
Minęło kilka kolejnych dni sejmu, który stawał się coraz bardziej kłopotliwy dla młodego monarchy. Wybrana na posłów szlachta naciskała na Jagiellona i zaczęła głośno mówić o jego małżeństwie. Następnie odbyło się w tej sprawie wotowanie, ale mało który z senatorów otwarcie wspominał o królewskim związku.
Co gorsze, przywódcy izby poselskiej rozumieli w czym rzecz i nazajutrz naszli króla, który ledwie co skończył śniadanie.
-Słucham waszmościów! – rzekł oburzony najściem August.
-Prosimy panie, aby odbyło się wotowanie panów senatorów na temat twojego panie małżeństwa.
-Przecież wczoraj wotowali, panie Podlodowski!
-Wiem miłościwy panie, ale chcemy, aby dzisiaj w obecności posłów każdy z senatorów rzekł co o tym myśli. – August od razu pojął myśl Podlodowskiego i jego kompana Boratyńskiego.
-Nie pojmuję czemu tego żądacie waszmościowie. Myślicie, że panowie senatorowie powiedzą coś innego w tej sprawie, niż to co powiedzieli wczoraj?
-Tak myślimy, panie – oznajmił Boratyński.
-Nie pojmuję, co to może odmienić?
-Miłościwy panie, prosimy, aby na tym wotowaniu mogło być po dwóch posłów z każdego województwa. – Po tych słowach August chwilę się zastanawiał, po czym oznajmił.
-Niech przyjdzie na wotowanie pięciu posłów, jakich sobie obierzecie.
-Miłościwy panie, uniżenie prosimy, aby było po dwóch z każdego województwa! – rzekł twardo Podlodowski.
-Co to wam da? Myślicie, że usłyszycie więcej? – rzekł podniesionym głosem August, ale Podlodowski ani drgnął.
-Chcemy wiedzieć, co każdy z senatorów naprawdę myśli o twoim panie ożenku, a gdy będą posłowie z województwa, to wtedy każdy z senatorów będzie musiał mówić prawdę, bo inaczej będzie się z tego tłumaczył na sejmiku.
-O to wam chodzi! Nie wy mnie będziecie sądzić, tylko Bóg. – Tu Jagiellon przerwał na chwilę, po czym dokończył. – Dobrze. Niech przyjdzie po dwóch posłów, ale zobaczycie waszmościowie, że nic to nie zmieni.
-To się okaże, panie – odezwał się ponownie Boratyński i skłoniwszy się z Podlodowskim, wyszli z sali.
-I co wy na to? – zapytał Jagiellon.
-Myślę, że niektórzy będą dzisiaj głośno mówić przeciwko tobie panie – odparł Lasota.
-A ty Trzebuchowski?
-Ja jestem panie tylko sekretarzem i niewiele się znam na tym. Myślę, że należy czekać.
-Czekać, czekać! – złościł się August. – Odwlekałem tę debatę przeszło tydzień i na nic się to zdało. Ci dwaj dobrze wiedzą, że przy posłach niektórzy senatorowie będą mówili tak, aby zyskać sobie poklask i zdobyć popularność u szlachty. Ale nic na to nie poradzę. – Tu zaległa dłuższa cisza i wszyscy trzej pogrążyli się we własnych myślach.
-Panie – zaczął Lasota – nie pozostaje ci nic innego, jak tylko zbijać mowy tych, co będą oponować przeciwko małżeństwu.
-Racja. Inaczej być nie może. Trzeba przetrwać dzisiaj, jutro dzień zleci, a w piątek zrobi się przerwę, tak żeby jechać do Sprowy. Myślę, że po moim powrocie posłowie zechcą się zająć innymi sprawami. Przecież nie będą przez cały sejm gadać tylko o mojej małżonce. – Następnie król powstał z miejsca i skierował się do wyjścia.
***
Orszak królewski jechał powoli z zamku do ratusza, gdzie odbywały się obrady, a silny wiatr i zimny deszcz smagał po policzkach jadących.
-Mam złe przeczucie – przemówił Jagiellon.
-Nie ma wywoływać wilka z lasu, bo jeszcze wyjdzie – rzekł Lasota, który również bał się wotowania senatorów.
-Jest coraz gorzej. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale jest coraz gorzej. A przecież sejm dopiero się zaczął. A jeśli oni nie ustąpią?
-Ale ty panie też nie możesz ustąpić – zauważył Lasota.
