Rozdział 15.

Dokładnie po tygodniu bracia Kochańscy spotkali się w gmachu miejscowego teatru. Jan i Stanisław pojawili się nieco wcześniej i oczekiwali na spóźnionego Adama.

-Nie wiem co ja tu robię w tym teatrze? – oznajmił Jan. – Statystycznie Polak chodzi do teatru raz na kilka lat, a ja już jestem drugi raz w tym miesiącu.

-Bo mamy darmowe bilety – przypomniał Stanisław – gdyby nie to, to pewnie przyszlibyśmy tu za mniej więcej pół roku.

-Nie ukrywam Stasiu, że teatr mnie nudzi, podobnie jak opera i filharmonia.

-Ja wiem, że ciebie tylko nie nudzi „Moda na szczęście” – zażartował Jan – ale zobacz, podobnie jest z większością obecnych tu ludzi, ich teatr też nudzi, a niektórym nawet zdarzy się zasnąć.

-To po co tu przychodzą, skoro tylko tracą czas i pieniądze?

-A ty po co przychodzisz?

-Przychodzę, bo przecież ludzie inteligentni chodzą do teatru – odparł Jan.

-Tak samo jest z nimi. Chodzą regularnie do teatru, bo tak wypada, a wszyscy chcą pokazać, że są kulturalni, chociaż kultury nie mają za grosz. – Po tych słowach obok Stanisława pojawił się Adam.

-Witam chłopaki – i przywitał się z braćmi. – Macie jakieś pomysły?

-Mamy, tylko nie wiemy czy tak samo głupie jak ostatnio – odparł Jan.

-Dobrze porozmawiamy po przedstawieniu, a teraz chodźmy, bo już czas – i kierowali się w stronę swoich miejsc.

-Ciekawe, kto ma miejsca obok? – zadał pytanie Adam.

-Miejmy nadzieję, że nie ciotki tej Joasi – zażartował Jan.

-Weź nie żartuj, bo jeśli one tam będą, to ja wychodzę – oznajmił Stanisław.

-Powiem wam, że miałem dzisiaj straszny sen – podzielił się Adam. – Śniło mi się, że jakaś kobieta ciągnie mnie uwiązanego na łańcuchu. Ciekawe co to może znaczyć?

-Kobieta jak się śni to nic dobrego, ale łańcuch, to ciekawe przeżycie – oświadczył Jan.

Gdy znaleźli się w swojej loży spostrzegli, że miejsca obok są zajęte przez trzy kobiety w wieku około czterdziestu lat.

-Ja wychodzę – rzekł Stanisław i już chciał zrobić w tył zwrot, gdy usłyszał głos Adama, który chwycił go za ramię.

-A ty gdzie, kobiet się boisz? – i wówczas usiadł na jednym z wolnych miejsc. Zaraz też jedna z kobiet zwróciła się do siedzącego obok niej Adama.

-Pozwoli pan, że się przedstawię, jestem Jadwiga Białecka, dla znajomych Jadwisia – i podała mu swoją dłoń.

-Adam, dla znajomych Adam.

-To ja może też przedstawię panu moją siostrę Bronisławę i naszą dobrą koleżankę Justynę Śniadecką. – Adam przywitał się z nimi i po chwili namysłu oznajmił.

-Skoro już się poznajemy, to pozwolą panie, że przedstawię moich braci, Jan i Stanisław – i wówczas tamci podali wszystkim trzem kobietom ręce.

-Panowie są braćmi? – zapytała Jadwiga.

-Tak jakoś wyszło – odparł Adam.

-Tak jak trzech muszkieterów, brak tylko D’Artagnana – stwierdziła Jadwiga i wszyscy usiedli na swoich miejscach. – Panowie to pewnie często bywają w teatrze? Bo my, co tu ukrywać, jesteśmy prowincjuszkami i sporadycznie mamy to szczęście bywać w teatrze. Bilety są niestety drogie, ale żeby choć na te dwie godziny powrócić na łono kultury, to człowiek jest w stanie odmówić sobie wiele rzeczy – oznajmiła Jadwiga spoglądając na Jana.

-Staramy się bywać raz na rok, chyba, że tak jak dzisiaj jesteśmy w teatrze, bo dostaliśmy darmowe bilety – odpowiedział jej Jan.

-To tak jak my – wtrąciła się Bronisława, na którą krzywo spojrzała Jadwiga. – Też jesteśmy w teatrze, bo nasza bratanica podarowała nam bilety. – W tym momencie bracia Kochańscy spojrzeli na siebie.

-A panowie też może mają bilety od naszej bratanicy Asi? – zapytała Jadwiga.

-Nie znamy żadnej Asi – odrzekł Stanisław.

