
Królowa Bona czekając niecierpliwie na wiadomości z Krakowa nie przypuszczała nawet, że w tym czasie jej syn zraził się do niej ostatecznie. Matka Jagiellona spodziewała się, że ten rok będzie dla niej pomyślny i jej gwiazda znowu zaświeci tak jak dawniej. Z informacji, jakie otrzymywała od swoich zauszników jasno wynikało, że może już rozglądać się za nową synową. Miała nadzieję, że za trzecim razem August poślubi tą, którą ona mu wybierze, gdyż pierwszą żonę wybrał Zygmunt Stary, a drugą wyszukał sobie jej syn. Królowa wdowa postanowiła więc zmienić taktykę i zaniechała otwartych wystąpień przeciwko synowej.
Pewnego dnia królowa Bona wraz z córkami oddawała się wyszywaniu. Po pewnym czasie stwierdziła jednak, że to już nie na jej siły i postanowiła przyglądać się wyszywankom, które kończyły córki. Zbliżyła się więc do starszej Anny i zobaczywszy jej dzieło aż pokiwała głową z zachwytu.
-Pan Bóg poskąpił ci urody, ale za to obdarował cię wielkimi zdolnościami. – Następnie zwróciła się do młodszej Katarzyny. – Przerwij to i chodź zobacz, co potrafi stworzyć twoja siostra.
-Całkiem ładne – odrzekła zazdrośnie młodsza z Jagiellonek.
-Ładne? Toż to arcydzieło, które wykonała moja córka. – Na te słowa Anna uśmiechnęła się tylko i jeszcze szybciej kończyła swoją wyszywankę. – Ochmistrzu Ocieski, zechciej tu podejść. – Po jej słowach w drzwiach stanął odświętnie ubrany Ocieski, co widząc Bona od razu zadrwiła. – A cóż się tak wystroiłeś ochmistrzu, jakbyś miał zamiar jechać w swaty?
-Jak mawiała święta Brygida, ładny strój zawsze się przyda – odparł zadowolony.
-Ochmistrzu Ocieski, ty z tej mądrości nie urosłeś. Lepiej spójrz na to dzieło, które wyszyła moja córka Anna.
-Zaiste piękny orzeł – oznajmił ochmistrz i pokiwał głową z zachwytu. – Widzę, że miłościwa pani jest wreszcie w dobrym nastroju. Trzeba będzie podziękować Panu Bogu za tę odmianę, bo pierwszy raz jesteś pani zadowolona ze swej córki.
-Widzę, że ci się ochmistrzu zbiera na żarty, ale to dobrze, bo dziś mój czarnoksiężnik zapewnił mnie, że w tym roku gwiazdy będą mi sprzyjać i skończą się stare zmartwienia.
-To dobrze, bo chciałbym ci podziękować miłościwa pani za to, że byłem ochmistrzem twego dworu i mogłem tak długo sprawować ten zaszczytny urząd.
-Chcesz mi powiedzieć, że odchodzisz? – zapytała wzburzona.
-Tak, pani.
-Jak chcesz. Droga wolna. Ciekawi mnie tylko, co zamierzasz dalej robić panie Ocieski?
-Postanowiłem postąpić tak, jak to zawsze mi doradzałaś, miłościwa pani.
-A co ja ci takiego radziłam, bo jakoś nie pamiętam? – i próbowała przypomnieć sobie tamto zdanie.
-Tak dużo mi radziłaś pani, że nie pamiętasz co mi rzekłaś. – Tu Bona wyraźnie się zdenerwowała i czekała na to, co jej powie jej ochmistrz dworu. – Posłuchałem cię pani i idę służyć temu, kto mi będzie lepiej płacił. Wszak sama pani mówiłaś, że głupi ten kto odmawia, gdy mu więcej obiecują.
