
Postacie: Prorektor, Asystentka, Portier, Oficer.
(Prorektor spogląda przez lornetkę i mówi sam do siebie).
–Prorektor: A Jasiński znowu romansuje, zamiast pisać habilitację (wchodzi Asystentka).
–Asystentka: (zdenerwowana) Panie prorektorze, nie uwierzy pan, co się stało?
–Prorektor: (uśmiecha się) Wygrała pani w Lotto?
–Asystentka: Gdybym wygrała w Lotto, to byśmy teraz inaczej rozmawiali.
–Prorektor: Więc co się stało pani Lukrecjo?
–Asystentka: Za godzinę będziemy mieli gościa.
–Prorektor: Zostało kilka ciastek, zrobi pani coś do picia i będzie OK.
–Asystentka: Ale odwiedzi nas prezydent USA!
–Prorektor: Pani Lukrecjo, długo pani myślała nad tym żartem.
–Asystentka: Ale panie prorektorze, to nie jest żart. Za chwilę będzie tu oficer ABW.
–Prorektor: Prezydent USA odwiedzi nasz uniwersytet. Dlaczego miałby to zrobić?
–Asystentka: Prezydent USA jest w Polsce i przypomniał sobie, że jego pierwsza asystentka studiowała u nas na UMCS-ie.
–Prorektor: Skoro ma tu być prezydent USA, to trzeba szybko ściągnąć rektora.
–Asystentka: Ale pan rektor z pozostałymi prorektorami jest w Meksyku i nie zdąży przylecieć w ciągu godziny.
–Prorektor: Też mogłem być teraz w Meksyku! Dlaczego ja nie poleciałem?
–Asystentka: Bo pan prorektor nie lubi upałów.
–Prorektor: Przeżyłem doktorat i habilitację, to przeżyję wizytę prezydenta USA.
–Asystentka: Wydaje mi się, że taka wizyta jest mniej stresująca, niż wizyta teściów.
–Prorektor: Na szczęście mam w szafie chorągiewkę z amerykańską flagą.
–Asystentka: Panie prorektorze, a może…?
–Prorektor: Proszę mówić, pani Lukrecjo!
–Asystentka: Pan prorektor powinien mieć na biurku zdjęcia żony i dzieci. Amerykanie to lubią.
–Prorektor: A skąd pani to wie? Była pani w Ameryce?
–Asystentka: Nie byłam, ale oglądam amerykańskie filmy.
–Prorektor: Mam zdjęcie żony w komórce! Ale nie mam zdjęć dzieci.
–Asystentka: Pożyczę panu prorektorowi zdjęcie mojego syna. Z twarzy jest nawet trochę podobny do pana prorektora.
–Prorektor: Ale ja nie mam syna, tylko dwie córki. (po chwili) Dobrze. Niech będzie.
–Asystentka: Panie prorektorze, a może…?
–Prorektor: Co pani znowu wymyśliła, pani Lukrecjo?
–Asystentka: Skoro ma być u nas prezydent USA, to razem z panem prorektorem powinien też być jakiś czarnoskóry pracownik naszej uczeni. Amerykanie to lubią.
–Prorektor: To proszę kogoś szybko wezwać.
–Asystentka: Znam profesora Boxa, ale on zawsze śpi do dwunastej i nie odbiera telefonów.
–Prorektor: To proszę wezwać kogoś innego?
–Asystentka: Innego już nie znam.
–Prorektor: Pomyślą, że jesteśmy rasistami i będzie afera. (po chwili) Jeszcze wyrzucą nas z NATO i wycofają z Polski amerykańskich żołnierzy.
–Asystentka: Panie prorektorze, a może…?
–Prorektor: Proszę mówić, pani Lukrecjo.
–Asystentka: Nasz portier, pan Tadzio, jest tak mocno opalony, że może uchodzić za czarnoskórego.
–Prorektor: To proszę go szybko wezwać.
