
Długo czekał August na swą ukochaną Barbarę, ale w końcu się doczekał. Po blisko pięciu miesiącach oczekiwania i żmudnych przygotowaniach mógł znowu cieszyć się jej obecnością u swego boku. Większość mieszkańców Radomia wyległa przed miasto, aby powitać żonę króla, o której tak wiele już słyszano, choć głównie były to oszczerstwa i pomówienia. Dochodziła godzina dwunasta, gdy w odległości kilkuset metrów od miasta na pięknej polanie przeciętej drogą pojawiła się kareta. Zaraz za nią ukazał się orszak kilkudziesięciu jeźdźców. W tym momencie kilku heroldów oznajmiło o przybyciu królewskiej małżonki.
Król siedział na pięknym karym koniu, a obok niego stali przybyli na to powitanie dygnitarze. Był przede wszystkim podkanclerzy koronny Mikołaj Grabia i marszałek wielki litewski Mikołaj Czarny Radziwiłł. Nie brakowało też dworzan, na czele z zaufanym sekretarzem królewskim Stanisławem Lasotą. W tej podniosłej chwili władca dostrzegł swą ukochaną, która wyszła z karety i powolnym krokiem kierowała się w jego stronę. Na jej widok August od razu się uśmiechnął, a i jego serce zaczęło bić mocniej. Jednocześnie tłumy gości, a zwłaszcza gapiów, cisnęły się w stronę podążającej wolno Barbary. Ta znalazła się na rozwiniętym długim czarnym suknie i lekko uśmiechnięta spoglądała w stronę Augusta.
-Zaiste piękne widowisko – zachwycał się Mikołaj Czarny i dumnie wypiął pierś. – Szkoda tylko, że wielka księżna nie wjeżdża do Krakowa.
-Nie frasuj się, marszałku. Niedługo przyjdzie czas na Wawel – rzekł pogodnie August i spojrzał teraz na zadumanego Lasotę. – Coś taki zamyślony?
-Myślę teraz, że lepiej było na tych lipach powiesić oprócz jabłek i gruszek trochę kwiatów.
-Można było – wtrącił się Czarny – powiesić trochę kosztownych rzeczy.
-Wtedy panie marszałku wyrwaliby te lipy z korzeniami – zakpił August.
-To było postawić straże – wtrącił marszałek litewski. Wtedy też wystrzelono z kilku armat, które przestraszyły nieco królewskiego konia. Po przeciwnej stronie zbliżała się wystrojona w piękną niebieska suknię i klejnoty wielka księżna Litwy. August już chciał zsiadać z konia i wyjść na jej na spotkanie, gdy usłyszał głos Lasoty.
-Panie, za wcześnie. Jeszcze trochę – i po tych słowach pozostał na swoim wierzchowcu. Tymczasem Barbara krok za krokiem zbliżała się do swego małżonka, a tłumy wiwatowały na jej cześć. Wielka księżna szła dystyngowanie po długim czarnym liońskim suknie i zbliżyła się do lip, a wtedy August zobaczył już wyraźnie jej twarz, która śniła mu się co noc. – Teraz już można, panie – oznajmił Lasota i przytrzymał strzemię. Król pośpiesznie zsiadł z konia i ruszył wolno w jej stronę. Będąc w odległości kilkunastu kroków uśmiechnęli się do siebie, po czym Barbara, nieco zawstydzona, spuściła głowę na dół. Wreszcie stanęli naprzeciw siebie i w milczeniu patrzyli sobie w oczy. August ucałował dłoń Barbary i łamiąc reguły etykiety dworskiej zasmakował jej ust. Następnie podał jej dłoń i szli razem w stronę odkrytej karety, która stała na końcu królewskiego orszaku. Gdy szli wśród wiwatującego na ich cześć tłumu August przerwał milczenie i rzekł.
-Nie masz pojęcia Barbaro, jak bardzo czekałem na ciebie.
-Ja też, Auguście.
-Jak to dobrze, że już jesteś – i przez chwilę uśmiechnął się do niej. Następnie wsiedli do karety i udali się w stronę królewskiej rezydencji.
Jechali przez odświętnie przybrane miasto, które starało się jak najlepiej przyjąć królewską małżonkę.
-Smutno mi było zostawiać Litwę.
-Myślałem, że chciałaś jak najszybciej jechać do mnie.
-Chciałam Auguście, bardzo chciałam, ale na Litwie spędziłam całe swój życie i tak mi się wydaje, że już nigdy tam nie powrócę.
-Nawet tak nie myśl, Barbaro. Wrócisz tam. Ja ci to obiecuję – i po tym zapewnieniu uśmiechnął się do niej, a ona do niego.
Na rynku miasta para królewska została powitana przez delegację rajców miejskich, a po nich wystąpił onieśmielony podkanclerzy koronny Mikołaj Grabia. Zaczerpnął głęboko powietrza i zaczął swą przemowę.
-Miłościwy nasz królu. Pragnę w imieniu panów całej Polski powitać małżonkę waszej królewskiej mości – i znów zaczerpnął powietrza. – Radzi jesteśmy z tego, że możemy przywitać cię pani naszym dawnym obyczajem, a naszym dawnym obyczajem jest powitać cię pani tym oto chlebem. – Tu księżna ucałowała pięknie przystrojony bochen chleba podany na złocistej tacy. – Witamy twoją panie służebniczkę i twoją panie małżonkę przeczcigodną – ciągnął niepewnie podkanclerzy – bo wielka to łaska i radość przywitać królewską małżonkę. Chcemy pani, abyś czuła się u nas tak jak u siebie na Litwie i zaznała wszelkiego szczęścia, jakiego wszystkie małżonki królów w Polszcze zawsze doznawały. – August widząc, że podkanclerzy coraz bardziej się czerwieni na twarzy wybawił go z opresji.
-Panie podkanclerzy. Cieszę się, że tak miło witasz moją małżonkę. – Po tych słowach do ceremonii powitania włączył się ochmistrz Stanisław Maciejowski, który dziękował w imieniu księżnej Barbary.
-Jesteśmy wdzięczni waszej królewskiej mości i tym, którzy w tak uroczysty sposób powitali wielką księżną Litwy. – Następnie ochmistrz wygłosił długą mowę powitalną pokazując dobitnie, że potrafi umiejętnie składać słowa.
Po wysłuchaniu przemówień małżonkowie ponownie zasiedli do karety i prowadzeni przez orszak kilkudziesięciu jeźdźców jechali wprost do królewskiego zamku. W trakcie przejazdu odezwały się dzwony radomskich kościołów, obwieszczając oficjalne powitanie wybranki polskiego monarchy. W końcu para królewska zasiadła przy jednym z bogato zastawionych stołów i rozpoczął się wystawny obiad.
-Bardzo jesteś zmęczona, Barbaro? – zapytał zaniepokojony jej bladością August.
-Już mam dość tej jazdy, a przecież do Krakowa jeszcze podobno jest daleko – rzekła niezadowolonym głosem. August popatrzył na nią uważnie i po chwili milczenia spokojnie jej oznajmił.
-Nie pojedziesz Barbaro do Krakowa.
-Dlaczego? Przecie jestem twoją małżonką, Auguście? – rzekła pretensjonalnym tonem i szybko dodała. – A może już nie jestem, bo takie słuchy doszły mnie na Litwie?
-Barbaro, cóż ty mówisz? Byłaś, jesteś i będziesz moją małżonką, ale do Krakowa tak szybko nie pojedziemy.
-To ja tyle czekałam, aby wjechać do jakiegoś Radomia? – oznajmiła poirytowana.
-Najpierw sejm musi wyrazić na to zgodę, a dopiero potem będziesz mogła wjechać na Wawel. – Tłumaczył łagodnie August, ale urażona Barbara nic nie odparła i nerwowo gryzła winogrona. – Zrozum Barbaro. Muszę pomyśleć nad tym, jak załagodzić protesty szlachty na sejmie w Piotrkowie.
-Lepiej pomyśl Auguście nad tym, gdzie mi wyszykujesz przyzwoitą kwaterę, bo ja tutaj mieszkać nie będę. A jeśli przygotowałeś mi lokum w tutejszym zameczku, to ja wolę wrócić na Litwę!
-Droga wolna – stracił cierpliwość August. – Dość, że się spóźniłaś z przyjazdem i musieliśmy czekać z powitaniem, a teraz ten zamek ci nie wystarcza, to droga wolna! – oznajmił wzburzony i odszedł od stołu, kierując się na zamkowy dziedziniec, aby nieco się uspokoić.
-Cóż ty najlepszego zrobiłaś? – przemówił siedzący obok niej Mikołaj Rudy. – Chyba ci się w głowie z tej drogi pomieszało. Jeszcze cię odeśle na Litwę i wstyd tylko będzie. Wstyd okropny.
-Gdyby ci bracie obiecano dobry urząd, to sam byś mnie wypędził na Litwę, żeby tylko go dostać. A o wstydzie to mi nie mów bracie, bo nigdy go nie miałeś.
-Gdyby nasz świętej pamięci ojciec wiedział, że mu się taka durna córka urodzi, to tej nocy nie poszedłby do łoża, tylko całą noc stałby pod drzewem.
-Tobie, panie bracie, przydałoby się postać pod drzewem, żebyś wrócił do trzeźwości – rzekła stanowczo Barbara.
-Czemu ty jesteś taka głupia?
-Nie zapominaj bracie, że mówisz do królewskiej małżonki!
-Jeśli dalej chcesz nią być, to padnij siostro do nóg króla i proś go o przebaczenie – poradził Rudy.
-Nie będę padać do nóg – rzekła stanowczo Barbara. – To nie Litwa, tylko Polska.
-Chyba z tego wszystkiego się dzisiaj spiję – rzekł zrezygnowany Rudy.
-Co dzień upijasz się bracie, to czemu i dziś miałbyś się nie upić? – zadrwiła.
-Ja się nie upijam, tylko się schlewam. – Na te słowa Barbara nic nie odpowiedziała i ze smutkiem rozejrzała się po sali. Następnie podeszła do okna i spostrzegła, że August rozmawia z jej siostrą Anną.
-No i co siostro? – zapytał Rudy, który także dostrzegł siedzącego na ławce króla, który rozmawiał z Anną Radziwiłłówną. – Na każdą upartą kozę znajdzie się sposób.
-Upór kozy nie dorówna głupocie osła. Jeszcze zobaczymy – i złym wzrokiem wodziła za rozbawioną Anną, która starała się rozweselić Augusta i trzeba przyznać, że dobrze jej to wychodziło. Po dłuższym namyśle wielka księżna również udała się na dziedziniec zamkowy, aby nieco zaczerpnąć powietrza. Tam też niby obojętnym wzrokiem patrzyła na męża i siostrę, ale w głębi serca zazdrość ogarniała ją coraz większa.
-I cóż, kochana siostro? – przerwał jej rozmyślania Rudy. – I co teraz?
-A co ma być? Niech sobie z nią gada, bo ja z nim dzisiaj na pewno nie będę już rozmawiać. – Rudy popatrzył na nią z politowaniem i z kpiarskim uśmiechem dodał.
-Tak do niego wzdychałaś po nocach, a teraz nie chcesz z nim nawet mówić.
-Myślałam, że będzie inaczej – wyznała ze smutkiem Barbara.
-A czegóż ty jeszcze chcesz?
-Tyle mi opowiadał o Krakowie i Wawelu, to myślałam, że mnie tam zabierze. Przecież jest królem i może robić co chce, a poddani muszą go słuchać – rzekła z dziecinną niemal naiwnością.
-Droga siostro. Ludzie Boga słuchać nie chcą, to króla mają słuchać? A jeszcze w naszym narodzie, gdzie jeden mądrzejszy od drugiego. Nie masz pojęcia Barbaro, jak trudno jest rządzić w Polszce!
-Już mu tak nie zależy na mnie, jak dawniej.
-Ja bym na pewno nie nadstawiał tak swojej głowy dla jakiejś dziewki, jak on dla ciebie.
-Dla jakiejś dziewki! Przesadziłeś bracie – rzekła oburzona i odwróciła głowę
-Gdyby mężczyźni byli tacy niewdzięczni jak niewiasty, to już dawno byłoby piekło na ziemi – skwitował Rudy i zwrócił oczy na kierującego się ku wejściu do zamku króla.
-Zaiste, pięknie wypadło to powitanie? – oznajmił Rudy i uśmiechnął się do Augusta.
-Jednym się podobało – i tu popatrzył na Barbarę – a drugich trudno zadowolić.
-Mówiłeś o mnie, Auguście? – rzekła urażonym głosem.
-Nie o tobie, Barbaro. Idź i wypocznij po podróży.
-Widzę Auguście, że dobrze ci się biesiaduje, zatem pójdę do siebie, bo słabo się dziś czuję.
-Jeśli taka twoja wola, to chodźmy – i podawszy jej rękę prowadził ją do przygotowanej dla niej komnaty, a od czasu do czasu z troską patrzył na jej bladą twarzyczkę.
-Nie chciałem się wtrącać, ale wiem jedno – zaczął Czarny, który z trudem znosił fochy Barbary. – Wiem, że król ma swoją cierpliwość i wcale się nie zdziwię, jeśli da sobie z nią spokój.
-Panie bracie, niewiasty dobrze wiedzą co robią. Nie są takimi głupimi gąskami za jakie je mamy. Pokazują fochy, ale jak zobaczą, że grunt im się obsuwa pod nogami, to wtedy są dobre i słodkie jak anioł. A wtedy mężczyzna zapomina o wszystkim. Myślę bracie, że jak Barbara go złapała, to już go nie puści.
-Wypiłeś sobie bracie i tak pleciesz, co ci ślina na język przyniesie. Dobrze, że ja czuwam nad wszystkim, bo inaczej to byśmy nic nie znaczyli i byłoby jak dawniej.
-Gdy cię tak słucham panie bracie to zachodzę w głowę i dziwię się, że nasz król nie ożenił się z tobą – i po tych słowach roześmiał się na dobre.
***
Tymczasem August z Barbarą byli już w jej komnacie, która była odpowiednio przygotowana na przyjęcie królewskiej małżonki.
-Dziękuję ci Auguście za odprowadzenie – i po tych słowach zawahała się na chwilę. – Możesz wracać do gości.
-A może ja nie chcę jeszcze wracać do gości – i uśmiechnął się. Barbara również uśmiechnęła się do niego i z przekąsem dodała.
-Idź do mojej siostry. Tak się do niej uśmiechałeś, a ona do ciebie.
-Czyżby zazdrość?
-Nie będę zazdrosna o siostrę, ale naprawdę jestem zmęczona. – W tej samej chwili August objął ją wpół i zaczął całować. Wkrótce jednak zorientował się, że Barbara stoi nieruchomo i nie odwzajemnia jego żarliwych pocałunków.
-Cóż to? Nie masz na to ochoty? – zapytał zaskoczony.
-Nie dzisiaj.
-A kiedy? – rzekł nerwowo.
-Na świętego Dygdy – i śmiejąc się dokończyła – znaczy się nigdy. – Tu August usiadł na łożu Barbary i nerwowo tarł czoło.
-Myślałem, że to powitanie będzie inne.
-Kogut też myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ucięli – posumowała wesoło Barbara, ale August wcale się nie roześmiał, tylko z ciężkim sercem oznajmił.
-Widzę Barbaro, że jeszcze za mało się stęskniłaś. Skoro tak, to jutro wyjadę na kilkanaście dni na Mazowsze, aby tam zapolować, bo dotąd nie miałem na to czasu.
-Miałeś Auguście zrobić dla mnie turniej rycerski – przypomniała kapryśnie.
-Jakoś mi się nie chce.
-Trudno. Poczekam, aż ty będziesz chciał coś ode mnie.
-A czego ja mogę chcieć? – skwitował August i zaśmiał się głośno.
-Zobaczymy wieczorem – i spojrzała na niego wyraźnie poirytowana.
-Ja nikogo do niczego nie przymuszam. A jeśli chcesz zostać sama, bo jesteś zmęczona, to wypoczywaj. – Następnie pocałował ją w czoło i skierował się od wyjścia, jednak tuż przy drzwiach przypomniał sobie o czymś i dodał. – Jeśli jeszcze masz trochę siły Barbaro, to możesz zajrzeć do czerwonego kuferka. Dobrej nocy – i po tych słowach szedł ku drzwiom. Barbara zaś otworzyła kuferek, w którym na czarnym aksamicie leżały cudne perły ułożone w kształt trzech serc, od najmniejszego do największego.
-Auguście, zostań!
-Śpij dobrze. Zobaczymy się jutro rano – rzekł stanowczo i zamknął drzwi.
-Auguście – rzekła cicho Barbara. – Myślałam, że zostaniesz. – Po chwili usiadła na łożu i popatrzywszy na krzyż, wyszeptała – Panie Boże, czemu ja jestem taka głupia. – Następnie sięgnęła po kuferek, aby napatrzeć się na niezwykły prezent.
Tymczasem August wrócił na ucztę, na której widać było już wyraźne oznaki zmęczenia wśród biesiadników. Czarny widząc zbliżającego się króla, zwrócił się do Rudego.
-Idzie.
-Jak to? Już idzie? – zdziwił się podczaszy.
-Nawet pół godziny nie minęło.
-Szybki być musi.
-Ja gdybym nie widział swojej małżonki przez pięć miesięcy, to bym przez kilka dni nie wychodził z jej sypialni. – Dokończył Czarny i zaraz zamilkł, gdyż król podszedł do stołu. Rudy od razu powstał z miejsca i zawołał.
-Na widok waszej królewskiej mości to mi się zdaje, że wino jest lepsiejsze.
-Twoje zdrowie, panie podczaszy – rzekł król i stuknął się z nim kielichem. Zaraz jednak dostrzegł kwaśną minę Czarnego, więc i z nim się stuknął. – Twoje zdrowie, marszałku. – Wtedy obaj Radziwiłłowie zgodnie krzyknęli.
-Vivat, Zygmunt August! – Jagiellon rozejrzał się po sali i dostrzegł Annę Radziwiłłównę, która uśmiechnęła się do niego i lekko skłoniła głowę.
-Myślę panowie, że najwyższy czas poszukać kandydata do ręki waszej siostry.
-Kandydatów nie będzie brakować, bo już wielu panów nieśmiało przyjeżdżało do Wilna w konkury – oznajmił zadowolony Rudy.
-Zatem będzie nowe weselisko – zażartował August i spojrzał raz jeszcze na Annę, która na twarzy była trochę podobna do Barbary.
Spoglądając na nią rozmyślał o ukochanej, która tego dnia tak boleśnie go rozczarowała. Mimo to cieszył się, że była już przy nim, a że po każdej sprzeczce przychodzi pojednanie, więc był dobrej myśli.
