
Postacie: Profesor, Student, Doktor.
(Profesor siedzi za biurkiem i czyta kolorową gazetę. Wchodzi wystraszony student).
–Student: Dzień dobry. Bardzo witam pana profesora.
–Profesor: A widzi pan kogoś poza mną, że mnie pan tak wita?
–Student: Chciałem być tylko grzeczny panie profesorze.
–Profesor: Panie, dzisiaj nie ma grzecznych studentów! Wyginęli jakiś czas temu.
–Student: Czyli grzeczny student to gatunek zagrożony!
–Profesor: Siadaj pan, tylko ostrożnie.
–Student: Mam być ostrożny?
–Profesor: Wczoraj na końcu egzaminu siedział na tym krześle pana kolega, straszny grubas. Więc lepiej siedzieć delikatnie.
–Student: Ja na szczęście jestem szczupły.
–Profesor: Sugeruje pan, że ja nie jestem szczupły? (po chwili) Ile pan waży?
– Student: Siedemdziesiąt pięć kilo.
–Profesor: Ja w pana wieku ważyłem równo siedemdziesiąt. (po chwili) Pan mi powie o romantyzmie w literaturze polskiego baroku.
–Student: Romantyzm w dobie Baroku był bardzo popularny.
–Profesor: Dwója. (śmieje się) Romantyzm był w XIX wieku, a nie w Baroku. Co drugi student łapie się na ten podstęp (rozlega się pukanie i w drzwiach pojawia się Doktor).
–Doktor: Przepraszam, czy mogę na chwilę przeszkodzić?
–Profesor: A kolega doktor nie widzi, że mam egzamin!
–Doktor: Ale ja tylko chciałem oddać panu profesorowi 500 zł.
–Profesor: Skoro tak, to pan wejdzie.
–Doktor: (daje Profesorowi do ręki banknot) Dziękuję za pożyczkę, panie profesorze.
–Profesor: Widzę, że jest pan przy forsie.
–Doktor: Ostatnio byłem na weselu i wyjąłem dyskretnie jeden banknocik z koperty, którą żona dawała chrześniakowi na weselu.
–Profesor: Ja o niczym nie wiem. Do widzenia.
–Doktor: Do widzenia (wychodzi z pokoju, a Profesor chowa banknot do portfela).
–Student: Piękny banknot. Szkoda, że tak niedostępny dla studenta.
–Profesor: (uśmiecha się i kładzie banknot na stole) Jeśli pan odpowie dobrze na pytanie, to ten banknot z Sobieskim będzie pana.
–Student: Chętnie spróbuję.
–Profesor: Pan nie ma próbować, pan to powinien wiedzieć. (po chwili) Słyszał pan o listach pisanych przez Sobieskiego do żony?
–Student: Coś tam słyszałem.
–Profesor: To niech pan powie, jak miała na imię żona Sobieskiego?
–Student: Coś mi się zdaje, że Zosia.
–Profesor: (śmieje się) Zosia to ma na imię moja gosposia. (po chwili) Dam panu jeszcze drugą szansę.
–Student: Mam to już na końcu języka. (po chwili) Wiem! Marysieńka, Marysieńka Sobieska.
–Profesor: Jest pan pewny, bo trzeciej szansy już panu nie dam!
–Student: Tak, bo miesiąc temu byłem na wycieczce w Wilanowie i cały czas mówili o tej Marysieńce. (po chwili) Czyli to 500 zł jest moje?
–Profesor: Banknot jest pana, ale z egzaminu jest dwója.
–Student: (uśmiechnięty) I tak szczęście się do mnie uśmiechnęło.
–Profesor: Dam panu wybór (po chwili). Może pan zabrać banknot z Sobieskim, a wtedy spotkamy się na poprawce we wrześniu albo…!
–Student: Albo?
–Profesor: Albo zostawi mi pan ten banknot, ale za to dam panu tróję z egzaminu.
–Student: Profesor nie powinien dawać studentowi tak trudnego wyboru.
–Profesor: W życiu cały czas trzeba wybierać.
–Student: To ja wolę poprawiać ten egzamin i zabrać to co dał mi los (zabiera banknot).
–Profesor: Woli pan zdawać egzamin poprawkowy?
–Student: Na moim miejscu pan profesor postąpiłby tak samo.
–Profesor: Nie, bo z dwóją z tak ważnego przedmiotu nie byłbym profesorem!
–Student: Ja profesorem nie będę. Do widzenia
–Profesor: Nie chciałby się pan założyć o te 500 złotych?
–Student: Wykluczone. Drugi raz los się już do mnie nie uśmiechnie (wychodzi z pokoju).
–Profesor: Nieźle mamy teraz wyedukowanych studentów. (po chwili) Muszę dawać trudniejsze pytania (wchodzi Doktor).
–Doktor: Panie profesorze podpiszę mi pan delegację?
–Profesor: Podpiszę, ale jak pan przyjmie zakład o to, kto wygra jutrzejszy mecz?
–Doktor: Nie ma się o co zakładać, bo nasi jak zawsze przegrają.
–Profesor: A mnie się zdaje, że wygrają.
–Doktor: A o ile pan profesor chciałby się założyć?
–Profesor: Powiedzmy, że o 500 zł.
–Doktor: Dobrze. Zakład stoi. (po chwili) Jak przegram to nie będę miał na buty dla syna!
–Profesor: Ale jak pan wygra to będzie pan mógł kupić buty synowi a może nawet żonie.
–Doktor: Żona nie chodzi w butach.
–Profesor: To w czym chodzi?
–Doktor: Żona chodzi w bucikach (Doktor wychodzi).
–Profesor: Mam nadzieję, że los się do mnie uśmiechnie, bo inaczej sam będę musiał pożyczać.
