
Pozostajemy w latach ’70. To będzie 1974 rok, z płyty pod tym samym tytułem zespołu „Andrzej i Eliza” (Rybiński i Grochowiecka – ówczesna żona; oprócz nich grupę zakładał Zbigniew Hołdys, a większość tekstów napisał Bogdan Olewicz – tak wykuwała się stal…).
Ale kogo to obchodzi…?
To jest piosenka, która – zawsze to powtarzam – gdyby powstała na Zachodzie, byłaby światowym hitem (tak jak np. „Jej portret” Nahornego) i nagraliby ją i Elvis, i Frank Sinatra, i pomniejsze wilczury. A Rybiński byłby milionerem. Ale wtedy nie miałbym okazji (z pięć razy!) stać na jego recitalach tuż przed lokalnymi festynowymi/dożynkowymi scenami i się tą piosenką zachwycać na żywo. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Nie ma.
Rybiński: „Nie byłoby „Czasu Relaksu”, gdyby nie przypadek. Był 1974 r. kończyliśmy właśnie nagrywanie naszej drugiej płyty dla Polskich Nagrań. Miała nosić tytuł „Franciszek, Marianna i Inni…”, od utworu, który napisaliśmy z Bogdanem Olewiczem. W tamtym czasie dyrektorem artystycznym wytwórni był pewien kompozytor, który nie podpisał płyty do produkcji, jeśli nie znalazły się na niej co najmniej dwie jego kompozycje. Podobnie było z tym naszym „Franciszkiem, Marianną i inni”. Właśnie w trakcie naszych nagrań sprawa się wydała, wybuchła afera, pana zwolniono, a w Polskich Nagraniach postawiono szlaban na jego piosenki. Tak więc, nagle, zabrakło nam dwóch utworów. Trzeba było szybko coś wymyślić. Siedzimy więc na korytarzu studia przy Długiej, Boguś z notatnikiem, ja coś kombinuję z gitarą w ręce, niby przerwa, ale w powietrzu wyraźne napięcie. W pewnym momencie Boguś wyrywa kartkę z notesu, a tam są dwa słowa „czas relaksu”. To ja coś mruczę, „czas relaksu, relaksu to czas” i zaczyna nam się to rozwijać. On dopisuje kolejne linijki, ja dobieram akordy. Po kwadransie było po wszystkim. Przysłuchiwał się temu Rysiek Poznakowski, który gdy skończyliśmy, z tym swoim charakterystycznym „r”, zawyrokował „Kuhhhhhhwa, panowie, żaden tam ”Fhhhanciszek, Mahhhhhhhianna i Inni”, płyta ma się nazywać „Czas Hhhhelaksu”, napisaliście przebój.”
Oryginał:
I urocza wersja ze Zbigniewem Wodeckim i Ryszardem Rynkowskim z okolic 2000 roku:
