Była mroźna i śnieżna noc 27 stycznia 2014 roku, kiedy Frank Almond, koncertmistrz Milwaukee Symphony Orchestra wyszedł z sali koncertowej, trzymając w ręku futerał, w którym były skrzypce i smyczki. Będąc na parkingu, został oddany w jego kierunku strzał z paralizatora. Mimowolnie skrzypek wypuszcza futerał z rąk, złodzieje błyskawicznie doskakują do niego, podnoszą instrument ze śniegu i odjeżdżają samochodem w nieznanym kierunku. Zrozpaczony Almond biega i krzyczy po parkingu, mając świadomość, że skrzypiec wartych 5 milionów dolarów, a wykonanych przez samego Antonio Stradivariego w roku 1715, prawdopodobnie nigdy już nie zobaczy.
Dzieje się coś jednak dziwnego. Skrzypek nie zauważa, że z paralizatora złodzieje, zupełnie nieświadomie, wystrzeliwują coś jeszcze. Nikt wówczas nie wiedział, oprócz fachowców rzecz jasna, że oprócz naboju z paralizatora, wystrzeliwane są również swego rodzaju znaczniki podobne do konfetti, z nadrukowanym specjalnym numerem opowiadającym konkretnej sztuce paralizatora firmy Taser. Na tej podstawie policja w Milwaukee szybko zidentyfikowała kto i gdzie kupił paralizator i po 9 dniach zapukała do drzwi domu Allaha, właściciela zakładu fryzjerskiego, oraz jego wspólnika Salaha Salahaydyna. W trakcie przeszukania na strychu zawinięty w koc, został odnaleziony bezcenny instrument, który do 1770 roku był własnością Giuseppe Tartiniego, włoskiego skrzypka i kompozytora późnego baroku.
Frank Almond trzymając w ręku zwrócony mu instrument, wie, że Tartini przekazał ten instrument swojemu ulubionemu uczniowi Signore Salvini.Skrzypce obecnie są własnością rodziny Anschuetz, a Almond za ich zgodą, od kilku lat gra na nich koncerty. Instrument z 1715 roku, który wyszedł spod ręki znakomitego lutnika Antonio Stradivariego z Cremony, w świecie muzycznym ma swoją nazwę. Skrzypce Lipiński.

Jest rok 1818. Karol Lipiński rok wcześniej wyrusza w podróż po Europie, aby koncertować w wielu znakomitych miastach. We Włoszech koncertuje w Trieście i w Wenecji, a w Piacenzie dokąd się udał, aby posłuchać Niccolo Paganiniego – gra z nim publicznie podwójny koncert. Paganini będąc pod wrażeniem gry Lipińskiego, zaproponował mu wspólną trasę koncertową, ale Karol odmówił, bo chciał już wracać do żony, która spodziewała się dziecka. Karol Lipiński miał wówczas przy sobie wiele listów polecających, które dali mu jego przyjaciele – muzycy o europejskiej i światowej sławie. Wśród nich był list od skrzypka Louisa Spohra, którego Polak podziwiał, a którego list był adresowany do pewnego staruszka mieszkającego w Mediolanie. Tym starszym Panem był Signore Salvini, w młodości najbardziej obiecujący uczeń zmarłego w 1770 roku Giuseppe Tartiniego, o którym już wcześniej wspominaliśmy. Lipiński, zabrawszy list i skrzypce, zapukał do drzwi Włocha, aby po krótkim czasie zaprezentować swoje umiejętności przed leciwym już skrzypkiem. Salvini słuchał około 15 minut Karola, po czym wstał i patrząc przenikliwie na polskiego skrzypka, zawołał: ” Basta” i kazał mu przyjść na drugi dzień. Lipiński następnego dnia o umówionej godzinie poszedł do pana Salviniego i zanim rozpakował nuty, usłyszał od niego: „Proszę, pokaż mi swoje skrzypce”. Karol Lipiński po wielu latach wspominał:
„Gdy mu go wręczyłem, nie mogłem uwierzyć własnym oczom: chwycił go mocno za szyję i z całej siły uderzył brzuchem o róg stołu, rozbijając instrument na kawałki. Następnie, jakby nigdy nic, starszy pan otworzył futerał leżący na stole i ostrożnie wyjął z niego skrzypce, mówiąc: „Wypróbuj ten instrument”.
Wziąłem je i po tym, jak zagrałem jedną z sonat Beethovena, Salvini wyciągnął do mnie rękę i powiedział głęboko wzruszony: „Prawdopodobnie wiesz, że byłem uczniem Tartiniego. To on podarował mi kiedyś tego wspaniałego, oryginalnego Stradivariusa, o który dbam z wielką troską ku czci jego pamięci. Tylko ty potrafisz obchodzić się z tym instrumentem, aby wydobyć z niego całe ukryte w nim piękno”
-Ależ! – wykrzyknąłem – tu mieszka światowej sławy Paganini!
-„Nie wspominaj jego nazwiska przy mnie!” – krzyknął gniewnie wściekły starzec. – ” Słyszałem, jak ten szarlatan gra na jednej strunie bez żadnej muzycznej głębi; ale czy można olśnić słuchaczy wyłącznie technicznymi popisami, nie wydobywając autentycznego, pełnego, okrągłego brzmienia? Paganini może budzić podziw, ale twoja gra ekscytuje i wzrusza każdego. Podążasz śladami Tartiniego, dlatego proszę, przyjmij te skrzypce jako prezent ode mnie, a jednocześnie jako pamiątkę po Tartinim”
Karol Lipiński grał na nich do swojej śmierci. Jak wówczas wyglądały? Najlepiej, aby pokazał je Wam sam genialny radzyniak. Obok- ich współczesne zdjęcie.