Z zewnątrz miałem wrażenie: drzwi jak z pilśniowej płyty,
co się ją (fakt – bez frajdy), ale przez dnia zje ćwierć.
Tymczasem smak niczego, ba, nawet znakomity,
tyle, że od tygodni pokonać was nie mogę,
a mnie się bardzo śpieszy, bo czuję – idzie śmierć…

Sumienie moje właśnie zakłada czarną togę.
A życie wiodłem marne, bezbarwne, nudne i
przeżyłem je jak szkodnik, zaś całą moją drogę
dwie garście trocin znaczą – bilans to mniej niż zły…

Na koniec chciałem tylko zaliczyć jakieś DRZWI
i przejść przez miąższ ich twardy na drugą stronę deski,
i wgryźć się w jaką trumnę, co wkopią ją pod mur…

Ty się nie stresuj, mały, nie jesteś taki kiepski
I ocen se wystawiać aż tak nie musisz miernych.
Bo jesteś pierwszym gościem, co wygryzł tyle dziur
we mnie: atestowanych, stalowych drzwiach pancernych!