-Tylko, że kto ci może więcej płacić niż ja? – zapytała zadufana królowa. – Chyba, że papież albo cesarz, chociaż teraz cesarz niewiele znaczy, bo najbardziej jest zadłużony. Komu zatem chcesz służyć?
-Królowi i wielkiemu księciu litewskiemu – zaczął Ocieski, lecz nie dokończył, gdyż królowa odebrała mu głos.
-Jakże to? To mój syn cię potrzebuje? – pytała z nie dowierzaniem.
-Tak, pani. – W tym momencie Bona roześmiała się w głos.
-Nikt mu już nie chce służyć i tej jego konającej wiedźmie, to sięga po moje sługi.
-Wszyscy już służą królowi, nawet ci, którzy wcześniej dużo gadali na niego.
-A to idź do niego. Idź! Będziesz przy starym Stańczyku drugim błaznem.
-Miłościwy król chce, abym został kanclerzem wielkim koronnym. – Na tę wiadomość Bona aż zaniemówiła przez chwilę, aż w końcu raz jeszcze zapytała.
-Coś ty powiedział? Król powierzył ci wielką pieczęć?
-Tak, pani.
-I ty się zgodziłeś? – wrzasnęła.
-Każdy na moim miejscu by się zgodził – odparł ze spokojem Ocieski.
-Pamiętaj, że król wybrał cię na kanclerza, bo byłeś moim ochmistrzem – i na chwilę zamilkła. – A więc mój syn chce mi zrobić na złość, a przy tym chce mnie upokorzyć. – Tu spojrzała złowrogo na Ocieskiego i raz jeszcze pokazała mu co potrafi. – Jakaż byłam głupia, że wybrałam cię ochmistrza mego dworu. Tak mi się teraz odpłacasz za wszystko.
-Wybacz mi pani, ale ja już odsłużyłem za te tytuły, które niegdyś otrzymałem za twoim wstawiennictwem. – Tu Ocieski zaczął pokazywać przed królową to, czego nauczył się przez ostatnie kilka lat. – Myślę, że za ten czyściec, który przeszedłem ostatnimi laty, to od razu pójdę do nieba.
-Nieba mu się zachciewa! Widzieliście go – zadrwiła. – Niebo nie dla takich jak ty. Zatem kiedy opuszczasz mój dwór?
-Chciałbym jak najszybciej.
-A czemu tak ci się spieszy?
-Ty miłościwa pani tego nie zrozumiesz, ale moja synowa bardzo zachorowała i chcę jechać, aby ją nieco pocieszyć, a już dawno jej nie widziałem.
-Więc jedziesz do synowej? – rzekła Bona i przez chwilę zastanawiała się nad tym, jak ona traktowała swoje synowe.
-Tak pani, bo mój syn z synową niedaleko od Krakowa mieszkają, a że król nalega, abym jak najszybciej przybył na Wawel, tedy chciałbym jutro wyruszyć.
-Zatem jedź. Precz stąd! – zdenerwowała się na dobre i Ocieski pokłoniwszy się pospiesznie opuszczał komnatę królowej. Przed drzwiami usłyszał jednak dalsze słowa Bony, która przypomniała sobie jego wypowiedź. – Miałeś czelność powiedzieć mi, że ja nie zrozumiem co znaczy synowa?
-Tak pani, bo nie tak postępuje się z synową.
-Ty śmiesz mnie uczyć, jak mam postępować z synową? A zatem jak się postępuje z synową, słucham?
-O synową trzeba dbać tak jak o syna, bo to przecież jego wybranka, jego druga połowa.
-Chcesz mi powiedzieć, że ja źle postępowałam?
-Do tej pory nic nie mówiłem o tym, bo i po co się narażać.
-Słucham, ty niewdzięczniku – i z ironią spoglądała na Ocieskiego.
-Miłościwa pani wystąpiła przeciwko królowej Barbarze dlatego, że to poddanka, która nie jest godna korony
-Bo to prawda.
-Ale świętej pamięci królowa Elżbieta była siostrzenicą cesarza i też ci pani nie odpowiadała.