-Nie znamy – potwierdzili Adam i Jan.

-Szkoda, bo nasza bratanica Asia – mówiła Jadwiga – to bardzo fajna dziewczyna i w lipcu wychodzi za mąż.

-To się okaże – odrzekł pospiesznie Jan.

-A co ma się okazać? – zdziwiła się Jadwiga.

-Brat się źle wyraził – włączył się Adam.

-Właśnie, bo przecież dopiero jest marzec i nie wiadomo co będzie w lipcu – poprawił się Jan.

-Już niech pan tak nie kracze, bo ślub naszej bratanicy musi się odbyć. Zresztą – dodała po chwili – wróżka ostatnio powiedziała mi, że to małżeństwo zapoczątkuje całą serię małżeństw w naszej rodzinie – oznajmiła Jadwiga.

W tym też momencie rozpoczęło się przedstawienie, lecz nieoczekiwanie Jadwiga zwróciła się cicho do Adama.

-Kiedyś to były czasy, piękne czasy jak w tej komedii – i na chwilę spojrzała na scenę – a teraz – i westchnęła.

-A teraz jest dwudziesty pierwszy wiek, nie dziewiętnasty – stwierdził z uśmieszkiem na ustach Adam.

-Nie wiem czy pan się ze mną zgodzi, ale teraz mężczyźni zachowują się niczym niecywilizowani barbarzyńcy.

-Wybaczy pani, ale się z panią nie zgodzę – odparł Adam.

-To ja panu powiem, że wiele razy spotkałam się z tym, że mężczyzna zamiast ucałować kobietę w dłoń, to wita się z nią, jak ze swoim kolegą. Kiedyś to było nie do pomyślenia.

-Kiedyś mężczyźni całowali kobiety w dłoń, bo woleli je całować w rękę niż w buzię, a dzisiaj podaje się kobiecie rękę po to, aby pocałować ją w buzię.

-Dał mi pan trochę do myślenia – odparła Jadwiga. – Tylko, że pan i pańscy bracia nie pocałowali nas w policzki.

-Przypomnę tylko pani, że jesteśmy w teatrze – odparł Adam.

-W końcu teatr to nie kościół – oznajmiła z uśmieszkiem. – Niech pan spojrzy na dół, widzi pan, jakaś para się całuje.

-Faktycznie, tylko że to jacyś młodzi ludzie.

-Uważa pan, że w naszym wieku nie przystoi się całować w teatrze? Tym bardziej, że jesteśmy na komedii romantycznej.

-Uważam, że w teatrze nie powinno się rozmawiać, tylko oglądać grę aktorów – pouczył ją Adam. Nic też dziwnego, że Jadwiga zwróciła swój wzrok na sceną i obrażona zaprzestała dalszej dyskusji. Trwała tak przez kilka minut, po czym znowu zabrała głos.

-Ja znam „Śluby panieńskie” prawie na pamięć.

-Ja niestety nie i chciałbym je wysłuchać w spokoju.

-Jeśli pan chce – i znów się do niego uśmiechnęła – to ja mogę panu kiedyś poczytać tę komedię. Mam piękny akcent i dykcję, nie zdąży się pan przy mnie znudzić.

-Obawiam się, że się znudzę.

-Nie będzie pan wiedział, dopóki się pan nie przekona – zapewniała go Jadwiga.

-Przekonałem się, że sny się sprawdzają – odparł jej przypomniawszy sobie swój sen.

-Jeśli chodzi o sny, to ja mam kilka najlepszych senników, mogę panu jeden pożyczyć.

-Może mi pani pomóc w inny sposób.

-Proszę mi tylko powiedzieć, jak?

-Proszę mi dać w spokoju obejrzeć to przedstawienie – rzekł stanowczo Adam, zaś Jadwiga poczuła się znowu obrażona. Jednak po kilkunastu minutach zaczęła udawać wzruszenie, obserwując to, co się dzieje na scenie.

-Przepraszam, czy nie ma pan chusteczki higienicznej – zwróciła się do Adama, mając łzy w oczach.

-Niestety nie mam – skłamał Adam.

-To może mam pan chusteczkę osobistą?
-Też nie mam.

-A może któryś z pańskich braci ma chusteczkę?

-Oni też nie mają chusteczek – rzekł zdenerwowany, lecz zaraz dodał. – Na pewno pani siostra, bądź koleżanka. mają chusteczki.

-Już nie potrzeba, już mi przeszło wzruszenie – i uspokoiła się na chwilę. Zaraz jednak uśmiechnęła się do Adama i przemówiła.

-Pan to widzę, tak łatwo się nie wzrusza. Taki z pana „maczo”.

