na zdj. tytułowym: Franciszek Żmurko, Zygmunt August i Barbara

 

Barbara z dnia na dzień czuła się coraz gorzej i zdawała sobie sprawę z tego jak niewiele już godzin jej zostało. Senne wizje mieszały się jej z rzeczywistością i ostatnio prawie jej nie opuszczały. Jednego dnia, gdy zasnęła późnym popołudniem, zobaczyła nagle przed sobą wielką jasność. Następnie ujrzała wyłaniający się w dali orszak. Czterech silnych mężczyzn niosło piękne, białe, kwadratowe łoże. Za nimi zaś ukazała się biała kareta ciągniona przez trzy pary białych rumaków. Gdy królowa podniosła głowę, ujrzała nad sobą kilkadziesiąt białych gołębi lecących w kształcie krzyża. Po chwili leżała już na owym białym łożu i coraz bardziej unosiła się w górę, a jasny punkt był coraz bliższy. Nagle się przebudziła i zadowolona z powrotem przymknęła oczy. To był tylko sen, a obok niej siedział niestrudzony August. Dostrzegła jak bardzo był zmęczony z niewyspania, a zaczerwienione oczy raz po raz mu się zamykały. Mimo to Jagiellon nie odstępował jej na krok. Wnet usłyszał jej cichy głos i od razu pochylił się, aby lepiej słyszeć.

-Auguście, co dzisiaj za dzień?

-Czwartek, ósmy maja – rzekł pogodnie i otarł jej pot z czoła.

-A więc dzisiaj.

-Co dzisiaj? – zapytał i jakiś dziwny lęk go przeszedł.

-Nic.

-Co dzisiaj? Powiedz mi, Barbaro.

-Dzisiaj dzień świętego Stanisława – odparła po chwili namysłu.
-Tak.

-Auguście? Chcę, aby zaraz odprawiono mszę.

-A czemu tak wcześnie? – Zdziwił się, a złe przeczucia opanowały jego umysł.

-Chcę by mnie wyspowiadano i namaszczono.

-Barbaro! – powstał przerażony. – Nie pojmuję, czemu już teraz tego chcesz?

-Nie odmawiaj mi tego Auguście. Proszę.

-Tobie Barbaro niczego nie odmówię – odparł Jagiellon i ucałowawszy ją, z ciężkim sercem wyszedł wydać dyspozycje.

***

Minęło pół godziny i po skróconej mszy August zwrócił się Lasoty, który był tak samo niewyspany jak jego władca.

-Co z tym powozem? Ile go będą robić?

-Cierpliwości, panie. Lada chwila ma być gotowy.

-Jedź do nich – i złożył ręce w błagalnym geście. – Powiedz im, że powóz ma być zaraz gotowy! Słyszysz? Królowa słabnie i niech się spieszą, bo ich przepędzę z Krakowa. Słyszysz?

-Tak, panie – i szybko odszedł widząc jak król jest zdesperowany.

Po dłuższej chwili dosiadł konia i popędził do majstrów i robotników. Ci znajdowali się u podnóża Wawelu i kończyli budować nietypowy pojazd. Na czterech olbrzymich kołach wsparta była drewniana konstrukcja. Całość była okryta purpurowym baldachimem i pozostały tylko detale do wykończenia. Lasota podjechał do głównego majstra i zawołał nerwowo.

-Król każe się wam spieszyć. Macie być zaraz gotowi.

-Panie, robimy tak szybko jak tylko się da. Nie możemy już szybciej.

-Musicie, bo jeśli pojazd nie będzie zaraz gotowy, to król gotów was wypędzić z Krakowa.

-Wy tam! Spieszcie się! – krzyknął majster i robota nabrała jeszcze większego tępa.

-Powiedziałem do diaska szybciej, bo nie zapłacę! – W tym momencie jeden z robotników bijących młotkiem uderzył gwałtownie swego kolegę w rękę, aż trysnęła krew, a uderzony krzyknął z bólu. Główny majster zaraz zareagował i krzyknął do jednego z robotników pracujących na dole.

