Eliminacje do mundialu 2002 były gigantycznym skokiem jakościowym reprezentacji Polski. Aberracją. Dla mnie, niepamiętającego wielkich czasów naszej piłki, to był szok. Czegoś takiego z pewnością już nie doświadczę.

Oczywiście oczekiwania narodu były ogromne, jak to po chudych latach. Trener Engel zupełnie sensownie (jak się wtedy wydawało) zapowiadał medal. Jak się okazało – zupełnie bezpodstawnie, ale przede wszystkim niepotrzebnie. Selekcja przebiegła prawidłowo, bo w sumie na mistrzostwa powołani zostali najlepsi polscy piłkarze (Krzysztof Warzycha miał 39 lat, poza tym nigdy w kadrze wiele nie znaczył). Niestety, zarówno oni, jak i Engel „nie dojechali” na ten turniej. Nie dość, że forma sportowa beznadziejna, to także mentalnie zawodnicy byli kompletnie nieprzygotowani. A huk pękającego balona, napompowanego do absurdalnych rozmiarów, mam w uszach do dzisiaj.

Kadrę Janasa z eliminacji Weltmeisterschaft 2006 pamiętam jako zespół do bólu solidny. Z kim mieliśmy wtedy przegrać (Anglia) – przegraliśmy. Ale wszystkie (!) pozostałe mecze Polska wygrała, dzięki czemu awansowała bez konieczności walki w barażu, mimo niewygrania grupy.

Tym razem nikt nie obiecywał cudów, natomiast mundial znów nam nie wyszedł. Piłkarze rozczarowali, ale najbardziej zawiódł selekcjoner. Ogłaszając kadrę na finały, Janas dokonał dziwacznych wyborów, a przede wszystkim pominięć. Zaskoczył nawet swoich asystentów. Chciał być chyba mądrzejszy od całego świata, bo jak to inaczej tłumaczyć? A z pewnością można było w Niemczech osiągnąć więcej.

Drużyna Beenhakkera miała w kwalifikacjach Euro 2008 bardzo trudny początek, nagły zachwycający zwrot w postaci zwycięstwa z Portugalią, ustabilizowanie sytuacji, ale też niełatwe momenty. Reprezentacja pod wodzą Holendra potrafiła grać atrakcyjnie, choć dysponowała chyba najmniejszym potencjałem z wszystkich, które w obecnym stuleciu wystawialiśmy do międzynarodowych turniejów.

Niestety, na turnieju ten zespół prezentował antyfutbol. Wszystkiego wąską kadrą wytłumaczyć nie można, ale problemy przed imprezą rzeczywiście się nawarstwiały. Łukasz Piszczek został awaryjnie ściągnięty na zgrupowanie prosto z plaży! Oczywiście, zawód był; to kolejny turniej, który w Polsce wywołał tylko rozgoryczenie. Natomiast po latach uważam, że to nie była drużyna zdolna do wyjścia z niełatwej przecież grupy.

Do kolejnych mistrzostw Europy kwalifikować się nie musieliśmy, korzystając z przywileju gospodarza. Selekcjoner Dyz… Smuda miał trzy lata, aby przygotować zespół do tej szczególnej dla całej Polski imprezy. Z tego czasu pamiętam mniejszy lub większy niepokój, ponieważ drużyna swoją grą nie dawała żadnej gwarancji. No, ale przecież gramy u siebie, trafiliśmy do grupy śmiechu…

Gdyby sugerować się tylko rezultatami meczów, można pomyśleć – mecze na styku, pewnie zabrakło szczęścia, którego inni mieli więcej… Cholera, jaki to był w wykonaniu naszych smutny turniej… Remisy w dwóch pierwszych meczach dawały nadzieję na przełamanie przedłużającej się klątwy Piechniczka i Bońka, na zagranie więcej niż trzech meczów. Mimo gry opartej na zrywach było to możliwe. Wtedy jednak trener postanowił wyjść na Czechów (Czechów!) maksymalnie asekuracyjnie, stosując w środku pola wariant przedpotopowy z trzema defensywnymi pomocnikami. Zważywszy na skład grupy mogło być lepiej, ale absolutnie na to nie zasługiwaliśmy.

Kiedy Michel Platini zwiększył liczbę uczestników mistrzostw Europy, straciły one na elitarności. Ten ukłon w stronę słabszych piłkarsko państw był nim także dla nas. Przed pierwszymi eliminacjami turnieju w nowej formule reprezentację przejął Adam Nawałka. Trener ten odmienił reprezentację. Stała się drużyną, której byliśmy pewni. Potrafiła swoją grą porywać, a pokonując Niemcy (ostatni wielki rywal, którego nigdy nie ograliśmy) przełamała barierę niemożności. Z kłopotów, jakie ten zespół też miewał, udało się wychodzić bez szwanku (remisy ze Szkocją). A wszystko to, bo piłkarze grali w kadrze na miarę możliwości albo i ponad. Wtedy też eksplodował Robert Lewandowski.

I to był TEN turniej. Reprezentacja Polski osiągnęła ćwierćfinał wielkiej imprezy, a mogła nawet więcej, ale w żadnym razie nie zawiodła. Wygląda na to, że Nawałka wyciągnął wnioski z błędów poprzedników, sam się ich ustrzegł, a do tego trafił na wysoką formę wielu piłkarzy jednocześnie. Po latach wstydu smakowicie było poczuć dumę.

Następne eliminacje, pierwsze od niepamiętnych czasów, do których Polska przystępowała jako główny faworyt swojej grupy, potwierdziły, że zespół Nawałki nadal ma charakter. Pokazały też niestety, ile brakuje nam do czołowych ekip oraz to, że jesteśmy drużyną zbyt jednowymiarową, którą łatwo rozszyfrować (0:4 z Danią). Awans na mundial został dość pewnie wywalczony, po czym trener zaczął kombinować.

Występ reprezentacji Polski na mistrzostwach w Rosji był kompromitacją, smutnym końcem tej drużyny. W pierwszym spotkaniu Nawałka ustawił zespół w systemie, który ewidentnie nie został dostatecznie przetestowany. Tam w ogóle nic nie zagrało – nawet zwycięski mecz o honor to festiwal żenady. Drużyna była fatalnie przygotowana, potyczka z Senegalem to być może najsłabszy występ reprezentacji Polski na turniejach w XXI wieku.

Teraz za nami zwycięskie eliminacje przyszłorocznego Euro. Zawierające mecze okropne, średnie i niezłe, jeden na siłę można określić bardzo dobrym. Najwięcej było narzekania na brak stylu w grze drużyny Brzęczka. Niemniej, z roli faworyta reprezentacja się wywiązała.

Dyskusyjna decyzja UEFA powoduje, że w tej chwili nie wiemy, gdzie będziemy grać, bowiem turniej po raz pierwszy w historii będzie rozsiany po całym kontynencie. Selekcjoner ma teraz czas na to, aby nie popełniać błędów poprzedników. Tylko i aż tyle. Wyjściowy skład drużyny na mecz otwarcia od tego, który kończył eliminacje, może się różnić jedynie kosmetycznie. Trenerowi i piłkarzom trzeba życzyć zdrowia i trafienia z formą. Nam pozostaje nadzieja, zachowanie proporcji oczekiwań względem potencjału (my nie jesteśmy kandydatem do medalu, to okoliczności mogą nas nim uczynić) i Robert Lewandowski.