Goście zagraniczni, którzy przybyli na pogrzeb Zygmunta Starego, powoli opuszczali Kraków i udawali się do swoich rodzinnych stron. W stolicy Polski pozostało tylko kilku wpływowych dostojników państwowych, którzy mieli doradzać królowi, jak ma postępować w starciu z opozycją.


Pod koniec upalnego lipca 1548 roku odbyła się rada senatu. August poszedł na wyraźne ustępstwo, nie chcąc zaogniać konfliktu z opozycją Na prośbę prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego, który przedłożył mu intencje szlachty wielkopolskiej, król zgodził się ponownie zwołać sejm koronny do Piotrkowa. Tym razem zgromadzenie parlamentu miało się rozpocząć w końcu października, a nieco wcześniej zapanowano sejmiki przedsejmowe.

-Wdzięczny jestem waszej królewskiej mości za przychylenie się do supliki szlachty z Wielkiej Polski proszącej o przesuniecie sejmu na jesień oraz za zwołanie sejmików.

-Chcę ci przypomnieć księże prymasie, że sejmiki już się odbyły i powinienem odbyć sejm w takiej liczbie posłów, jaka została wybrana w lipcu.

-Wtedy zabrakłoby szlachty z Wielkiej Polski i z Mazowsza.

-Mieli takie same możliwości jak szlachta i w Małej Polszcze, a że nie chcieli wybrać posłów, to mieliby pretensje do samych siebie – odparł Dzierzgowskiemu August

-Ośmielam się przypomnieć panie, że szlachta sandomierska też nie wybrała posłów – wtrącił wojewoda sandomierski Tęczyński.

-Pewnie by wybrali, gdyby nie było tam ciebie, panie wojewodo, a na Mazowszu twego brata, księże prymasie!

-Czyżbyś posądzał nas panie o wichrzenie przeciwko tobie? – wybuchnął Tęczyński

-Tego nie powiedziałem – bronił się August.

-Ale ja tak to pojąłem – nie ustępował Tęczyński.

-Ejże, panie wojewodo! Pamiętaj, że mówisz do króla – przywołał go do porządku August – Ja nie będę płakał, tak jak świętej pamięci mój ojciec! W innym kraju już byś stanął przed sądem wojewodo, bo są tacy, którzy potwierdzą, że występowałeś przeciwko królewskiemu majestatowi. Czy zaprzeczysz temu, wojewodo?

-Nie przeciwko tobie, panie – odparł spokojnie Tęczyński

-To przeciwko komu, pytam się? – wybuchnął August.

-Przeciwko twemu panie małżeństwu – odparł niepewnie wojewoda sandomierski.

-Małżeństwo to moja rzecz!

-Król nigdy nie stanowił sam o swoim małżeństwie – włączyła się teraz królowa Bona.

-To będzie stanowił, bo albo jestem królem, albo nie! – Na te słowa do rozmowy włączył się kanclerz Maciejowski, który chciał nieco rozładować napiętą sytuację.

-Źle się stało, że szlachta nie wybrała posłów, ale jeszcze gorzej, że z Wielkiej Polski zabrakło na pogrzebie większości wojewodów. Do tego pan kasztelan poznański powiedział, że wolałby Niemca na polskim tronie, a przecież wiadomo, że Niemiec zawsze był największym wrogiem Polski i zawsze nim będzie. Po to są w Polszcze sejmy, aby wszystko na nich omówić, a nie rwać sejmiki za podpuszczeniem kilku niezadowolonych senatorów.

-Zaiste, mądre to słowa – przyznał marszałek Kmita. – Na sejmie trzeba wszystko załatwić, bo po to on jest zwoływany, aby wszyscy decydowali o tym co będzie najlepsze.

-Zatem trzeba wszystko odłożyć na czas obrad, a teraz trzeba załatwić kilka spraw, które nie cierpią zwłoki – rzekł August i spojrzał w stronę Bony. – Pani matko, skoro mój czcigodny ojciec zapisał ci w oprawie wdowiej dobra mazowieckie, to rozkażę, aby tak się stało i przekażę wszystko pod zarząd twoich sług.

-Nie potrzeba, panie – odparła wyniośle Bona. – Sama chcę zarządzać tymi dobrami na miejscu i lada dzień wyjeżdżam na Mazowsze.

-Nie zostaniesz pani matko na Wawelu?

-Moja rola w Krakowie skończona. Nic mnie tu już nie trzyma. Tym bardziej, że jest już ta, która zajmie moje miejsce.

-Rozumiem pani, że chcesz obejrzeć swoje mazowieckie dobra i wrócić tu na Wawel?