-I co z tego?
-Gdyby nawet nasz król pojął za żonę jakąś Francuzeczkę, to też by ci pani nie odpowiadała, bo ty pani chcesz być jedyną królową w tym kraju. I tak sobie myślę, że gdyby na Wawelu pojawiła się jakaś Francuzeczka lub jakaś księżniczka z Italii, to wtedy dziękowałabyś pani, że masz taką synową jak królowa Barbara.
-Będę dziękować Panu Bogu za to, że dowiedziałam się jakim jesteś Judaszem. – Tu Ocieski uśmiechnął się do niej i dodał ze spokojem.
-Chcesz pani dalej rządzić w Polszcze i mieć wpływ na króla. A skoro tak, to żadna by ci pani nie odpowiadała lepiej niż królowa Barbara.
-O czym ty mówisz, Ocieski? – zapytała zmieszana.
-Królowa Barbara do polityki się nie bierze i wtedy to ty pani mogłabyś doradzać królowi i razem z nim rządzić. Dam sobie głowę uciąć, że gdybyś ją pani od razu uznała za synową, to królowa Barbara całowała by cię z wdzięczności po rękach i nie wchodziła ci w drogę. Król też byłby ci pani wdzięczny i liczyłby się z twoim pani zdaniem. Oni by się miłowali, a ty pani rządziłabyś jak dawniej.
-A racja stanu? Przecież to poddanka?
-Nie raz w Polszcze poddanka była królową. A lepiej mieć niższego od siebie niż równego, albo co gorsza wyższego.
-Masz trochę racji panie Ocieski. – I zamyśliła się przez chwilę. – Czemu wcześniej mi tego nie powiedziałeś, ochmistrzu?
-Bo ty miłościwa pani słuchałaś tylko tych, którzy chcieli cię skłócić z królem i przez to osłabić władzę królewską w Polszcze. – Po tych słowach Bona zamilkła. Nie przyznała tego otwarcie, ale wiedziała, że Ocieski ma rację. Ten zaś po chwili namysłu dodał. – Królowa Barbara mocno choruje i zapewne niedługo umrze, a za jakiś czas król może poślubić taką, która nie będzie ani pokorna, ani cicha. Boję się pani, że przegrałaś i to na dobre.
-Ja na pewno nie przegrałam! A jeśli ty zdrajco mnie opuszczasz, to poszukam sobie bardziej oddanego ochmistrza. Jedź precz do tej swojej synowej. – Na to szyderstwo królowej Ocieski odparł ze spokojem.
-Jutro pani pojadę, bo służbę zawsze można zmienić, a nawet zyskać na tym, tak jak ja teraz, a jeśli straci się zaufanie synowej, to tak jakby się i syna po części straciło. – Tu ochmistrz skłonił się raz jeszcze i dodał. – Dziękuję ci miłościwa pani za wszystko.
-Spiesz się waszmość, bo skoro synowa zachorowała, to może nieboraczka umrzeć. – Słysząc to Ocieski nic już nie odpowiedział, tylko zaczął żałował, że tak długo jej służył. Bona zaś popatrzyła na swoje córki i oznajmiła. – Inne królewny to potrafią doradzić matce co należy zrobić, a te tylko szydełkować umieją i nic więcej. – Następnie zezłościła się na cały świat i udała się do zamkowej kaplicy, aby tam znaleźć chwilowe uspokojenie.
***
W zamkowej świątyni królową naszły wspomnienia, a jednocześnie ogarnęła ją krótkotrwała skrucha. Do swoich komnat wróciła smutna i zamyślona. Niewiele myśląc sięgnęła po Biblię i czytała ją przez dłuższy czas. Nawet nie zauważyła, kiedy w jej komnacie pojawił się ochmistrz Ocieski.
-Czego chcesz znowu. Przez to gadanie z tobą to mnie gardło rozbolało. Każ wezwać medyka.
