
Udusiłem kurczaka. W winie. Myślę, że to najbardziej szlachetny sposób. Nawet dodałem miodu, żeby mu osłodzić ostatnie chwile. Zresztą był już martwy wcześniej. Chyba z tydzień po terminie go dusiłem więc raczej nie można mi zarzucić, że nie dałem mu szansy. Piszę o duszeniu kurczaka jako akcie bezprzykładnej nekro… coś tam, bo coraz częściej słyszę, jak ludzie kupujący mięso w Biedrze mówią o nim per „truchło”. To jest oczywiście efekt pedagogiki wstydu stosowanej w mediach nie wiadomo przez kogo i po co. To znaczy: wiadomo. I tak sobie teraz myślę, dopijając to wino, które nie poszło do garnka z kurczakiem, że gdyby komuś rzeczywiście zależało na tych biednych stworzeniach, to właśnie im a nie ludziom skanowałby świadomość i w formie chipów czy czegoś tam, przenosiłby na inne kurczaki – klony czy coś.
Sam nie wiem – może powinienem to przetłumaczyć na norweski i wysłać Breivikowi do więzienia, żeby przekazał swoim kumplom z loży!?…