-Tutaj owszem, ale dopiero po śmierci – zażartowała Bona. Po tej wypowiedzi zapanowała chwila milczenia, aż w końcu głos zabrał August.

-Jeśli taka twoja wola, to nie będę wzbraniał. Na dziś narada skończona, a inne sprawy będą rozpatrywane na sejmie w Piotrkowie. – Po tej deklaracji wszyscy powstali z miejsc, z wyjątkiem króla, który po chwili dodał. – Pragnę jeszcze zapytać cię pani matko jako i was panowie, o zdanie względem ożenku królewien Anny i Katarzyny.

-A któż to zabiega o rękę cór królewskich? – zdziwił się prymas Dzierzgowski, który wiedział doskonale, że Jagiellonki nie miały dotąd wielkiego powodzenia.

-Wczoraj taką wolę ożenku oświadczył mi książę pruski Albrecht i jego bratanek, margrabia Albrecht Alcybiades. – Po tych słowach prymas Dzierzgowski zdziwił się jeszcze bardziej, podobnie jak obecni na naradzie dygnitarze. – Przejąłem wprawdzie opiekę nad moimi siostrami po śmierci czcigodnego ojca, ale nie chcę ich wydawać bez zgody senatu.

-Tak jako i ty panie, nie powinieneś się żenić bez zgody panów senatorów – wtrąciła się od razu Bona.

-To inna rzecz, bo jam jest królem. – Tu królowa tylko się szyderczo uśmiechnęła, lecz nic nie dodała. – Oznajmiłem księciu pruskiemu Albrechtowi i jego bratankowi, że to niestosowana pora, aby w żałobie o mówić o ożenku.

-Wiedziałam o tych zamysłach, bo dziś rano obaj Hohenzollerny byli u mnie w tej sprawie. Ale skoro to ty panie przejąłeś opiekę nad królewnami i zapewne znajdziesz dla nich posag, to sam zdecyduj – zakpiła Bona.

-Ale ja chcę usłyszeć zdanie wszystkich w tej sprawie, zwłaszcza twoje, pani matko?

-Powiem otwarcie, że wolałbym, aby moje córki poszły na inne dwory, niż do Królewca czy Ansbachu.

-Książę Albrecht i jego bratanek to heretycy i nigdy nie poprę ożenku królewien z odszczepieńcami naszej świętej wiary. – Wyraził się Dzierzgowski, po którym głos zabrał Maciejowski.

-Bywało już tak, że polska królewna poszła za niekatolika, jak chociażby siostra waszej królewskiej mości, Jadwiga. Jeśli by to miało być z korzyścią dla Polski, to ja odradzał nie będę.

-Dwie polskie królewny za odszczepieńców, to o wiele za dużo! Cóż by sobie o nas w Rzymie pomyśleli? – włączył się ponownie prymas Dzierzgowski.

-Siostry waszej królewskiej mości nie są jeszcze takie stare, żeby musiały się już wydawać za mąż. Proponuję, żeby poczekać na lepsze kandydatury – oznajmił marszałek Kmita.

-A ty panie podskarbi, co o tym myślisz? – zwrócił się August do Jana Spytka Tarnowskiego, który zabierał głos tylko wtedy, gdy go o to proszono.

-Żeby wydać za mąż dwie królewny, trzeba mieć na dwa sowite posagi. A z pieniędzmi u nas teraz krucho – skończył nieco zakłopotany.

-Zatem odkładam to na czas późniejszy, tym bardziej, że w okresie żałoby nie wypada mówić o ożenkach. – Po tej deklaracji wszyscy powstali z miejsc, aby pożegnać króla, gdy ten zwrócił się do Dzierzgowskiego i Maciejowskiego. – Zechciejcie jeszcze zostać się na chwilę, czcigodni księża. – Rzekł Jagiellon i czekał aż sami pozostaną w komnacie. – Doszły mnie wieści księże prymasie, że jawnie okazujesz swoje niezadowolenie z mego małżeństwa!

-Nie przeczę, miłościwy panie, chociaż trudno to nazywać małżeństwem. Ja przecież, jako prymas, ślubu nie dawałem, a wedle naszego prawa, ja to powinienem uczynić.

-Mówiąc tak jak teraz, dodajesz księże prymasie otuchy tym, co wichrzą przeciwko mnie.

-Nie przeciwko tobie, miłościwy panie, tylko przeciwko tej rozpustnej Litewce. – W tym momencie August tak bardzo się zdenerwował, że aż powstał z miejsca.

-Nie próbuj więcej tak mówić prymasie, bo za wiele sobie pozwalasz! Jakim to prawem zwołałeś prymasie w kwietniu zjazd panów Wielkiej Polski do Gniezna. – Teraz Dzierzgowski złożył dłonie i udając pokorę odrzekł.

