się w Radomiu.
-A mnie się widzi, że podobają ci się tutejsze mieszczki, które jak zauważyłem są urodziwe.
-Ty panie nie powinieneś się zachwycać mieszczkami, bo jesteś żonaty – przypomniał przekornie Lasota.
-To mam patrzeć tylko na ciebie? Przecież Biblia nie zabrania patrzeć, tylko mówi, żeby nie cudzołożyć.
-Pragnę ci przypomnieć panie, że pisze tam, że jeśli patrząc dopuścisz się cudzołóstwa, to lepiej sobie oko wyłupić.
-Oj Lasota – i pokiwał głową – gdyby patrzenie uchodziło za cudzołóstwo, to księża nie mieliby z czego spowiadać.
-Chociaż to i tak jest cud, że ty panie patrzysz tylko na niewiasty, bo wcześniej…
-To było wcześniej, a teraz już mam na kogo patrzeć i o kim myśleć. Chodźmy do podkanclerzego, bo i on jeszcze dopuści się cudzołóstwa, patrząc na tutejsze służki. – Następnie śmiejąc się poszli na spotkanie z podkanclerzym Mikołajem Grabią.
Pieczętarz koronny koronny był nieco znudzony oczekiwaniem na władcę i od razu zerwał się z krzesła na jego widok.
-Wielce się cieszę, że zechciałeś waszmość przybyć, aby powitać moją małżonkę.
-Jestem do usług waszej królewskiej mości.
-Myślałem, że wymówisz się waszmość chorobą, bo przecież to moja pani matka nominowała cię na ten urząd, a pani matka jest przeciwna mojemu małżeństwu.
-Nie przeczę, bo miłościwa królowa była moją protektorką, ale jako podkanclerzy jestem winny posłuszeństwo królowi, nie zaś królowej.
-Żeby wszyscy tak myśleli, to sejmiki nie poszłyby tak opornie.
-Przecież wszędzie już wybrali posłów, panie.
-Wybrać wybrali, tylko kogo? W Środzie tych, których wybrano, przysięgali na krzyż, że będą się sprzeciwiać mojemu małżeństwu. A na innych sejmikach też wybrali na posłów takich, którzy oświadczali się jako wrogowie księżnej Barbary.
-Najważniejsze, że wreszcie wybrano posłów. A to wiem, że już tak nie gardłują przeciwko tobie panie, tak jak to było w lipcu. Myślę, że do sejmu wszystko się uspokoi.
-Daj Boże, bo inaczej dojdzie do rokoszu. Może kielich wina panie podkanclerzy? – zaproponował z uśmiechem Jagiellon.
-Królowi się nie odmawia.
-Jerzyczek! – zawołał August i ten po chwili się pojawił. – Jerzyczek nalej nam wina. – Wówczas pokojowiec w mgnieniu oka przyniósł puchary i dzban wina. – Wiesz pewnie panie podkanclerzy, że ksiądz kanclerz nie wymawiał się od powitania mojej małżonki. Chodzi tylko o to, aby pokazać tym co się sprzeciwiają, że nie tylko hetman i kanclerz służą królowi, ale i ty też, panie podkanclerzy.
-Zawsze jestem do usług, panie – oznajmił Grabia i ochoczo wychylił puchar.
-Może jeszcze? – zaproponował August.
-Gościnność nakazuje, aby nie pić szybciej od gospodarza, a po pierwszym pucharku, dla pozoru, powinno się odmówić. Tak mnie uczono, ale ja nie odmawiam trunku, a królowi tym bardziej. – Po tych słowach Jerzyczek nawet nie czekał na królewskie polecenie, tylko lał wino po brzegi.
-Zobaczysz panie podkanclerzy, że wszyscy przyjdą do mnie, ale kto będzie pierwszy, ten zyska najwięcej.
-To samo mówi moja małżonka, panie – i teraz podkanclerzy ugryzł się w język. – Ale ja panie nie przybyłem tu dla nagrody.
-Wierzę ci panie podkanclerzy, a nagroda będzie, bo tym wszystkim, którzy pojutrze będą witać moją małżonkę, nadam wszystkie wakujące królewszczyzny.