–Asystentka: (bierze telefon i dzwoni). Panie Tadziu, proszę szybko przyjść do pana prorektora, ale to piorunem.
–Prorektor: A gdzie pan Tadzio tak się opalił?
–Asystentka: Był dwa tygodnie na wczasach w Egipcie.
–Prorektor: Nie wiedziałem, że u nas administracja tak dobrze zarabia.
–Asystentka: Nie wiem tylko, czy pan Tadzio zna angielski.
-Prorektor: Ja znam, to on nie musi.
–Asystentka: Ale pracownik naukowy, a w dodatku czarnoskóry, powinien znać angielski.
–Prorektor: Zaraz się przekonamy (wchodzi Portier).
–Portier: Dzień dobry, panie protektorze. Ja rano mówiłem dzień dobry, tylko może pan prorektor nie dosłyszał.
–Prorektor: How do you do mister Tadeusz?
–Portier: Ja nie panimaju po angielsku.
–Asystentka: Na pewno zna pan jakieś słowa. Proszę sobie przypomnieć, panie Tadziu.
–Portier: Znam tytuły niektórych piosenek. (śpiewa) „Goodbye my love, goodbye”.
–Prorektor: Takie wyznanie do prezydenta USA, to trochę nie bardzo.
–Asystentka: To może jakaś inna piosenka.
–Portier: To może ta (śpiewa) „Don’t worry be happy – Don’t worry be happy”.
–Prorektor: Odpada, bo prezydent USA mógłby zrozumieć, że sobie nie radzi.
–Asystentka: Panie Tadziu! Jakaś inna piosenka, tylko taka niezobowiązująca.
–Portier: Znam jeszcze jedną. (śpiewa i tańczy) „Let’s twist again” (wchodzi Oficer).
–Oficer: Dzień dobry. Pułkownik Byczek z ABW. (po chwili) Pan jest rektorem?
–Prorektor: Jestem prorektorem, a pan rektor jest w Meksyku.
–Oficer: Do Meksyku bym nie pojechał, bo tam jest gorąco.
–Portier: A ja bym pojechał, bo mają tam dobrą Tequilę.
–Oficer: A czym pan prorektor zamierza poczęstować prezydenta USA?
–Prorektor: Mamy wodę niegazowną i gazowaną.
–Asystentka: Mamy też wodę średniogazowną.
–Oficer: Mam na myśli jakiś alkohol (uśmiecha się). Zapewne jest coś w rektorskim barku?
–Prorektor: Ostatnio nic nie dostałem, tylko butelkę bimbru od producentów miodu.
–Asystentka: Bimber jest ekologiczny. Zaraz przyniosę (wychodzi).
–Oficer: I bardzo dobrze, bo to polski produkt. (po chwili) Muszę tylko spróbować, czy na pewno jest bezpieczny. Napiję się pan ze mną, panie prorektorze?
–Rektor: Napiję się z prezydentem. (po chwili) Panie Tadeuszu, proszę napić się z panem pułkownikiem.
–Portier: A jak później pomylę klucze na portierni? (po chwili) Ale skoro pan prorektor nalega, to nie odmówię.
–Asystentka: Proszę panowie (podaje kieliszki Oficerowi i Portierowi).
–Portier: Ten bimber jest very good.
–Oficer: Myślę, że posmakuje prezydentowi USA. (dzwoni telefon) Muszę odebrać. Dzwoni pan minister (odchodzi na bok).
–Prorektor: Trochę się denerwuje.
–Asystentka: Nawet jak szłam do ślubu, to tak się nie denerwowałem.
–Portier: Dobrze, że się znieczuliłem, bo tak to już by mi ciśnienie podskoczyło.
–Oficer: Okazało się, że ta asystentka prezydenta studiowała nie na UMCS, tylko na UMK.
–Prorektor: Stresujące jest życie prorektora, ale nikt tego nie docenia.