-Prawem Boskim, które dano mi jako pasterzowi, abym chronił powierzony mi lud.

-Nie zapominaj księże prymasie, że winien mi jesteś posłuszeństwo jako królowi.

-Posłuszeństwo jestem winny tylko papieżowi.

-Pamiętaj prymasie, że to ja zatwierdzam wszystkie nominacje kościelne i jeśli będziesz mi przeciwny, to przywołam cię prymasie do posłuszeństwa!

-A ja przywołuję pamięć świętego biskupa krakowskiego Stanisława, który oddał życie, aby pozbawić władzy tyrana. – Na te słowa August zaśmiał się szyderczo.

-Nie obawiaj się księże prymasie i radzę ci poszukać innej drogi do świętości, bo nic podobnego już się w Polszcze nie powtórzy.

-Czy wasza królewska mość ma jeszcze jakieś pytanie?

-O jedną rzecz mi tylko chodzi. Rozpowiadałeś prymasie, że moje małżeństwo nie zostało zawarte zgodnie z prawem Bożym.

-Tak, miłościwy panie i nie jest ono ważne.

-Jest ważne! I radzę ci prymasie, abyś nie powtarzał tego, co powiedziałeś na sejmiku w Środzie, że nigdy nie ukoronujesz mojej małżonki Barbary!

-To prawda panie i nie nigdy tego nie uczynię, bo to nie jest twoja panie małżonka, tylko konkubina.

-Nie mów tak przy mnie prymasie, bo na to nie pozwalam! Radzę ci też księże prymasie, abyś się rychło opamiętał.

-Tak jako i ty panie – dodał pewny siebie prymas i oddawszy królowi pokłon szybko wyszedł z sali. August tymczasem odetchnął głęboko i zapytał.

-I co ty na to, księże kanclerzu?

-Nie jest to dobre, bo opór prymasa przeciwko tobie panie dodaje odwagi przeciwnikom.

-Muszę poskromić prymasa Dzierzgowskiego, aby wiedział, że przeciwko królowi się nie występuje.

-Tylko, że to najwyższa godność kościelna w Polsce. Ksiądz prymas ma poparcie królowej Bony i nie ma przeciwwagi.

-Ty księże kanclerzu będziesz przeciwwagą dla prymasa – zakomunikował wesoło król.

-Biskup krakowski nigdy nie będzie na równi z arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski w jednej osobie.

-Ale biskup krakowski i kardynał, a do tego jeszcze kanclerz w jednej osobie, będzie przeciwwagą. – Teraz August uśmiechnął się do Maciejowskiego i dodał. – Jesteś mi oddany księże biskupie całym sercem jak nikt inny w Polszcze. Przyznam ci się teraz, że dałem Kromerowi zalecenie, aby wystarał się dla ciebie w Rzymie o kapelusz kardynalski.

-Łaska waszej królewskiej mości jest nadzwyczajna – odparł zawstydzony kanclerz.

-Zasługujesz na to kanclerzu, ale nie zaszkodziłoby przywołać do posłuszeństwa prymasa Dzierzgowskiego zanim zostaniesz kardynałem. Zbliża się sejm, a opór prymasa, jak sam rzekłeś kanclerzu, doda odwagi niezadowolonym z mojego ożenku.

-Trudne to będzie, panie – rzekł z powagą Maciejowski.

-Wiem, bo nic mi na myśl nie przychodzi.

-Przyznam ci się panie, że mam w głowie jedną myśl, chociaż nie godzi się, aby biskup krakowski występował przeciwko prymasowi Polski. – Po tych słowach August tylko się uśmiechnął do niego i chcąc przełamać jego opory, rzekł krótko.

-Tak samo i prymas nie powinien występować przeciwko królowi. – Tu Maciejowski przytaknął mu głową. – Mów zatem księże kanclerzu, co zaświtało w tej świętej głowie?

-Pamiętasz panie maksymę, że „Historia magistra vitae est”.

-Od dzieciństwa wiem, że historia jest mistrzynią życia – odparł wesoło król.

-Przed prawie dwudziestu laty, gdy prymasem był jeszcze świętej pamięci ksiądz Łaski, jego świątobliwość papież nakazał mu, aby zgłosił się do Rzymu i oczyścił się z zarzutów przeciwko niemu. Masz miłościwy panie duże wpływy na dworze papieskim w Rzymie i możesz sprawić, aby i ksiądz prymas Dzierzgowski otrzymał takie samo wezwanie. Wtedy pomożesz mu panie oddalić papieskie wezwanie, ale w zamian za posłuszeństwo. – August aż odetchnął z ulgą, gdyż pomysł był przedni.

