11 lat temu, na łamach stabilizatora, nasz felietonista dzielił się wrażeniami z wyjazdu na Białoruś. Przypomnijmy to.

Wakacyjne szlaki zawiodły nas w tym roku na Białoruś. W dzisiejszych zwariowanych czasach taka wyprawa jest postrzegana przez niektórych nieomal jak podróż do źródeł Amazonki. A przecież to nasz najbliższy sąsiad. I mamy kawał wspólnej historii.

Na wizerunek Białorusi w Polsce wielki wpływ ma oczywiście prezydent Łukaszenka, a właściwie to, co mówi się w polskich mediach o nim i gospodarczej sytuacji w tym kraju. Minister Sikorski – może po to, żeby pokazać jak jest twardy i zdecydowany – nie szczędzi białoruskiemu reżimowi ostrych słów. No cóż, jeśli nie można pokrzyczeć na Rosję…Podróżom nie sprzyjają też procedury wizowe. Plusem jest natomiast dobra relacja dolara do białoruskiego rubla. U nas 1 USD to 2,80 zł, tam trochę ponad 5000 rubli. Piwo w dobrym lokalu w stolicy to max 7000 rubli. Litr najdroższego paliwa kosztuje natomiast 4500, a świetny białoruski chleb można kupić za 1500 rubli.

Do Mińska dotarliśmy w przeddzień święta narodowego. Najpierw wstrząsające Kuropaty – leśne uroczysko, w którym spoczywa według różnych szacunków między 50 000 a 250 000 ofiar stalinowskich czystek z lat 1937-1941. Świąteczną paradę oglądamy w TV w blokowym mieszkaniu naszych przyjaciół. Deszcz pada od rana – aż do momentu gdy z samochodu wysiada prezydent Alaksandr Ryhorawicz z siedmioletnim synem Kolą (coś mi mówi, że to będzie za jakieś ćwierć wieku następca taty, który rządzi już 17 rok). Parada zwycięstwa to temat na oddzielny felieton. Ciągną różne rodzaje wojsk i uzbrojenia , młodzież, sportowcy, artyści. Pokaz musztry paradnej zapiera dech. Typowa kimirseniada, do której ponoć szykowano się przez ruski miesiąc, noc w noc.

Popołudniu zwiedzamy dwumilionową stolicę. Olbrzymie (nowe!)blokowiska, czyste, przestronne centrum (mało samochodów!), solidne tanie metro, dużo milicji. Ludzie wyglądają jak w każdym europejskim mieście. Bawimy się dobrze. I kompletnie nie radzimy sobie z przeliczaniem rubli na złotówki i odwrotnie. Hasłem wyjazdu już do końca będzie pytanie: „To mało czy dużo?”.

Mińsk pożegnaliśmy z umiarkowanym żalem. Obładowani tanimi płytami(głównie Kings of Leon i „podpolnoj” białoruskiej kapeli N.R.M.) i książkami ruszamy na Grodzieńszczyznę. Tam najważniejsze jest spotkanie z Mickiewiczem. Wzruszające Zaosie,gdzie może się urodził, a może nie, ale raczej tak – bo wzrusza. Nowogródek, gdzie spędził dzieciństwo. Miejsca, w których był – Szczorse, Tuhanowicze (lipowa altana, w której miał się spotykać z Marylą, jeszcze jest!, poza nią – zupełnie nic), kamień Filaretów w lesie, jezioro Świteź (kąpią się tylko Jacek z Pawłem). Teraz, po powrocie czytam „Żmut” Rymkiewicza o młodzieńczych miłościach Wieszcza. Żałuję, że dopiero teraz, powinienem przeczytać to przed podróżą.

Stacjonujemy w Brzozówce nad Niemnem, u Rodziców Nataszy. Wspaniałe białoruskie jedzenie i niebywała serdeczność. Na ichniego Św. Jana idziemy nad rzekę. Natasza śpiewa świąteczną pieśń, która niesie się po wodzie w dal i w czas. Takich chwil się nie zapomina.

Dużo zwiedzamy. Piękne lasy i całkiem dobre drogi. Pusto. Z dala od drogi przysiółki z walącymi się chałupami. Zieleń, stada krów i bociany. Czasami wielki billboard, który reklamuje…miłość do Białorusi.

Zamki w Mirze i Lidzie Białorusini restaurują bardzo po swojemu, chyba trochę po drodze gubiąc ducha tych miejsc. Oglądamy też Nieśwież i Grodno. Tam jest jeszcze wiele do zrobienia. Niektórych zabytków już się nie uratuje – zostały zaanektowane przez komunistów i socrealistyczne symbole. A tak w ogóle to w każdym mieście stoi pomnik Lenina. Niektóre robią wrażenie zupełnie nowych.

„Ka blubić Biełaruś, naszu miłuju mamu,

Treba u roznych krajach pabywać.
Zrazumiejesz tady – pad twaimi nahami
Try słany nieruchoma stajać.”

(N.R.M.„Try czarapachi”)

PS

Wielkie dzięki za gościnność, czas i serce dla Nataszy i Saszy, ich Mamy i cudownych dzieci Nastii, Maszy i Lońki, ich przyjaciół Tani i Andrieja oraz – las but not least – dla Wiktora Michajłowicza (za wyborny DESTYLAT i masaże kręgosłupa)! I oczywiście dla Ilonki (i wszystkich Towarzyszy Podróży) za Pomysł i Realizację!

9. VIII. 2011