
Wezwali spadochroniarza –
Chłop, jak z obrazu Kossaka –
„Cześć – powiedzieli – spocznij!
Słuchajcie. Rzecz jest taka.
Wylecicie dziś w nocy,
Maszyną przygotowaną.
Wyskoczycie z maszyny
Dokładnie o szóstej rano.
W obrębie dziesięciu kroków
Od miejsca wylądowania
Znajdziecie rower. Na nim
Dokonacie zadania.
Zadanie – jest w tej kopercie.
Otworzyć – tuż przed skokiem.
Cześć!” – „Rozkaz!” – rzekł spadochroniarz
Z zadowoleniem głębokiem.
Wyleciał o północy.
Gdy dochodziła szósta
Otworzył kopertę z instrukcją.
Koperta była pusta.
(Ktoś widocznie instrukcji
W roztargnieniu nie włożył).
Skoczył. Pociągnął za sznurek.
Spadochron się nie otworzył.
Szarpnął raz, drugi – na nic.
Wtedy, w rosnącym pędzie,
Pomyślał z żalem: „Psiakrew,
Roweru też pewno nie będzie”.
*
Taki słyszałem kawał.
Gdym sens kawału przeorał,
Objawił mi się w kawale
Melancholijny morał:
Mówią mi: Wylecicie
Po ciemku! Rozkaz, wylecę, wylecę!
Skoczycie! – Rozkaz, skoczę.
Niech Bóg mnie ma w swej opiece.
Tam – mówią – będzie na miejscu,
Odrodzenie moralne,
Wspólnota ideałów,
Bezpieczeństwo totalne.
Globalne planowanie.
Zupełna demokracja.
Age of Plenty. Idea
Plus elektryfikacja.
Motoryzacja. Praca
Dla wszystkich. And moreover:
Wspaniały start dla każdego,
Dla każdego – ten rower.
*
Wylecę o każdej porze.
Gdzie każą – wyskoczę wszędzie.
Lecz boję się, że roweru…
Że tego roweru nie będzie.
