Końcówka lat 80-tych. Poranek, Zabielska 6/110. Razem z bratem słyszymy rumor nadjeżdżającej śmieciary pana Edzia, naszego kultowego wówczas wehikułu. Nie dajemy Mamie pospać. „Wstawajmy, ubielajmy się”- pobudka podekscytowanych malców, którzy mieli najbliżej do przedszkola.

W porannej audycji włączanego w te poranki radia leciał hit zespołu „Europe” – „Final Countdown”. Może cienka aluzja, że system się wali, że mamy końcowe odliczanie?

20 lat później. Dzwonek budzika-komórki. Kwadrans przed piątą.

Opuścisz to miejsce i w szary wstąpisz dzień
Postawisz kołnierz kurtki na wiatr
Do pracy pierwsza zmiana będzie szła, pójdziesz z nimi w brzask

Jadąc rowerem lub wybierając pieszą marszrutę mijam moich radzyńskich współbraci – spieszących w stronę dworca. Schylam głowę w niemym pozdrowieniu znajomych rowerzystek, pedałujących do roboty na szóstą, wpół do szóstej rano.

Omiatam wzrokiem kierowców, otwierających ciężkie drzwi garaży, mordujących się na parkingach z odśnieżaniem swoich aut.

Pozdrawiam przysypiających w autobusach, tonących w półśnie, w słuchawkach , gdzie do uszu sączy się im jazz, blues, może stary polski rock. Dźwięki ożywiające zaspane ciało.

Pozdrawiam Was, piekarze, konwojenci, dostarczyciele prasy, mięsa, świeżych owoców i warzyw, sklepikarze, kioskarze z ginącej mapy zielonych budek z prasą.

Widzę Was przysypiających już koło 16-tej przed telewizorami, ekranami komputerów, prasą, wieczorną lekturą książek. Pochylonych nad zeszytami i podręcznikami pociech. Szykujących coś ciepłego dla domowników. Śpijcie dobrze, radzyniacy!