
Po wczorajszym koncercie Erica Claptona w Krakowie (na który wybrała się znamienita część redakcji; Tego roku nie jadę, lecz jadącym dam radę, Trzej jesteście i macie trzy drogi) wybór czwartkowych melodii mógł być tylko jeden. Choć uwielbiam „Bad love”, „My Father’s Eyes”, „Change the world” czy „Holy Mother” polecam dziś utwór z najsmutniejszej płyty (jak określił sam artysta) – „Pilgrim”.
Pielgrzym dał nazwę rockowego albumu wydanego w 1998 roku
I skąd mam wiedzieć i skąd wziąć wiarę
Że wszystko znowu będzie dobrze?