-Jedźmy szybciej – rzekł wymijająco Jagiellon i popędził swego konia, aby szybciej znaleźć się w ratuszu.
Tymczasem senatorowie zasiedli na swoich krzesłach, a za ich plecami ustawiła się delegacja posłów, którzy przyszli przysłuchiwać się wotowaniu. Po wejściu do sali króla wszyscy parlamentarzyści powstali z miejsc i pokłonili się przed nim. August przemaszerował przez środek i wstąpił na podwyższenie, gdzie pod baldachimem stał jego tron. Tuż nad tronem widniał biały orzeł z inicjałami Zygmunta Augusta. Po prawej stronie króla zasiadł kanclerz koronny Maciejowski, a po lewej marszałek wielki koronny Kmita. Nieco z tyłu, przy boku króla, stał Lasota, pilnie obserwujący zebranych.
-Panowie senatorowie – zaczął mocnym głosem August – i wy panowie posłowie! Proszono mnie, aby senat raz jeszcze wotował nad moim małżeństwem, na co wyraziłem zgodę. – Tu Jagiellon zamilkł na chwilę, po czym mówił dalej. – Nie widzę jednak potrzeby mówienia o moim małżeństwie, gdyż było o tym mówione wczoraj. Powtarzam zatem, że nie ma takiej potrzeby, gdyż nie można odmienić tego, co już się stało. Proponuję zatem, aby słuchać głosów panów senatorów na temat innych propozycji przedłożonych w tej izbie. – Po tej wypowiedzi władcy senatorowie zaczęli spoglądać na siebie, nie wiedząc jak się zachować. W końcu głos zabrał nieco zakłopotany prymas Dzierzgowski.
-Postulaty panów posłów są słuszne, ale że nie o tym ma być mówione, więc nie mam nic więcej do dodania. – Po nim wypowiedział się biskup krakowski i jednocześnie kanclerz koronny Samuel Maciejowski.
-Cóż. Mogę tylko powtórzyć to, co rzekłem wczoraj w tej sprawie, a że nie ma takiej potrzeby, więc posłuszny rozkazowi waszej królewskiej mości będę milczał. – Następnie przytaknął mu głową biskup kujawski Andrzej Zebrzydowski, płocki Andrzej Nosowski i przemyski Jan Dziaduski. Nic nowego nie wniósł również stronnik królewski, hetman Jan Tarnowski. Wszystko zmieniło się, gdy przyszła kolej na marszałka Piotra Kmitę.
-Miłościwy panie. Cóż mogę jeszcze rzec prócz tego, co chcą posłowie, a co ty rzekłeś panie. Jednak jako marszałek wielki koronny muszę powiedzieć to, co myślimy o tym niegodziwym małżeństwie.
-Nie o tym ma być mówione, panie marszałku! – szybko zareagował August.
-Wybacz mi miłościwy panie, ale ja wiem o czym mam wotować! – Słowa te od razu wywołały poruszenie w izbie. – Muszę wspomnieć, że takie rozruchy, jakie miały miejsce w Proszowicach na sejmiku, nie mogą uchodzić płazem. A niestety jak dotąd uchodzą! W swoim imieniu i w imieniu panów posłów chcę zalecić waszej królewskiej mości, aby pojął za małżonkę niewiastę z królewskiego rodu, z jakiego pochodziła twoja panie świętej pamięci żona, królowa Elżbieta.
-Panie marszałku, już mówiłem, że nie to ma być tematem wotowania! – rzekł podniesionym głosem król, ale Kmita nie dawał za wygraną i patrząc mu odważnie w oczy mówił dalej.
-W Rzeczypospolitej jak nigdzie indziej każdy może powiedzieć to, co myśli na każdy temat. Tym bardziej na sejmie walnym, gdzie każdy może, a nawet powinien się wypowiadać. Korzystając z tej okazji chcę powiedzieć, że czasem błądzący królowie podobni są do zaćmionego słońca, czym mogą całą Rzeczpospolitą pomieszać i zła wiele tym uczynić…
-Marszałku! – krzyknął ostro August. – Tak ostrego karcenia dłużej nie ścierpię! – Od razu zapanowała cisza. Król ochłonął, ale pojął, że jego wybuch był błędem. Pozostało mu tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
-Miłościwy panie – zaczął wojewoda sandomierski Jan Tęczyński, który tylko czekał na taki moment. – Wierzyć mi się nie chce w to, co przed chwilą usłyszałem i widziałem. Zabraniasz panie mówić pierwszemu senatorowi Korony? Marszałkowi wielkiemu? Zatem zapytam cię panie, po co zwoływać sejmy, skoro na nich nie można nic powiedzieć? – August słuchając tych słów zrozumiał swój błąd. Wołałby sto razy ugryźć się w język, byle cofnąć czas, ale niestety jego niefortunne słowa już padły. Tuż po wypowiedzi Tęczyńskiego głos zabrał kasztelan poznański Górka, który równie ostro nacierał na króla.
