
Na wszystkie zalecanki, na wszystkie zaloty,
I na skryte tęsknoty, i wszystkie wahania,
Że może mówią prawdę? Może im uwierzcie?
Może jednak w ojczyźnie ta odwilż? … nareszcie
przyszła prosta i szczera odpowiedź z Poznania.
I jakiej odpowiedzi jeszcze nam potrzeba,
Gdy salwa kulomiotów całą rzecz uprości –
Szli polscy robotnicy i krzyczeli: Chleba!
I leżą polskie trupy na placu Wolności.
Już ty mi nic nie powiesz, już ty nic mi nie mów,
Że Socjalizm, Amnestia i Odwilż, i Łaska!
Spadła z sowieckiej mordy uśmiechnięta maska,
Szczeknęła gęba prawdę: Salwę z cekaemów!
I mało, że bezbronni czołgami pobici.
Gęba czerwona z furii, blada z nienawiści,
O trupach jeszcze krzyczy: To byli faszyści!
Najemni dywersanci! To byli bandyci!
Niedobitkom wygrażaj szubienicznym słupem,
Znieważaj ich obelgą, stu zbrodni im dowiedź,
I myślisz, że tak wygrasz swój proces z tym tropem.
Odwilż w Polsce. Amnestia! A ot nam odpowiedź.
Myśmy tutaj na zdjęciach widzieli te twarze
Bandytów – robotników, dziewcząt i chłopaków,
Natchnionych, wynędzniałych i głodnych Polaków –
Te plakaty – i sztandar – i krew na sztandarze!
Ach, ofiaro cudowna, ach, smutna jałmużno,
Złożona na ołtarzu wolności! Przez echa
Wystrzałów, płacze w uszach tragiczna pociecha,
Że tej krwi żadna kropla nie spadła na próżno.
Cały świat wstrzymał oddech. Światłem błyskawicy
Olśniła go dogłębna, jaskrawa nauka,
Zobaczył na wystawie Polskę. Bolszewicy!
A ot! Udała wam się poznańska PeWuKa*! (Powszechna Wystawa Krajowa)
Marszałek Rokossowski wyśle do Chruszczowa
Telegramę pokorną, w jednym krótkim zdaniu,
I znów w historii świata zostaną te słowa:
„Melduję, że porządek panuje w Poznaniu”.