-Tylko nie wiem panie, jakimi słowami powitać wielką księżną? – Tu August spostrzegł, że podkanclerzy Grabia jest wyraźnie zakłopotany.
-Trzeba ją powitać zwyczajnie? – oznajmił nieco rozbawiony król. – Tak samo jak mnie witasz waszmość. Zresztą co powiesz, to będzie dobrze.
-Wolałbym panie z karty odczytać, bo wielce się zapominam.
-Wtedy wszyscy pomyślą, że czytasz waszmość to, co ci napisano.
-Jestem panie trochę bojaźliwy – bronił się Grabia.
-Przecież to nie sejm, a poza tym nikt tego nie będzie wnikliwie słuchał, bo wszyscy będą myśleć o uczcie i o tym, żeby jak najszybciej zasiąść do stołu.
-Prawda to, bo i moja małżonka też się tak zachowuje.
-Powitanie będzie po łacinie – zaczął August, lecz zaraz zmienił zdanie. – Albo lepiej po naszemu, bo księżna Barbara ma złe wspomnienia, gdyż jej zmarły mąż mówił do niej tylko po łacinie.
-Tak się stanie panie jak mówisz – zgodził się Grabia.
-Zatem przyjdź waszmość wieczorem, to omówimy całą sprawę, bo teraz muszę obejrzeć przygotowania do wjazdu.
-Będę wieczorem miłościwy panie – potwierdził podkanclerzy i wolnym krokiem opuścił komnatę. Jednak tyle co wyszedł, Lasota wybuchnął tłumionym dotąd śmiechem.
-Ty chyba dzisiaj z głupim się widziałeś? – zdenerwował się August.
-Nie panie, ale nie wiedziałem, że świętej pamięci wojewoda Gasztołd mówił do księżnej Barbary po łacinie.
-Czy to takie dziwne?.
-Przecież księżna Barbara nie zna łaciny.
-To co miałem powiedzieć? Że Barbara mówi tylko po polsku i po litewsku?
-A księżna Ferrary włada pięcioma językami – zażartował Lasota.
-Wierz mi, że gdybyś był moim bratem, to bym cię z nią ożenił i jeszcze bym was nauczył dwóch innych języków. Wtedy co dzień byś rozmawiał z nią innym językiem – zakpił poirytowany August. – Weź lepiej zobacz, czy nie ma marszałka Radziwiłła. – Następnie, gdy sekretarz opuścił komnatę August spojrzał w lustro i rzekł z zadowoleniem – Jak na króla, to jestem ładny. – Po dłuższej chwili odwrócił się i przemówił do wchodzącego Lasoty. – I co?
-Marszałek już czeka, panie.
-To niechaj wejdzie. – Zaraz też uchyliły się drzwi, w których pojawił się przepysznie wystrojony marszałek litewski Mikołaj Czarny Radziwiłł.
-Kazałem ci czekać marszałku, bo podkanclerzy Grabia był u mnie.
-Wiem panie, bo zamieniłem z nim słowo.
-Co masz w ręce panie marszałku?
-Paszkwil, panie.
-Już tyle mi ich przysłałeś, marszałku – skrzywił się August.
-Ten jest nowy. Moi ludzie dowiedzieli się, że pisał go młody Trzecieski, który powrócił do Polski z zagranicy.
-Zapewne i on oczernia moją małżonkę? – oznajmił August, lecz widząc, że Czarny chce go czytać, szybko dodał. – Przeczytaj waszmość, ale tylko trochę.
-„Panowie bracia. Król nasz godziwy pojął niegodziwą niewiastę, czym tylko całe królestwo zbezcześcił, splamił i zniesławił…”.
-To już słyszałem, tylko nie wiedziałem kto to napisał – przerwał mu August.
-Chcę panie jeszcze o jednej rzeczy pomówić.
-Mów, marszałku.
-Czy pamiętasz panie Łobockiego?
-Nie pamiętam.
-To ten ze skrzywioną gębą – przypominał Czarny i wykrzywił twarz.
-Teraz już sobie przypomniałem – odparł król z uśmiechem.