-Wielkie pokładamy nadzieje w tobie panie, ale zabronić mówienia? Toż ostatni tyran tak postępuje, a przecież w Polszcze jak świat światem, żaden król nie zabraniał nikomu mówić. O tempora o mores! – i po tych słowach złapał się za głowę.
-Nie zabraniam nikomu mówić. Chcę tylko, aby nie poruszać mojego małżeństwa – próbował się bronić król.
-Miłościwy panie, już na początku swego panowania, zanim potwierdziłeś wszystkie przywileje, zabraniasz mówić? Boję się myśleć, co będzie później. – Tu Górka zmienił nieco ton i mówił dalej. – Na małżeństwo waszej królewskiej mości ja nie pozwalam. Co ważniejsze ani ja, ani ludzie go nie chwalą, jako i ty panie nie chwalisz swojego ożenku! Bo i co w nim chwalić? – zapytał ironicznie ku zadowoleniu większości senatorów i posłów. Na te słowa odpowiedź dał od razu biskup krakowski Maciejowski.
-Przyznaję, że starania panów posłów są słuszne z tej przyczyny, że małżeństwo hamuje inne ważne sprawy koronne. Przyznaję, że widziałem inną kandydatkę na małżonkę królewską, ale skoro pan nasz miłościwy porzucić jej nie chce, to gwałtem tego rozrywać nie można.
-Ja jako biskup kujawski otwarcie powiadam, otwarcie twierdzę, że jestem przeciwny temu małżeństwu, które obraża mnie samego, jako i wszystkich ludzi – oznajmił stanowczo biskup kujawski Zebrzydowski. Inni biskupi również oponowali przeciwko małżeństwu. W końcu przyszła kolej na hetmana Tarnowskiego.
-Powiem krótko. Radziłem królowi inną żonę, tak jak biskup krakowski, ale że rzeczy poszły jak poszły, więc radzę poniechać tej sprawy i zająć się ważniejszymi rzeczami.
-A ja nie radzę kończyć tej sprawy. A skoro zabrania się o niej głośno mówić, więc mówić o tym trzeba. – Tu Kmita spojrzał wymownie na króla i mówił dalej. – Miłościwy panie, trzeba abyś zważał na swój stan królewski i opuścili tę niewiastę, która nie jest godna być twoją żoną. Myślę, że papież dla dobra Rzeczypospolitej łatwo udzieli nam rozgrzeszenia.
-Panie – włączył się Tęczyński – twój dziad Kazimierz pojął dla dobra Korony Polskiej niewiastę, chociaż czuł do niej odrazę. A to tylko dlatego, że była mu przeznaczona na żonę. Chcę jeszcze i to przypomnieć, że żona twojego panie stryja Aleksandra, nie była koronowana na królową w Polszcze, bo senat tak zdecydował. – Po tych słowach wzrok króla skrzyżował się ze spojrzeniem wojewody. – Decyzją prześwietnego senatu ta niekoronowana niewiasta nie miała w Polszcze oprawy i niedługo tu mieszkała. Musiała jechać na Litwę i tam zdechła. – August patrzył na niego złowrogo, ale nie odpowiedział, tylko słuchał dalej. Tymczasem przyszła kolej na kasztelana Górkę.
-Miłościwy panie. Patrzę na twój związek, patrzę i wiem, że małżeństwo to nie przyniesie Koronie ani sojuszu, ani bogactwa, będzie zaś upadkiem Rzeczypospolitej.
-Nie będzie upadkiem Rzeczypospolitej. Dawno zostało zawarte i nie przyniosło żadnej szkody królestwu – zripostował August.
-Miłościwy panie – mówił dalej Górka – żaden poczciwy szlachcic nie pozwoli na małżeństwo waszej królewskiej mości z poddanką, o której nic, powiadam, nic dobrego powiedzieć nie można.
-Panie kasztelanie, powtarzasz to, co piszą kłamcy w paszkwilach.
