Następnego dnia tuż przed dwunastą Szumski pojawił się w urzędzie gminy Brzozów, licząc na to, że uzyska nieco informacji od tamtejszych urzędników. Dość szybko odnalazł pokój, w którym załatwiano sprawy socjalne mieszkańców gminy. Gdy otworzył drzwi dostrzegł kobietę w średnim wieku, która posilała się kanapką, niejaką Nowacką.
-Dzień dobry, komisarz Szumski. – Po tych słowach kobieta szybko przełknęła kęs, który miała w ustach i niewyraźnie przemówiła.
-Dzień dobry, słucham pana.
-Pewnie pani słyszała o samobójstwie Zofii Samosik i jej syna Krzysztofa?
-Pół dnia wczoraj płakałam i nawet nie poszłam do kościoła.
-Rozumiem, że pani odpowiada za sprawy socjalne tej gminy?
-Ja i Krysia Zuchowa, ale jej dzisiaj nie będzie, bo wczoraj miała osiemnastkę córki. No i wie pan jak to jest po osiemnastce dziecka.
-Domyślam się – rzekł z uśmiechem. – Pani znała zmarłą?
-Pewnie, że znałam, bo z moją córką razem chodziły do podstawówki i do liceum. W ostatnich latach jak mogłam, to jej pomagałam, ale nie będę oszukiwać, że niewiele jej pomogłam.
-Ale przecież gmina ma środki finansowe na pomoc dla ubogich.
-Tak się panu wydaje – i tu przerwała na chwilę. – Powiem panu, że pomoc to przeważnie dostają tacy, co nie powinni nic dostać, albo dostać na końcu.
-To dlaczego takim osobom pomagacie, a nie tym naprawdę potrzebującym? – rzekł nieco zdenerwowany Szumski.
-Pan myśli, że ja, albo Krysia Zuchowa decydujemy o tym. Tu o wszystkim decyduje wójt i jego zastępca.
-Ale przecież są chyba jakieś kryteria i dochody, które bierze się pod uwagę?
-Widać, że jest pan z policji i na tych sprawach się nie zna.
-Do wójta też pani mówi tak prosto z mostu? – rzekł z uśmiechem komisarz.
-Mówię i wcale się gnoja nie boję, a wie pan dlaczego?
-Bo jest pani twardą kobietą.
-Twardy to ja mam tyłek od siedzenia w robocie – zażartowała Nowacka. – A wójta się nie boję, bo mój szwagier jest starostą.
-To wiele tłumaczy.
-U nas panie to pieniądze dostają tacy, co potrafią się wykłócać i co dobrze żyją z wójtem, a że Samosikowa była cichą kobieciną i nie miała poparcia, to niewiele dostawała, zresztą ona tu za często nie chodziła. Ja z Krysią Zuchową wiedziałyśmy, w jakiej żyła biedzie i zawsze żeśmy ją umieszczały na liście, nawet jeśli nie było dla niej pieniędzy. Jak pan chce to pokażę panu papiery z ostatnich lat.
-Wierzę pani – odparł Szumski.
-Żeby Samosikowa była panną z dzieckiem, albo żeby była alkoholiczką, to by prędzej coś dostała, ale że była poczciwą kobietą, to dla niej niewiele było.
-To dlaczego wójt nie chciał jej dawać zasiłku?
-Poprzedni wójt dawał zasiłek Samosikowi, bo to była bliska rodzina, ale jak Samosika wsadzili do mamra, bo prawie ją zakatował, to wtedy wójt nic jej nie dawał. – Tu nastała chwila ciszy. – Dwa lata temu wójt się zmienił, ale nic to nie dało.
-A dlaczego?
-Bo to kawał gnoja i tyle.
-Ładnie się pani wypowiada o zwierzchniku – zażartował komisarz.
-Szkoda, że pan nie słyszał jak wójt mnie wyzywa i Krysię Zuchową, zwłaszcza jak się napije.
-To niech mi pani powie, dlaczego ten wasz wspaniały wójt nie chciał pomagać Samosikowej?