-Otóż ten zdrajca, pies mu mordę lizał, rozpowiada po całej Litwie, a ostatnio też w Polszcze, rozpowiada o tym, jak jeździłeś panie do księżnej Barbary. Łże o jej złym prowadzeniu się i wiele rzeczy wymyślonych i nieprzyzwoitych gada. A że ten niegodziwiec był naszym sługą, to ludzie pomyślą, że to prawda.
-A czemu już nie jest waszym sługą, marszałku?
-Odprawiłem go, bo sam widziałem jak się uśmiechał do mojej żony Elżbiety. Tak go strzeliłem w łeb, że aż mnie ręka zabolała.
-To nie dziwota, że tak nas atakuje, a nasi przeciwnicy i pani matka, tylko czekają na takich i złotem im sowicie płacą.
-Trzeba by temu Łobockiemu zamknąć gębę – rzekł twardo Czarny.
-Tak sobie myślę, że gdybym nie był królem, to i mnie byś przyłożył w głowę marszałku – ostudził jego zapały August.
-Tobie panie? Być to nie może!
-Przecież na twoim weselu marszałku uśmiechałem się do twej małżonki? – zażartował Jagiellon.
-Nie widziałem panie – odrzekł zakłopotany Radziwiłł.
-Obiecuję, że już nie będę się uśmiechał – zapewnił rozbawiony August, ale Czarny nic na to nie odpowiedział. – A skoro o tym mowa, to jak miewa się pani marszałkowa litewska?
-Dziękuję panie za pamięć. Miewa się dobrze.
-Ale jeszcze ci marszałku nie urodziła syna? – zażartował ponownie Jagiellon.
-Gdzież tam panie. Przecież na to rok potrzeba. Od razu bym o tym powiedział ci panie.
-Jeśli chcesz panie marszałku to jedź ze mną obejrzeć dekoracje, które zrobiono przed miastem na powitanie księżnej Barbary. – Na tę propozycję Czarny skinął głową, a wtedy August dodał. – A z tym Łobockim zrób co zechcesz. W końcu to był twój sługa.
***
Niedługo potem król i marszałek litewski w towarzystwie Lasoty i asysty jeźdźców udali się poza mury Radomia, gdzie robiono ostatnie przygotowania na powitanie Barbary. Wrześniowe słońce mocno przygrzewało i nic nie zapowiadało zmiany pogody. Jeźdźcy wjechali pod łuk triumfalny, który ustawiono przed główną bramą miasta.
-Mistrzu, czy wszystko gotowe? – zawołał król.
-Tak miłościwy panie, tylko jeszcze dostrajamy nieco.
-Panie – szepnął do Augusta Czarny – wydaje mi się, że nasz herb Radziwiłłów jest za mały.
-Panie marszałku! Chcesz, żeby polski orzeł i litewska pogoń były mniejsze od twojego herbu? Powinno ci wystarczyć marszałku, że te twoje trąby są w samym środku.
-Masz rację, panie – przyznał niechętnie Czarny.
-Tutaj staną władze miasta, a wzdłuż drogi ustawi się jeźdźców. Lasota, czy pan Zebrzydowski już przybył?
-Będzie wieczorem, panie.
-Ilu jeźdźców witało wielką księżną w Łoszycach?
-Trzystu, panie – odpowiedział Czarny.
-Dwustu, panie – sprostował niepewnie Lasota.
-A dodałeś marszałku panu Zebrzydowskiemu jeźdźców na granicy?
-Kilku dodałem, panie – odrzekł Radziwiłł.
-Zatem nie miał więcej niźli dwustu, ale pojutrze każę rozstawić czterystu albo nawet pięciuset. Lasota! Co z tym czarnym suknem?
-Łobzoski, co z tym suknem? – zapytał Lasota stojącego przy bramie człowieka.
-Już zakupione, panie, ale targi długie były. Żydzi bardzo dużo chcieli, gdy się dowiedzieli, że to dla ciebie panie.
-A skąd wiedzieli?
-Żydzi by o czymś nie wiedzieli! Targowali się dopóki im nie powiedziałem, że jak nie spuszczą z ceny, to pojadę do samego Gdańska. – Tu kupiec się uśmiechnął i dokończył. – Wtedy już spuścili z ceny.
