
Olita była miejscem największych uniesień Barbary i Augusta. To właśnie tam rozkwitła ich wielka miłość. Wreszcie w połowie marca wielki książę Litwy wraz z wojewodziną trocką powrócili do Gieranonów. Czas był już najwyższy, bo śniegi potopniały, a całe połacie ziemi wokół zamku zaczęły się zielenić, zapowiadając bliską już wiosnę.
Na początku maja 1544 roku August ściągnął do wojewodzińskiego zamku znanego na całą Litwę malarza. Miał on namalować dla księcia portret Barbary i to możliwie jak najszybciej. Stąd też August całymi godzinami siedział obok malarza i wpatrywał się to w ukochaną, to w jej portret.
-Wielka to szkoda, że nie umiem tej niezwykłej sztuki malowania. – Zagadnął August, spoglądając wciąż na Barbarę ubraną w niebieską suknię i całe sznury pereł.
-Pani – upominał Barbarę malarz – proszę na wszystkie świętości, nie ruszaj się pani, bo nigdy nie skończę.
-Tylko, że ja już nie mogę usiedzieć – i spojrzała prosząco na Augusta.
-Pewnie i ciebie ręce już zabolały. Idź waszmość, napij się wina albo lepiej wody i czekaj, aż cię wezwę. – Polecił malarzowi Jagiellon i gdy ten tylko wyszedł, Barbara aż podskoczyła z radości i podbiegła do ukochanego.
-Dziękuję za wybawienie, Auguście. Już dłużej nie mogłam usiedzieć.
-A usiądziesz mi na kolanach, bo wielce to lubię?
-Uuch! – westchnęła tylko i spełniła jego życzenie. – Ciężko ci Auguście, co? Ale sam tego chciałeś.
-Mógłbym tak siedzieć i siedzieć z tobą – i przycisnął ja mocno do siebie.
-No to siedź! – i dla żartów zaczęła się wiercić. – Twardo mi tutaj.
-Zatem wstań.
-Nie aż tak bardzo – odparła zakładając mu ręce na szyję.
-Muszę cię Barbaro zmartwić – rzekł poważnie August.
-Nogi cię bolą Auguście? – zażartowała.
-Nie – odpowiedział i aż westchnął, gdyż ciężko było mu to powiedzieć. – Już niedługo będę musiał pojechać do Brześcia.
-Już ci się znudziłam? – zapytała wprost Barbara.
-Źle, że tak myślisz. A ja nie wyjeżdżam na dobre, a do tego nie z własnej woli.
-A czemuż to? – pytała trochę uspokojona. Przez chwilę myślała bowiem, że przyszedł czas podzielić los poprzednich nałożnic księcia.
-Dostałem dziś listy od moich rodzicieli. Chcą, abym przybył w lipcu na spotkanie z nimi do Brześcia.
-To przecież jeszcze dwa miesiące – ucieszyła się.
-Tylko, że już w połowie czerwca będę musiał cię opuścić.
-I to zapewne na długo? – Tu znów posmutniała i pieszczotliwie gładziła jego głowę.
-Trochę to potrwa. Chociaż trudno mi teraz odrzec, jak długo. – Tu uśmiechnął się i wesoło oznajmił. – Ale zanim to się stanie, jeszcze miesiąc będę z tobą.
-Jak pojedziesz, to już nie wrócisz. – Po tych słowach wstała z jego kolan i podeszła do okna.
-Barbaro! – zawołał August i zerwał się z krzesła. – Bądź pewna, że powrócę, a jechać musowo. W Brześciu chcę się upomnieć o trochę królestwa, tak abym mógł chociaż tu na Litwie władać.
-A miłościwa pani? Przecie twoja matka Auguście na to nie zezwoli! – Książę przytulił ją do siebie i zaczął przekonywać.
-Wierz mi Barbaro, że ani pani matka, ani czcigodny król ojciec, nie będą oponować, bo inaczej nie zechcę żyć z Elżbietą.
-Zapewne znowu do ciebie pisała – przemówiła drwiącym tonem wojewodzina.
-Tak, ale jej odpisałem. Jak dobrze pójdą sprawy, to wtedy sprowadzę ją tu na Litwę, do Wilna. – Na te słowa Barbara pobladła. – Co tobie? – zaniepokoił się August.
-Wtedy ci już nie będę potrzebna i rozkażesz mi, abym została tu w Gieranonach.
-Nie, Barbaro! Jakże mogłaś tak pomyśleć! Zanim postanowiłem sprowadzić Elżbietę tu na Litwę, pomyślałem o tobie. Kazałem twemu bratu Rudemu, gdy był tu ostatnio, aby rozbudował szybko swój pałac, opodal mego książęcego zamku w Wilnie. Gdy tylko skończą, przeprowadzisz się do niego, tak abyś była jak najbliżej mnie.
-Mój brat Rudy nigdy nie ma pieniędzy, to zapewne będzie rozbudowywał swój pałac z dziesięć lat albo i dłużej.
-Nie zamartwiaj się Barbaro, bo to ja z własnego skarbca będę łożył na jego rozbudowę. Jeszcze w tym roku wprowadzisz się do niego. Zobaczysz!
-Jakiż ty dla mnie jesteś dobry, Auguście – zawołała uradowana.