-Od wielkich trudności rozpocząłem rządy w Polszcze, ale za to mam do pomocy takiego kanclerza, jakiego dotąd nikt nie miał.

-Wasza królewska mość jest aż nadto łaskaw dla mnie.

-Bo jest za co. Jeśli złamiemy prymasa Dzierzgowskiego, to inni też się złamią. Nie od razu człowiek jest duży. Zapraszam cię kanclerzu na wieczerzę, którą chcę zjeść z panią matką i z siostrami. – Po tych słowach zawahał się na chwilę i zapytał. – Powiedz mi jeszcze księże kanclerzu, co myślisz o ożenku moich sióstr?

-Skoro mam być szczery, to będę. Siostry waszej królewskiej mości nie mają wielkiego powodzenia, bo nikt jeszcze w swaty nie przyjeżdżał. To prawda, że Hohenzollerny to odszczepieńcy naszej wiary, ale królewny też już nie są najmłodsze, bo dwadzieścia lat dawno ukończyły. Radziłbym zatem brać to co jest, bo później i tego może nie być.

-Tym bardziej, że moje siostry nie są zbyt urodziwe, tylko zarozumiałe – dodał August i powstał z krzesła, aby udać się na wieczerzę.

***

Stół królewski tak jak zawsze był bogato zastawiony, na którym znalazły się liczne smakołyki. Posiłek upływał w miarę spokojnie, gdy nagle August zwrócił się do Bony.

-Pani matko, chciałbym, abyś pozostała na Wawelu, bo tutaj jest miejsce królowej Polski.

-To prawda i gotowa jestem tu zostać, ale pod warunkiem, że poślubisz księżniczkę francuską Małgorzatę.

-Pani matko, przecież jestem żonaty – przypomniał.

-Nie uważam jej za twoją żonę, ani nikt inny w Polszce. A skoro chcesz ją tutaj sprowadzić, to ja wyjeżdżam, bo dla nas dwu, Wawel jest za mały.

-To każę go rozbudować – zażartował August.

-Nigdy nie zamieszkam z nią pod jednym dachem, bo to prosta Litewka, która nawet nie zna etykiety dworskiej.

-Pani matko, nie wiesz co mówisz!

-Wiem co mówię, tylko ty nie wiesz co czynisz, ale jak już się opamiętasz i ją odeślesz na Litwę, to jestem gotowa tu powrócić.

-Zatem pani matko nie przywitasz mojej małżonki Barbary? – Tu Bona sięgnęła po puchar z winem i ze złowrogim uśmiechem odparła.

-Mogę ją przywitać, ale batem, bo tak się wita niewdzięczne sługi.

-Pani matko, chcę żyć z tobą w zgodzie tak jak dawniej – rzekł August, zdając się nie zważać na słowa Bony.

-Oszczędź sobie tego mój synu i panie. Już poseł pruski Brandt chciał nas pogodzić po kryjomu i jemu też nie wyszło.

-Zatem nie uznasz jej pani matko za synową?

-Nigdy! Przenigdy! Ona jest tylko moją poddanką, a nie żadną synową. Czekam tylko na to, aż ci się wreszcie znudzi, bo zapewne tak się niedługo stanie.

-Zapewniam cię pani matko, że nigdy się tak nie stanie – oznajmił stanowczo August.

-Zatem i ja nigdy jej nie powitam, chyba, że przyjdzie do mnie na kolanach i przeprosi za wszystko. Żegnam cię panie i dziękuję za wspólną wieczerzę. – Zanim jednak odeszła od stołu uśmiechnęła się i dodała – Proponuję też zmienić kucharza, bo pani wojewodzina zapewne lubi surowe mięso i ośle mleko.

-Nie pojmuję czemu jej tak nienawidzisz pani matko?

-Dam ci jeszcze dobrą, matczyną radę. Porzuć ją dobrowolnie, to wtedy zachowasz powagę. W przeciwnym razie zmuszą cię do tego, abyś ją porzucił, a wtedy tylko się ośmieszysz. – Po tych słowach dumnym krokiem odeszła od stołu, a za nią jej dwie córki. Dopiero wtedy August dał upust złości i uderzył w stół, przewracając puchar z winem Maciejowskiego.

-Wybacz mi, księże kanclerzu – rzekł nieco się opanowawszy.

-Nie przejmuj się, panie. Nigdy jeszcze w Polszcze stara królowa nie lubiła młodej. Świat byłby o wiele piękniejszy, gdyby teściowe były zadowolone ze swoich synowych. A jeśli teściowa dogada się z synową, to tak jakby się cud zdarzył – zażartował Maciejowski. August jednak nic nie odpowiedział, tylko myślał nad tym co go czeka, zwłaszcza, że pierwsze starcie z matką przegrał.