Efekty obstawiania czarnych a nie białych koni w rozegranych w minione dni (i noce) ćwierćfinałach tegorocznego Mundialu można by skwitować słowami piosenki:

Eksperyment wykonany, lecz niestety nieudany.

(„Jeszcze Polska” Kazik Staszewski z albumu Spalam się)

Emocje były, ale zero punktów w Typerze, podczas, gdy Chat wytypował prawidłowo wszystkich czterech zwycięzców, w tym dwa dokładne wyniki (Anglia -Norwegia, Hiszpania-Belgia). Niech więc każdy robi swoje: maszyna typuje, człowiek pisze prompty. I wspomnienia. „Parada

wspomnień” kolejna piosenka:

Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie


Te czasy już
Nie powtórzą się

 (Kult, z albumu „Your Eyes”, 1991)

I choć to utwór nie o piłce, ale stanie wojennym to tekst pasuje jak ulał do memuarów sprzed półwiecza

Ach, jakże było wspaniale!
 Ach, jaki ja byłem młody!

-spisywanych (i czytanych?) dla zabicia czasu przed meczami półfinałowymi

Francja: Hiszpania (wtorek 21.00) 2:1
Anglia: Argentyna (środa 21.00) 1:2

(typy: Chat GPT)

Mundialu 1974 (RFN) i meczu na wodzie nie pamiętany z powodów metrykalnych. Pierwsze wspomnienie z kolejnego turnieju to egzotyczna nazwa kraju gospodarza, kojarząca się z żelatyną, a ostatnie, również spożywcze, owocowe:

 – Polska w gronie ośmiu najlepszych drużyn świata!

Było to zgodne z prawdą-podczas Mistrzostw Świata w Argentynie w 1978 roku w turnieju o półfinały walczyło bezpośrednio 8 drużyn, które zostały wyłonione z pierwszej rundy grupowej i podzielone na dwie nowe grupy (Grupa A i Grupa B), po 4 zespoły w każdej-grupa A: Holandia, Włochy, Niemcy (RFN) i Austria, grupa B: Argentyna, Brazylia, Polska i Peru) następnie zwycięzcy każdej z tych dwóch grup (Argentyna i Holandia) awansowali bezpośrednio do wielkiego finału, a drużyny z drugich miejsc (Brazylia i Włochy) zmierzyły się w meczu o trzecie miejsce. W półfinałowej czwórce zabrakło naszych a rzeczone „grono” było w rzeczywistości listkiem figowym, zasłoną dymną, mającym przykryć porażkę i oczekiwania na medal, zdobyty na poprzednimi (i kolejnym, Hiszpania 1982) Mundialu.

Jednak, gdy się ma lat pięć łyka się propagandę sukcesu jak bocian żaby. Lub szpak winogrona.

Już za cztery lata, już za cztery lata
Polska będzie mistrzem świata!

-śpiewało się na Wu-efach i podczas podwórkowych meczów, z nadzieją i lekkim niedosytem: gdyby nie absencja Bońka za kartki. w półfinale z Włochami (8 lipca 1982, Camp Nou w Barcelonie, porażka biało-czerwonych 0:2, obie bramki dla późniejszych mistrzów świata zdobył Paolo Rossi) to kto wie…. I tak nadszedł kolejny Mundial, na którym, po rachitycznym awansie z grupy wpadliśmy pod brazylijski walec (16 czerwca 1986, Guadalajara porażka 0:4). Dymisja Piechniczka, klątwa Bońka i następny awans na mistrzostwa świata po blisko dwóch dekadach (Korea/Japonia 2002, Niemcy 2006), dwie absencje (RPA 2010, Brazylia 2014), dwa kolejne występy (Rosja 2018, Katar 2022). Istny roller coaster.

Jeśli reguła „dwójek” sprawdzi się to nie będzie nas również za cztery lata w Hiszpanii, Maroku i Portugalii. Czego sobie i Państwu nie życzę, wierząc, że

 już za cztery lata, już za cztery lata
Polska będzie mistrzem świata!

Bo w tym roku Francja. Za tydzień.

Lew Stadionowy