-Kłamcy? – i uśmiechnął się na chwilę. – Jeśli myślisz panie, że to nie prawda co piszą w paszkwilach, to masz oto żywy dowód. – W tym momencie na środek sali wystąpił jeden z posłów. August poznał go od razu. Był to poplecznik jego matki, Andrzej Ligęza. – Miłościwy panie, oto poseł mazowiecki, którego nazwisko przemilczę, choć wszyscy dobrze wiedzą, że to pan Ligęza. – Słowa te wywołały olbrzymie poruszenie w izbie, w której nastała chwilowa cisza. – Takich jak ten szlachcic jest wielu, ale myślę, że on sam wystarczy, abyś przejrzał na oczy, miłościwy panie. – Wyraźnie zaskoczony tą sytuacją August nie wiedział co powiedzieć, aż w końcu z wahaniem w głosie zapytał.
-Co takiego chcesz powiedzieć waszmość przeciwko mojej małżonce? – Ku zaskoczeniu władcy zamiast Ligęzy głos zabrał Górka.
-Miłościwy panie, to nie są puste słowa, ale prawdziwe, o których piszą w paszkwilach. Oto żywy dowód, że wielu obcowało z tą niewiastą, zanim została twoją małżonką panie.
-Wiecie, że to ciężkie oskarżenie? – rzekł stanowczo król.
-Mogę przysiądz na krzyż, że z nią obcowałem – odparł Ligęza. Przez salę przeszedł głuchy pomruk. August niewiele myśląc powstał z miejsca i oznajmił.
-Na dzisiaj koniec, a wasze wota panowie zostaną przemyślane. Po niedzieli dam wam odpowiedź. – Następnie Jagiellon opuścił izbę, w której rozległy się okrzyki radości.
***
Rozwścieczony na dobre August popędził jak szalony do zamku piotrkowskiego, a znalazłszy się tam od razu zażądał wina. Siedział zły w swej komnacie i myślał nad tym co ostatnio usłyszał. Po dłuższym czasie otworzyły się drzwi, w których stanął Lasota.
-Czego u diabła? – warknął.
-Hetman Tarnowski chce mówić z tobą panie.
-Niech wejdzie – rozkazał swemu sekretarzowi, a gdy zobaczył wchodzącego Tarnowskiego uśmiechnął się do niego na siłę.
-Źle, miłościwy panie, że nie powiedziałeś nam o tym Ligęzie.
-Myślisz hetmanie, że ja o nim wiedziałem? – odparł bez ogródek Jagiellon.
-Dzisiaj spotkała nas sromotna klęska. Co zamierzasz panie, bo najedliśmy się dzisiaj wstydu jak mało kiedy.
-Wybacz mi panie hetmanie, ale nie mam dzisiaj ochoty z kimkolwiek o tym mówić. – Wówczas obrażony nieco hetman pokłonił się przed nim i opuścił pospiesznie komnatę. August zorientował się, że znowu popełnił błąd, ale postanowił nie zawracać już Tarnowskiego, tym bardziej, że nie wiedział co mu powiedzieć. Nagle pochwycił pusty puchar i z całej siły cisnął nim w okno, rozbijając szybę. Po chwili spojrzał na Lasotę, który milczał, bojąc mu się narażać.
-Jedziemy do Sprowy.
-A sejm? – zapytał cicho Lasota.
-Powie się senatorom i posłom, że znowu upadłem z konia. Niech czekają, aż wrócę do zdrowia.
-Co chcesz zrobić, panie?
-Chcę jej powiedzieć, co o niej myślę. Świeciłem za nią oczami, ale dość tego. Niech się broni sama, bo ja już dość wstydu się najadłem. Każ szykować wszystko do drogi, bo zaraz ruszamy. – Wówczas Lasota chcąc ostudzić nieco jego zapał nieśmiało oznajmił.
-Noc idzie, panie.
-I co z tego! – wrzasnął na całego. Następnie uspokoił się nieco i dodał. – I tak bym dzisiaj nie zasnął. Idź i rób co rozkazałem. Gdy wrócisz, zjemy co nieco i ruszamy. – Sekretarz królewski od razu wyszedł, aby wydać odpowiednie rozporządzenia, a ponadto nie chciał się narażać na dodatkowy gniew władcy. August zaś zbliżył się do ściany, na której był zawieszony krzyż i przystawiwszy do niego głowę z trudem przemówił. – Boże miłosierny! Jak bardzo zbłądziłem. – Po tych słowach uklęknął i zaczął się w ciszy modlić. Złość nieco go opuściła, ale nie na długo.