-Wierz mi, że nie palę się do tego, aby sprowadzać tu na Litwę Elżbietę, ale muszę to zrobić. Już nie wiem co odpisywać na jej listy, a wszyscy szemrają, że źle ja traktuję. Zatem, aby zawiązać ludziom języki, sprowadzę ją do Wilna. – To spojrzał Barbarze prosto w oczy i dodał. – Ale między nami, nic się nie zmieni.
-Nie wiesz tylko Auguście…
-Czego nie wiem?
-Nie wiesz, jak bardzo cię miłuję! – i przytuliła się do niego. Zaraz jednak z obawą w głosie zapytała – Tylko czy ty mnie dalej tak miłujesz, jak w Olicie?
-To po co ja to wszystko robię, jeśli nie z miłowania do ciebie, Barbaro. – I oboje objęli się mocno, trwając w tym uścisku dłuższą chwilę. W końcu Barbara wyszeptała.
-Tak mi tutaj dobrze z tobą Auguście, chociaż wiem, że niedługo wyjedziesz – i oczy wezbrały jej łzami.
-Ale przecież powrócę tutaj! Bo i jak bez ciebie żyć! – i wesoło dodał. – Kazałem opłacić kuglarzy, aby nam trochę zabawy dostarczyli. Zatem bądź niedługo gotowa. – Tu ucałował ją i wyszedł z komnaty. Barbara zaś zostawszy sama klęknęła przed krzyżem wiszącym na ścianie i złożywszy dłonie, zaczęła się modlić.
-Panie Bosze spraw, aby pan nasz miłościwy, to znaczy August, został jak najdłużej tu na Litwie i… nie zapomniał o mnie.
***
Nie minęło wiele czasu, gdy kuglarze i linoskoczkowie zaczęli się popisywać swoimi umiejętnościami na dziedzińcu zamkowym. Wielki książę zasiadł na wygodnym krześle mając po jednej stronie Barbarę, a po drugiej Mikołaja Czarnego Radziwiłła, który dopiero co powrócił z Polski.
-Panie Mikołaju, mniemam, że tak jak mi pisałeś, twoja misja w Tarnowie się udała?
-Tak, panie. Nie było to wielce trudne, bo pan hetman bardzo jest zagniewany na twoją panie matkę. Zapewnił mnie, że rad ci panie służyć pomocą w każdej sprawie.
-Zatem wszystko jest na dobrej drodze – rzekł z ukontentowaniem.
-Pan hetman oznajmił też, że będzie się domagał na sejmie, aby i w Polszcze oddać ci panie część władzy, jeszcze za życia ojca waszej książęcej mości.
-Tedy mam mocny punkt oparcia w Tarnowie.
-Pamiętaj też panie, że prawie cała Litwa jest za tobą, oprócz kilku ludzi oddanych matce waszej książęcej mości – zaznaczył Czarny.
W tym momencie rozległy się brawa, gdyż linoskoczkowie skończyli swoje popisy. Po chwili przed oglądającymi pojawili się kuglarze, którzy rozpoczęli swoje wyczyny od miotania płonącymi pochodniami, czym od razu wzbudzili u wszystkich zachwyt.
-Przyznam ci się, panie Mikołaju – zwrócił się ponownie do niego książę – że otrzymałem listy od podkanclerzego Maciejowskiego. On także przybędzie do Brześcia i też będzie mnie popierał. Wspomniał też, że i biskup kujawski Zebrzydowski nie będzie się temu sprzeciwiał.
-Wszystko dobrze przygotowane, ale to wielce ryzykowny krok, bo miłościwa królowa łatwo nie ustąpi. Zapewne też twoja panie matka będzie odtąd wrogiem waszej książęcej mości.
-Niechybnie tak się stanie, chociaż zrobię wszystko, aby ułagodzić panią matkę. – Tu chwilę się zastanawiał, po czym zdecydowanie dodał. – W życiu trzeba wybierać, a ja chcę władzy i pieniędzy, bo to z dawna mi się należy!
-Racja jest po twojej panie stronie – przyznał Czarny i z podziwem patrzył na kuglarzy. Zaraz jednak znowu nadstawił ucho w stronę księcia.
-Jeśli pani matka nie będzie chciała mi oddać rządów nad Litwą, wtedy sam ją sobie wezmę. Minęły już lata, kiedy wystarczał mi dwór i panny z fraucymeru królowej matki.
-Wreszcie Litwa będzie miała swego władcę, na którego czekała – rzekł z zadowoleniem Czarny. Wtedy August spojrzał na niego i dodał.
-Chcę robić to, co mi się podoba. A póki nie będę władcą, to rodziciele będą mi wszystkiego bronić. Dalej będą mi ograniczać pieniądze, a bez nich przecież nie sposób niczego dokonać.
-Wybacz panie moją śmiałość, ale nie pojmuję, co cię panie tak odmieniło?
-Nie uwierzysz panie Mikołaju, bo sam się sobie dziwię, ale to wszystko przez twoją siostrę, Barbarę – i spojrzał na jej twarz. Ona zaś zapatrzona w popisy kuglarzy nie domyślała się nawet, że siedzący obok niej August rozpoczynał dla niej walkę o władzę.