-Dobrze pani, tylko chcę oznajmić, że przybył wojewoda sandomierski.
-Tęczyński? – przerwała mu Bona. – Jeden mi jeszcze wierny. Każ go wołać.
Zaraz też przed obliczem królowej wdowy stanął wojewoda Tęczyński i złożył jej głęboki pokłon.
-Dobrze, że przybyłeś panie wojewodo. Już tak dawno nikt mnie nie odwiedzał.
-Straszna zima, miłościwa pani. Drogi tak zasypało, że dojechać nie można.
-Mów wojewodo czego się dowiedziałeś? Co nowego na Wawelu?
-Mam dobre wieści, miłościwa pani. Ta litewska przybłęda ciężko choruje – oznajmił z zadowoleniem Tęczyński.
-Odkąd mi weszła w drogę to słyszę, że choruje i cóż z tego? Takiej licho nie weźmie – odparła z grymasem na twarzy.
-A właśnie pani, że diabli ją wezmą i to już niedługo.
-Mów zatem, a przy tym napij się italijskiego wina – i wskazała mu ręką.
-Nie odmówię pani włoskiego wina. Nie odmówię. – I napiwszy się nieco szybko zapytał. – Czy może waszej królewskiej mości też nalać pucharek?
-Nalej wojewodo, przecież nie będę patrzeć jak sam pijesz – zażartowała królowa. Tęczyński napełnił więc złoty puchar i podał go Bonie. – Ciężka choroba trapi tę kurewkę-Litewkę. Dowiedziałem się od jednego z medyków, którego wezwano na dwór, że zachorowała na raka. – Po tych słowach Bona odłożyła kielich i przełknąwszy ślinę zapytała z niedowierzaniem.
-Powiedziałeś wojewodo, że choruje na raka?
-Tak pani. Rak zaatakował jej łono.
-Ta cholera jeszcze zarazi Augusta. Czy król wie o tym?
-Od samego początku.
-Zatem moje prośby zostały wysłuchane. Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy – rzekła zadowolona Bona.
-O tak pani. Mnie też to ucieszyło, bo chociaż jestem stary i mija mi w tym roku sześćdziesiąt pięć wiosen, to widzę, że spełni się to, o co tak prosiłem niebo w każdą pierwszą niedzielę miesiąca.
-A o co tak prosiłeś panie wojewodo?
-Chcę tylko przeżyć tę nierządnicę i mogę umrzeć choćby następnego dnia, ale pragnę doczekać tej chwili.
-Twoja to rzecz wojewodo, ale chyba za bardzo zawziąłeś się na tę Litewkę. – Po tym stwierdzeniu królowej Bony Tęczyński aż oczy rozszerzył ze zdziwienia i niepewnie odparł.
-Może się i zawziąłem, ale do twojej pani zawziętości to mi jeszcze daleko.
-Mówisz, że się zawzięłam? – I powstała z miejsca, rzucając złowrogim spojrzeniem na Tęczyńskiego. – To prawda, ale nie wypatrywałam jej śmierci. Ty wojewodo dożyłeś prawie siedemdziesięciu lat, a ona ma ledwie trzydzieści lat i chcesz, żeby już umarła? Żadnego w tobie wojewodo nie ma miłosierdzia.
-To tak mi pani odpłacasz, chociaż jako jedyny nie opuściłem cię pani i nie przeszedłem na stronę króla?
-Przeszedłbyś wojewodo, tylko za bardzo naraziłeś się królowi i wiesz dobrze, że nie masz co szukać w Krakowie.
-Jeśli naraziłem się królowi – zaczął oburzony Tęczyński i aż zacisnął pięści – to tylko dlatego, że dałem ci się pani zaślepić i robiłem co mi kazałaś pani!