-Wejdź na górę i go zastąp, ale szybko! – Następnie zwrócił się do Lasoty. – Możesz panie przekazać królowi, że pojazd jest gotowy.

-To dobrze. Jadę to przekazać królowi.

-Tylko, że jest panie jedna przeszkoda – oznajmił niepewnie główny majster.

-Jaka przeszkoda? – zdenerwował się Lasota.

-Ten powóz nie zmieści się w bramie miejskiej!

-Jak to się nie zmieści? Musi się zmieścić. – Tu ogarnęła go złość na myśl o reakcji króla. – Kto budował tę bramę?

-Ten co budował nie wiedział, że będą wymyślać takie olbrzymie powozy.

-Powóz musi przejść i to dzisiaj, bo królowa słabnie.

-Królowej potrzebna trumna, a nie pojazd – zapomniał się główny majster i urwał w pół zdania, widząc surowe oblicze Lasoty.

-Nie wiesz co mówisz, człowieku!

-Trzeba będzie wybić dziurę w murze obok bramy.

-Zatem spieszcie się, bo ja zaraz tu wrócę – oznajmił stanowczo Lasota i pogalopował do zamku.

***

W tym samym czasie August był w komnacie Barbary i podawał jej wodę do picia. Gdy tylko dostrzegł Lasotę wchodzącego do środka od razu zapytał.

-Gotowe wszystko?

-Tak panie, tylko, że powóz nie przejdzie przez bramę miejską i trzeba wybić dziurę w murze.

-To niech szybko rozburzą mury. Dopilnuj tego Lasota.

-Tak, panie – potwierdził szybko i spojrzał na pijącą wodę Barbarę, która również spojrzała na niego. Oczy ich spotkały się na chwilę i Lasota poczuł dojmujący ból w płucach. Zaraz też wyszedł z komnaty, aby wydać majstrom nowe dyspozycje. Tuż po nim komnatę królowej opuścił August, który udał się do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie czuwał Trzebuchowski.

-Każ wszystko przygotować do drogi. Wieczorem ruszamy. Królowa łatwiej zniesie podróż nocą niż w dzień.

-Dobrze, panie – odparł prywatny sekretarz króla. – Wieczorem wszystko będzie gotowe, tylko że zanosi się na burzę.

-Co mi tam burza! I tak pojedziemy. – Po tych słowach pospiesznie powrócił do komnaty Barbary. Ona zaś wyciągnęła do niego drżącą dłoń i cicho rzekła.

-Auguście, pamiętasz co mi obiecałeś?

-Spełnię wszystko czego pragniesz – zapewnił Jagiellon i trzymając jej dłoń patrzył jej prosto w oczy. Barbara zaś z trudem łapała oddech i cichutko mówiła dalej.

-Pochowaj mnie w Wilnie.

-Barbaro! – rzekł z wyrzutem i łzy potoczyły mu się z oczu. Przycisnął głowę do jej piersi i łkał cicho.

-Chcę być pochowana w Wilnie. Tam, gdzie byliśmy tacy szczęśliwi.

-Barbaro – i podniósł na nią wzrok. – Przyrzekam ci, że spełnię twą wolę i jeśli przyjdzie mi cię pochować, będziesz miała pogrzeb jakiego nie miała żadna królowa w Polszcze.

-Auguście, jeszcze jedno musisz mi obiecać.

-Słucham cię, najdroższa. Dla ciebie wszystko.

-Obiecaj mi, że gdy umrę… – i teraz to ona zaczęła płakać. Wtedy August przytulił się do niej mocno i tulił ją z całych sił. – Błagam, daj mi powiedzieć co chcę – poprosiła.

-Dobrze – potwierdził Jagiellon i otarł najpierw jej, a potem swoje łzy.