-A chociaż czarne zakupiliście? – zażartował August.
-A jakże, panie. Czarne liońskie sukno. Sięgnie do tamtych drzew albo i dalej. Będzie ze 200 łokci.
-To bardzo dobrze. Róbcie co trzeba i módlcie się, aby była pogoda – rzekł zadowolony z przygotowań August.
-Będzie pogoda panie, bo wrony wysoko latają – wtrącił się Czarny.
-Oby tak było – rzekł król i po chwili ruszył w stronę oddalonych o kilkadziesiąt metrów drzew. – Pisałeś mi marszałku, że Łukowie moją małżonkę witał biskup płocki Nosowski?
-Tak, panie. Wielu panów koronnych tam było, których skaptowałem.
-Hetman Tarnowski pisał mi, że to on ich skaptował.
-Skaptowaliśmy panie – poprawił się Czarny. – Był też pan wojewoda ruski Firlej i lubelski wojewoda też był. – August jednak nie bardzo słuchał Radziwiłła, tylko przyglądał się drzewom, aż w końcu zapytał.
-Co by tu zrobić z tymi drzewami, Lasota? – Ten jednak nie zdążył odpowiedzieć, gdyż włączył się Radziwiłł.
-Było też wielu kasztelanów i wiele pań senatorek. Była księżna Anna Odrowążowa z córką Zofią…
-A wojewody Odrowąża nie było?
-Nie, panie.
-Pewnie był pijany. Sam nie przybył, ale przysłał żonę.
-Była też wojewodzina Firlejowa, ale zapomniałem jej imienia. Była też wojewodzina podolska Anna, co z rodu Kolów pochodzi, a przez swą matkę jest krewną księżnej Barbary, jako i moją.
-Zatem cała Ruś za mną stoi jako i województwo lubelskie – oznajmił radośnie król. – Lasota, wymyśliłeś coś?
-Jeszcze nie, panie.
-Można by je ściąć, żeby nie wadziły – poddał propozycję Czarny.
-Przecież to lipy, które Barbara tak bardzo lubi.
-Można by panie… – zaczął Lasota, ale nie skończył.
-Mów?
-Można by powiesić wszystkie suknie, które zakupiłeś panie.
-Tak myślę Lasota, że gdyby ciebie ubrać w taką suknię i przywiązać do drzewa, to lepszego widoku by nie było.
-I wszyscy by patrzeli na mnie, a nie na księżną Barbarę.
-Nic to. Jutro się coś wymyśli. Rankiem tu jeszcze przyjedziemy, a teraz czas wracać do zamku, bo zgłodniałem nieco.
-Panie, zdałoby się opłacić kilku ludzi, którzy by paszkwile zrywali w mieście – rzekł Czarny.
-I tak wszystkich nie zerwą. Robię co w ludzkiej mocy, aby żaden z tych haniebnych paszkwili nie dotarł do mojej małżonki, ale to chyba daremny trud.
-A gdyby tak płacić za każdy przyniesiony paszkwil?
-To wtedy panie marszałku sami będą po nocach je przepisywać. Wydałem moim ludziom rozkazy, aby upilnowali tych, co je roznoszą i dali im nauczkę. – Po tych słowach ruszyli w stronę zamku, ale przez dłuższy czas jechali w milczeniu, gdy nagle król zwrócił się do swego sekretarza.
-Już prawie pięć miesięcy nie widziałem Barbary, a tu jeszcze dwa dni – westchnął król.
-A gdyby tak przyszło ci panie jeszcze miesiąc czekać?
-Nie zdzierżył bym tego Lasota. Pojechałbym do niej nawet na godzinę, ale bym pojechał.
-A pamiętasz panie co mówiłeś, gdyśmy pierwszy raz jechali na Litwę? – Tu Czarny wytężył swój słuch, aby czegoś się dowiedzieć i dla niepoznaki spoglądał w przeciwną stronę.
-Pamiętam Lasota i dlatego lepiej nie mówić za dużo i się nie zarzekać. – Po tych słowach uśmiechnął się do swego sekretarza i w milczeniu jechał wolno do zamku
