Trzy ćwierci mego nad wyraz
Pracowitego życia
Schodzą mi na to, że czegoś
Szukam.
Gazety, kartki,
Kwitu, cytaty, daty;
Kalki, kajetu, ćwiartki
Papieru z czyimś nazwiskiem,
Notatki z ważnym zapiskiem,
Książki, broszurki, sznurka,
Nożyczek, listu, koperty,
Wycinka, spinacza.
Sterty
Papierzysk w pudłach i pakach,
W starych walizkach i teczkach,
W szufladach szaf i biurka
Przerzucam, przetrząsam, rozrzucam,
Wywracam. Szukam.
Przed chwilką
Miałem w ręku kopertę
Z adresem z tyłu. Tylko
Co położyłem ją tutaj –
O, tu – przy maszynie, na prawo,
Rozmyślnie zapamiętałem,
Gdzie położyłem. Na głos
Powiedziałem dobitnie:
Uważaj, żeby mi potem
Nie było żadnych wymówek,
Tutaj cię kładę, abym
Nie musiał szukać.
A oni
Znów mi świsnęli spod ręki
Kopertę i adresik,
Książkę, kartkę, notesik,
Ołówek i pióro biro.
Na dziesięć sekund, nie więcej,
Odwróciłem się tyłem
Od stołu – cap! – porwali
Wiersz przepisany na czysto,
Tu był, tu leżał jak byk,
Pięć sekund temu. I znikł.
Uśmiecham się zimno. Tak
Jak tylko ja jeden potrafię.
I mówię: No, to dobrze.
To będę szukał. Mam czas
Dopiero jedenasta,
Do rana osiem godzin,
Zobaczymy, kto kogo przetrzyma,
Czy wy mnie, czy ja was.
Znalazłem wiersz. O trzeciej
Nad ranem.
Gdzie był? W szafie,
W bocznej kieszeni spodni,
Których nie miałem na sobie
Od dwóch do trzech tygodni,
Razem z tuzinem spinaczy
I piórem biro, które
Kupiłem przedwczoraj.
Nikt mi
Zagadki tej nie wytłumaczy.
Trzy ćwierci mojego życia
Schodzą mi na to.
Kaja czasem
Życzliwie bąknie przy śniadaniu
I ze współczuciem oczywistem:
„Shouldn’t you have a filing system?”

Zdarzają się niestety
Chwile w życiu poety,
Gdy marzy o zamordowaniu
Ukochanej kobiety.