-Wolne żarty – zaczęła z uśmiechem Bona. – Żarty sobie stroisz wojewodo? Czy ja kazałam ci to wszystko robić? Czy ja kazałam ci się modlić o to, aby ta litewska poddanka miała umrzeć. Bóg jeden wie czy nie modlisz się wojewodo o to, abym i ja jak najszybciej umarła?
-Do tej pory się nie modliłem, ale zacznę. Jeszcze dziś zacznę – zdenerwował się na dobre Tęczyński. – W drodze będę się o modlił i jeszcze kościół ufunduję, a nawet dwa kościoły każę zbudować, jeśli tylko Bóg miłosierny zlituje się nad tym krajem – dyszał z wściekłości wojewoda sandomierski.
-Muszę chyba przestrzec króla, aby miał się na baczności przed tobą wojewodo – zadrwiła Bona.
-O nie. To ja wezmę i napiszę do króla o tym o czym zamyślałaś pani względem królowej Barbary.
-Nie radzę ci tego robić wojewodo, bo pożałujesz tego! To mnie król uwierzy, a nie tobie – rzekła pewnym głosem królowa. – Tu Tęczyński zawahał się przez moment, ale po chwili znowu zaczął mówić.
-Wiem, że marszałek Kmita na polecenie króla przesłuchał służbę i dworzan i wyszło na jaw, że dybałaś pani na życie królowej Barbary.
-To tylko puste słowa.
-Niedługo się pani przekonasz, czy to puste słowa – zagroził Tęczyński. – Spraw Panie Boże, abym tego dożył. – W tym momencie Bona straciła cierpliwość do wojewody sandomierskiego i zaczęła wrzeszczeć.
-Nie chcę cię już więcej oglądać wojewodo, chyba, że przyjdziesz błagać o przebaczenie.
-Wolę już zdechnąć jako ten pies pod płotem, niż skamlać o łaskę u ciebie pani. Tego pani nie doczekasz – dodał drwiąco.
-Obejdzie się bez ciebie wojewodo i nie chcę cię już więcej oglądać.
-Z wielką przyjemnością stąd wyjdę – i bez pokłonu opuścił salę.
-Ależ to cham! I ja mu załatwiłam urząd wojewody. Gdzie ja miałam rozum? – Następnie klasnęła w dłonie i gdy pojawiła się jedna z dwórek, rozkazała. – Wołaj tu ochmistrza.
Ocieski stawił się wprawdzie przed obliczem królowej, ale dopiero po dłuższym czasie. Z tego też powodu Bona zaczęła od wielkich pretensji.
-Długo każesz sobie czekać na siebie ochmistrzu. Nie zapominaj, że jeszcze to ja jestem twoją panią i królową, a służba kończy się dopiero jutro.
-Obym tylko tego dożył – odparł Ocieski, który postanowił się wytłumaczyć. – Opóźniłem się miłościwa pani, bo mi w brzuchu coś wierci.
-Ty ciągle tylko z tym brzuchem. Zmień go sobie ochmistrzu – zadrwiła Bona.
-Nie każdy ma takie zdrowie jak ty, miłościwa pani.
-Miałam zdrowie, ale go sobie popsułam odkąd przybyłam do Polski. To cud, że jeszcze żyję. – Ocieski jednak nic nie powiedział, tylko milczał. – Za to wszystko co ode mnie otrzymałeś ochmistrzu, oddasz mi jeszcze ostatnią przysługę
-Jeśli tylko będę mógł.
-Skoro udajesz się do Krakowa, aby podobno dostać wielką pieczęć – rzekła drwiąco – to powiadomisz waszmość króla, że chcę przybyć na Wawel i uznać tę Litewkę za swoją synową.
-Wierzyć mi się nie chcę w to co usłyszałem. Gdybym pół roku temu doradził ci to pani, to pewnie przez cały miesiąc wysłuchiwałbym o swojej głupocie.
-A zatem zrobisz to waszmość?
-Wasza królewska mość mi wybaczy, ale ja się tej misji nie podejmę.