-Przestałem się wzruszać po kilku latach pracy, bo gdybym się chciał wzruszać na widok płaczących mi na egzaminie studentek, które potrafią lepiej udawać niż ci aktorzy na scenie, to nie postawił bym wtedy żadnej dwójki.

-Ależ mi pan zaimponował, jestem chyba pod pańskim wrażeniem.

-Ale ja pod pani nie jestem – odparł Adam. W tym momencie zaczęła się przerwa i Adam szybko zerwał się ze swojego miejsca.

-Pan wychodzi na przerwę, a ja myślałam, że sobie porozmawiamy, bo tak nam się miło rozmawiało.

-Idziemy na papieroska – i teraz spojrzał na swoich braci, którzy zaraz za nim opuścili lożę. Gdy tylko znaleźli się na korytarzu, Adam zaczął nerwowo mówić.

-Nie paliłem kilkanaście lat, ale dzisiaj muszę zapalić – i wówczas Stanisław poczęstował go papierosem. – Ta kobieta mnie wykończy, cały czas coś nadaje i mnie ewidentnie podrywa.

-Ja już więcej do teatru nie przyjdę – zaczął Jan. – Ta co koło mnie siedzi, to nie patrzy na scenę, tylko na mnie i cały czas sobie poprawia włosy.

-Skoro tak narzekacie, to wam powiem, że ta ich koleżanka zna całą tę komedię na pamięć i co chwila mi mówi co będzie dalej. Nie wiem, jak ja wytrzymam tu jeszcze godzinę.

-Nasz bratanek przegiął, przegiął jak nigdy – zdenerwował się Jan. – Pamiętacie co wtedy mówiła ta jego Asia, jak ich podsłuchiwaliśmy. Oni to faktycznie zrobili. Ona dała trzy bilety swoim ciotkom i ich koleżance, a Michał dał nam.

-Czuję się jakbym był na torturach, a nie w teatrze – oznajmił Stanisław.

-Jedno jest pewne, musimy zniweczyć ten ślub – stwierdził Adam.

-Musimy – rzekł Jan.

-I zniweczymy – dodał Stanisław.

-Tu już nie chodzi o przyszłość Michałka, chce sobie zmarnować życie to jego sprawa, ale tu idzie o nas. Jedno jest pewne, jeśli oni wezmą ten ślub, to wtedy znajdziemy się w opałach. Te ciotki Asi są nieobliczalne, podobnie jak ta ich koleżanka. Pomyślcie, jeśli one tak nas molestują w teatrze, to co będzie na weselu Michała i Asi?

-Ja na to wesele nie pójdę – oznajmił Jan.

-Jak nie pójdziesz? – pytał Stanisław. – Nie pójdziesz na ślub swojego bratanka, któremu wraz z nami zastępujesz rodziców.

-Ale przecież one tam będą!

-Zatem widzicie, że tego ślubu nie może być – stwierdził Adam.

-Nie mamy wyjścia – zaczął Jan – w końcu tu idzie o naszą skórę.

-Właśnie panowie. Trzeba zatem znaleźć kogoś, kto poderwie Michała, albo kogoś kto Michałowi odbije Asię. Jedno albo drugie – oświadczył Adam.

-Chyba masz rację Adasiu, to jedyne sensowne wyjścia z tej sytuacji – dodał Jan.

-Ale jak to zrobić? – zapytał Stanisław.

-Mam kilka dziewczyn na seminarium, może któraś zgodzi się poderwać Michała – zaoferował się Adam.

-To jest dobry pomysł – pochwalił Jan.

-A gdyby to się nie udało, to który z was podejmie się znalezienia kogoś, kto odbije Michałowi Asię?

-Ja mogę – zaoferował się Stanisław – od czasu do czas trafiają mi się nieszkodliwi przestępcy, to któregoś z nich namówię.

-To ja mam inny plan, gdyby wam się nie udało – wtrącił Jan.

-A jaki? – zapytał Adam.

-Niezawodny. Widziałem to w serialu „Moda na szczęście”.

-Dobrze, ale póki co, to spróbujemy znaleźć kogoś, kto ich rozdzieli – oświadczył Adam. W tym też momencie zadzwonił dzwonek, który oznaczał koniec przerwy.

-Musimy tam iść? – zapytał Jan.

-Musimy, przecież nie będziesz się chował przed kobietami – pouczył go Stanisław.

-Słuchajcie, a kto jest patronem podrywanych? – zapytał Jan.

-Nie wiem, ale tu i święci nie pomogą – rzekł Stanisław. – Musimy to jakoś przeżyć – i klepnął Jana po ramieniu. Następnie wolnym krokiem podążali do swojej loży.