
– Proszę Pana żona się zamartwia niech Pan już zejdzie z tego drzewa.
– Nie. Nie zejdę. Czekam na przełożoną Elżbietę ze Starego Sącza. Obiecała mi przepis na powidła z węgierek. Zejdę dopiero jak poczuję zapach smażonej konfitury.
– Jurek błagam no zejdźże już. Otworzymy miód Manuka i poczytam Ci Karola Maya. Dobrze wiesz, że Elżbieta biegnie w maratonie w Tokyo i wraca dopiero za tydzień od najbliższej środy. Jurek.
– Nie.
– Proszę Pana tak nie można.
– Filozof.
– On tylko chce mi pomóc ok. Będzie miód lektura i nauczę się rozmawiać z krakowskim
akcentem. Zejdziesz?
– A powiedz trzydzieści trzy.
– Czydzieści czy.
Jurek niczym zwinny zwierz zawisł głową w dół, rozbujał korpus i miękko wywinął pół obrót. Zeskok zamortyzował przewrotem w przód.
