
Przyszli świtem opryszki
Od towarzysza Kliszki,
Rozbierali co siły
Cegły starej mogiły.
Pod sklepieniem, w mogile,
Trumny, nikt nie wie, ile,
Czy dwa, czy trzy tuziny?
Nikt nie pamięta, czyje?
Kiedyś, ktoś, jeden jedyny
Pamiętał. Też już nic żyje.
Nad zatęchłą piwnicą
Masowa piramida.
Szukali z latarkami
Jednej trumny: Norwida.
*
Kiedy ją wydobędą
Z obcego lochu,
Otworzą, sprawdzą z kosmyka
Włosów, z garsteczki prochu,
Z piszczeli, z czaszki, że to
On właśnie –
o, Poeto!
Nędzną trumienkę twoją
W szarfy i wstęgi przystroją,
Zawiną w czerwone płachty
I wieńcami zarzucą
I salonowym wagonem
Do kraju z tobą wrócą.
A tam przybysza powita
Gomułka –
przed mikrofonem
Mowę z kartki przeczyta,
Wszystko ma napisane
Dużymi literami
I słowa, które należy
Gestem albo akcentem
Podkreślać, ma podkreślone
Czerwonym atramentem.
„Witajcie!” – tak będzie prawił.
„Wieszczu!” – tak on wygłosi.
„W Polsce klechy i szlachty
I sanatora i Żyda
Przez wiek nie było miejsca
Dla poety Norwida.
Aż nową ludową porą
Lud Ciebie ułaskawił,
Do powrotu zaprosił
Na nasze ojczyste łono!
Witaj w kraju!”
Tak właśnie,
Taką spiżową prozą
Mowę miał ułożoną
Na przywitanie Poety,
Gdy go tylko przywiozą,
Gdy się tylko dobiorą
Do tej trumny – –
Niestety –
Na nic wieńce i dzwony
I mowy złotouste.
Ekshumacji nie będzie.
Tam, gdzie miała być trumna,
Pod murem sklepienia, w rzędzie,
Miejsce świeciło puste.
Leżała kartka papieru,
Czytali po kryjomu:
Pan Norwid kazał powiedzieć,
Że nie ma go dla was w domu.
Pan Norwid kazał powiedzieć,
Żebyście poszli sobie,
Nie ma go dla was w domu,
Nie ma go dla was w grobie.
Nie zakłócajcie spokoju
Tym, co tu leżą pod strażą
Ludzkiego zapomnienia.
I jeśli śpią, to marzą,
Że zbudzą się w ojczyźnie,
Z której spełzła ohyda
Klęski. Idźcie stąd. Tutaj
Nie ma pana Norwida.
*
Muszą być tacy poeci,
Dla których ojczyzna znaczy
Raj utracony i powrót
Zamknięty i kostur tułaczy
I gwiazda, co w górze świeci,
A nie liczy stuleci –
On był z takich poetów –
Muszą być tacy poeci.
Muszą być tacy poeci,
Poza śmierć jeszcze wygnani,
Niepogodzeni z przemocą
Nienawistnej tyranii
Oni dumą swej sławy
I swej bidy goryczą
W oczy świecą wrogowi
A lat swej śmierci nie liczą,
A swój grzech, swoją winę,
Swój gniew i wzgardę swoją
Zamienią w wiersze –
triumfy jedyne,
Co im przystoją.
*
Tam jest ojczyzna moja
Skąd wolno mi tęsknić do niej.
Tam jest moja ojczyzna,
Gdzie wolno mi śpiewać o niej.
Pan Norwid kazał powiedzieć:
Wy z tego obcego dołu
Nie ekshumujcie mej trumny,
Piszczeli ni popiołu.
Ten popiół z obcej ziemi
Jeszcze się modli do Boga
O ekshumację Polski
Z niewoli wroga.
Ją dobądźcie na światło
Zamkniętą w trumnie,
Ją odkopcie z mogiły masowej,
Z Nią idźcie ku mnie.
Dla Niej niech będą szarfy
Dzwony, chorągwie, wieże –
Tam jest ojczyzna moja
w mogile leżę,
Gdzie wolny.
*
Po cóż byś była, Poezjo,
W którą tak wierzą Polacy,
Jeśli nie po to, by z Ciebie
Gwiazdami rodzili się w niebie
Poeci tacy?