-A czemuż to? – wrzasnęła Bona chcąc go zastraszyć.
-Mam obiecane kanclerstwo i nie będę zrażał do siebie króla. Wyślij pani swego nowego ochmistrza dworu albo kogoś innego.
-Ja prosić nie będę. – Tu podniosła głos i nakazała. – Zejdź mi z oczu i jedź sobie do tej swojej synowej.
***
Przez dłuższy czas Bona zastanawiała się nad tym co ma zrobić, ale ponieważ nic sensownego nie przychodziło jej do głowy, znowu udała się do zamkowej kaplicy. Tam też spotkała swoje córki, które oddawały się popołudniowej modlitwie. Poszła więc w ich ślady, ale nerwy nie pozwalały jej skupić się na modlitwie. W końcu powstała z klęczek i czekała aż jej córki zrobią to samo, ale te nie przerywały modlitwy.
-Kończcie te modły, bo jeszcze świętymi zostaniecie albo was gardło rozboli tak jak mnie. – Wówczas Anna z Katarzyną uczyniły pospiesznie znak krzyża świętego i spojrzały na matkę.
-Słuchamy cię pani matko – przemówiła Anna.
-Trzeba podziękować niebiosom, że otaczają opieką nasz dom królewski, bo znowu dom Jagiełłowy nabierze blasku i chwały.
-Nie pojmuję pani matko o czym mówisz? – zapytała Anna. Zaraz też włączyła się Katarzyna, która przypuszczając, że chodzi o nie, uśmiechnęła się do matki.
-Czyżby ktoś przybył w konkury prosić o moją rękę?
-Tego to ja już chyba nie dożyję. – Tu westchnęła głęboko i kontynuowała. – Dni tej rozpustnej Litewki, która rzuciła urok na Augusta, są już policzone. – Na te słowa królewny popatrzyły z przerażeniem na siebie, a potem na matkę. – Jakże to, nie cieszycie się? – zdziwiła się Bona.
-Cieszymy się – wtrąciła cicho Katarzyna.
-To nie po chrześcijańsku cieszyć się ze śmierci kogoś bliskiego – odważyła się Anna.
-A odkąd ta Litewka jest ci taka bliska? – zadrwiła Bona
-Nie lubiłam jej, chociaż nigdy jej nie widziałam, ale to przecież żona mojego brata Augusta.
-Żona! – zaczęła drwiąco Bona. – To poddanka i nałożnica, którą ten szaleniec poślubił. Na szczęście Pan miłosierny wybawił go z tego ogłupienia. Trzeba pozyskać na nowo Augusta i pomyśleć o nowym ożenku, taki jaki mu przystoi.
-Pani matko – zaczęła Katarzyna – ale przecież ta Barbara jeszcze żyje?
-Jeszcze, ale trzeba wszystko przygotować zanim ta Litewka zamknie oczy, bo mój syn gotów jeszcze poślubić kogoś gorszego od tej Litewki.
-To mogą być jeszcze gorsze od tej Barbary? – zdziwiła się Anna.
-Mogą Anno. Mogą być po trzykroć gorsze od niej.
-To skoro ta Barbara nie jest taka najgorsza, to może było ją uznać – wtrąciła niepewnie Katarzyna.
-Widzę, że robisz się przemądrzała, ale najpierw wydaj się za mąż, a dopiero potem możesz mi dogadywać – skarciła ją Bona. – Chociaż dobrze powiedziałaś. Muszę tę Litewkę uznać za synową, bo długo już nią nie będzie, a gdy odzyskam Augusta to odpowiednio go ożenię. – Tu nieoczekiwanie uśmiechnęła się do swych córek i rozkazała. – A teraz módlcie się, aby tak się właśnie stało. Myślę, że najlepsza będzie księżniczka francuska. Tak, tylko Francuzka. – Po czym zadowolona poszła do swego medyka, który przygotowywał jej specjalny wywar na chore gardło.
