
dedykuję anonimowym twórcom dowcipów
Raz hipopotam przyszedł do przychodni
i tak powiada: „Mój doktorze drogi,
żona mnie zdradza pięć razy w tygodniu
a mi w ogóle nie chcą rosnąć rogi.”
Tu lekarz z troską spojrzał na pacjenta,
smutny mu refleks przyozdobił lica:
„I co pan teraz zrobi, Matko święta?!
Ot, zła samica hipopotamica…”
A potem w ciepłych i serdecznych słowach
jął mu wyjaśniać co to są przenośnie,
że tak się mówi, by się nie przejmował,
że nie wyrosło i że nie wyrośnie.
Na to z radością wielką hipopotam
jak nie podskoczy i z ulgą nie sapnie:
„Dziękuje panu! Co tam żona, co tam!
Ja już myślałem, że mam problem z wapniem.”
