
Kiedy Bono wyłapał karnego strzelanego przez Mbappe (kombinowanie polegające na pozornie nagłej zmianie wykonującego to broń obosieczna), mogło się wydawać, że pobudzone Maroko ruszy ku niemożliwemu. Zwłaszcza, że jakimś cudem wytrwało do przerwy, głównie za sprawą wspomnianego bramkarza. Ale Francja jest za silna.
Podrażniony Mbappe zrehabilitował się kolejnym już pięknym golem, a kilka minut później o tym, że gra turniej życia, przypomniał Dembele. Tak to się robi. To był ten ćwierćfinał, który zostanie zapomniany najszybciej. Maroko tak czy inaczej potwierdziło przynależność do światowej czołówki.
Hiszpania potrafi dobijać! Rywala posiadaniem piłki (albo oddaniem mu jej, jak rundę wcześniej Portugalii), niekiedy widza usypiającą grą, a przede wszystkim własne strzały parowane przez bramkarzy. Zarówno po ich dobrej interwencji (Cortuois, dobijał Ruiz), jak i złej (Lammens, dobijał brylantowy dżoker Merino). Kto by pomyślał jeszcze tydzień temu, że Belgia będzie miała szansę czuć niedosyt po ćwierćfinale przegranym z faworytem? Zwycięstwo nad USA wyraźnie Diabły rozochociło.
Potrafiły bowiem Hiszpanię ukąsić, jako pierwsi na tym turnieju. De Ketelaere strzelił kolejnego gola imienia Romelu Lukaku. A potem wszystko zmierzało ku dogrywce. Ale znowu okazało się, że piłka nożna to gra błędów… Niemniej Belgowie to największa metamorfoza tych mistrzostw.
Najbardziej wyrównany na papierze ćwierćfinał okazał się takim na boisku. Bardzo powoli rozkręcał się ten mecz, a otworzył go niezwykły gol Schjelderupa. Norwegia poszła za ciosem i na serio pachniało drugą bramką. Nagle jednak wielką klasę pokazał Jude Bellingham.
Tuż przed przerwą pomocnik Realu wbiegł jak taran w pole karne Norwegów i pewnie pokonał Nylanda. Na tym (i nieuznanym chwilę później golu Kane’a) aktywność ofensywna Anglików skończyła się – aż do dogrywki. W międzyczasie Norwegowie byli aktywniejsi, ale natrafili na Pickforda, który ustrzegł się błędów. W przeciwieństwie do swojego vis-a-vis: Nyland – broniący bardzo dobrze przez cały turniej – pomylił się raz, na początku dogrywki, co ostatecznie poskutkowało odpadnięciem Wikingów. Zdecydowała przytomność i refleks najlepszego piłkarza mistrzostw Bellinghama. Norwegia spełniła oczekiwania. Po cichu przebąkiwano o medalu, ale ćwierćfinał to naprawdę coś dużego. A to drużyna skazana na postęp!
Wbrew mojemu ględzeniu o chęci zabetonowania meczu, Argentyna obrała inną drogę i cel na jej końcu szybko osiągnęła. Duża aktywność od początku starcia ze Szwajcarią przyniosła owoce. Tyle, że po objęciu prowadzenia mistrzowie świata wyłączyli zasilanie i postanowili oszczędzać się przez osiemdziesiąt (!) minut. Na szczęście takie rzeczy przeważnie nie przechodzą. Szwajcaria bowiem po składnej akcji wyrównała.
Niestety, potem na własne życzenie ograniczyła naprawdę realną szansę na sprawienie niespodzianki (była bowiem zespołem nie gorszym, a na pewno aktywniejszym). Można się zżymać na surowość kary dla Embolo; ale kiedy masz żółtą kartkę, to nie robisz przedstawienia, kiedy wokół setka kamer. Szwajcarzy w osłabieniu dociągnęli do dogrywki. A Argentynie średnio szło po kreowaniu sytuacji. Od czego jednak strzały życia? Takich bramek jak wczorajsza, Julian Alvarez zdobył już co najmniej kilka. Ale ta była najważniejsza.
Całkiem nowego mistrza świata zatem nie będzie.