-Jak pan jest komisarzem, to niech pan zgadnie? – zażartowała tym razem Nowacka.
-Pewnie on też jest rodziną z Samosikiem.
-Słaby z pana komisarz. Filmów chyba pan nie ogląda, a to sprawa jak z filmu.
-Nie oglądam filmów – przyznał Szumski.
-Wójt w liceum przymierzał się do Samosikowej, wtedy jeszcze Kownackiej, ale ona go nie chciała i od tamtej chwili pamiętał o tym.
-To aż taki jest pamiętliwy?
-Szkoda mówić, ale co się dziwić jak jego dziadek był volksdeutschem i nie jednego tu chłopa sprzedał Niemcom w czasie wojny. A ten chyba jeszcze gorszy od dziadka. – Po tych słowach Kownacka napiła się herbatki i mówiła dalej. – W tamtym roku nagle umarła nam sprzątaczka, to sobie pomyślałam, że może by ją zatrudnił, bo wiedziałam, że Samosikowa szukała roboty.
-A chciała być sprzątaczką?
-Panie, jak jej o tym powiedziałam, to mnie po rękach całowała – tu uśmiechnęła się nieco i kontynuowała. – Muszę panu powiedzieć, że mnie od kilku lat po rękach nikt nie całował, bo mój stary to ostatnio całował mnie po rękach na naszym weselu, a nasz chamski wójt to się wita ze mną i z Krysią Zuchową jak z chłopami.
-To dlaczego jej wójt nie zatrudnił?
-Przyznam się panu, że jak Samosikowa weszła do pokoju wójta to stanęłam pod drzwiami i wszystko podsłuchiwałam. I powiem panu, że miałam ochotę wziąć nóż i zabić gnoja w biały dzień w urzędzie gminy.
-Łapówka czy coś więcej? – zapytał komisarz.
-Powiedział jej, że przyjmie ja do roboty, jak ją przeleci.
-Faktycznie, kawał gnoja – skwitował Szumski.
-Wtedy Samosikowa rozpłakała się i wyszła z jego pokoju. A ja proszę pana żałowałam, że jej powiedziałam o tym stanowisku sprzątaczki.
-Wcale się pani nie dziwię.
-Parę minut później wójt wezwał mnie do siebie i powiedział, że choćby Samosikowa miała zdechnąć z głodu, to jej do roboty w gminie nie przyjmie.
-Chyba zamienię z nim parę słów – wtrącił zdenerwowany Szumski.
-Szkoda pańskiego języka, bo on przyjmuje do urzędu tylko rozwódki, żeby mógł się z nimi lochać, bo to taki knur.
-Widzę, że wójt na medal – zakpił Szumski.
-Pewnie, gdyby ją w tamtym roku przyjął za sprzątaczkę, to by żyła. – Tu nastała dłuższa chwila ciszy, aż w końcu urzędniczka przemówiła. – Byłam dzisiaj u niego rano i powiedziałam, że przez niego nie żyje matka i dziecko. A ten mi powiedział, że będzie w gminie jeden kłopot mniej.
-Ja jednak sobie z nim porozmawiam.
-I jeszcze coś panu powiem. Kazał mi zrobić kawę, ale nie zgadnie pan co wtedy zrobiłam?
-Pewnie pani mu coś dosypała? – zapytał z uśmieszkiem na twarzy Szumski.
-Jak ugotowałam wodę, to zanim wsypałam do filiżanki kawę, to najpierw wrzuciłam do filiżanki z wodą moją protezę, a dopiero później zaparzyłam mu kawę.
-Tego to jeszcze nie słyszałem.
-Przynajmniej tyle za to wszystko. Mam nadzieję, że Samosikowa będzie go straszyć w nocy.
-Tacy zmarłych się nie boją – skwitował krótko komisarz.
-Coś bym panu opowiedziała, ale co to za pocieszenie.
-Dziękuję za ciekawe informacje. Do widzenia.
-Do widzenia panu – i po tych słowach komisarz skierował się do pokoju wójta.