-Musisz po mojej śmierci się ożenić.

-Barbaro – zawył boleśnie. – Nie mów tak, bo mi zaraz serce pęknie.

-Nie dałam ci syna, a ty przecież jesteś królem. Nie chcę, aby mnie jeszcze z tego powodu przeklinali, że nie masz następcy.

-Nic mnie to nie obchodzi, co oni będą mówić. Ale Bóg mi świadkiem, że żadnej egzekucji, żadnej unii nie będzie, za to co nam zrobili!

-Auguście, obiecuj mi to? – poprosił i zaczęła gwałtownie łapać powietrze.

-Barbaro, obiecuję. – Po tym zapewnieniu odetchnęła i opadła na poduszki.

-Taka jestem słaba i senność mnie ogarnia.

-To śpij. Będę czuwał – mówił czule Jagiellon.

-Tylko boję się, że gdy usnę, to już się nie obudzę – i zamilkła na długą chwilę. – Chcę jeszcze na ciebie trochę popatrzeć. – Po tych słowach leżała w półśnie, co chwilę otwierając oczy, aby popatrzeć na Augusta. Nagle rzekła cicho i lękliwie. – Auguście, obejmij mnie – poprosiła i król natychmiast spełnił jej wole. – Wiesz za co cię tak bardzo miłuję?

-Nie wiem – odparł próbując się uśmiechnąć.

-Za to, że byłeś dla mnie taki dobry i kochany. – Tu znów zabrakło jej powietrza na chwilę. – Ale miłuję cię też za to, że wybrałeś mnie, a nie inną. – Tu ucałowała go w dłoń, którą ją obejmował. August także przywarł do jej dłoni, a potem zaczął całować jej głowę.

-Jesteś dla mnie wszystkim i miłuję cię nad życie – szeptał żarliwie. Wtedy Barbara uśmiechnęła się prawie jak dawniej.

-Przytul mnie mocno. – Wtedy August uniósł ją trochę, przycisnął do siebie i lekko tulił. Nagle poczuł, że uścisk Barbary zelżał, a dłonie jej bezwładnie opadły na pościel. Szybko przyłożył głowę do jej piersi, ale nie usłyszał już bicia serca. W jego umyśle zrodziła się straszna myśl – Barbara umarła.

-Nie! Nie zostawisz mnie samego! Nie zostawisz mnie. – I zaczął szarpać jej obumarłe ciało. Następnie opadł na kolana i objął ją ponownie. – Nieee – zawył z bólu, a jego bolesny skowyt odbijał się echem po całym Wawelu. Był ósmy maja 1551 roku i właśnie wybiła godzina czternasta.

***

Po długiej drodze do grobu, dwudziestego czwartego czerwca 1551 roku doczesne szczątki królowej Barbary z Radziwiłłów złożono w katedrze wileńskiej.

Królowa Bona, która tak ostro zwalczała niechcianą synową i knuła na nią zasadzki, sama padła ofiarą spisku i w pięć lat po śmierci Barbary została otruta w Italii.

Kasztelan poznański Andrzej Górka, który skrzętnie liczył kochanków Barbary i nie mógł znieść jej wyniesienia na królową Polski, zmarł jeszcze w tym samym roku.

Dwa lata później zmarli dwaj inni wrogowie Barbary, marszałek wielki Piotr Kmita i wojewoda sandomierski Jan Tęczyński.

Zygmunt August w dwa lata po śmierci Barbary poślubił dla dobra państwa i dynastii siostrę swej pierwszej żony, Katarzynę Habsburżankę. Małżeństwo było jednak nieudane, a co więcej, nie dało tak oczekiwanego przez wszystkich następcy. Ostatni z Jagiellonów zmarł dwadzieścia jeden lat po swej ukochanej Barbarze. Jej śmierć uczyniła w jego życiu pustkę, której nikt nie był w stanie zapełnić.

 

Koniec.