Zmarszczki oceanu biją o skaliste
brzegi rajskiej wyspy, gdzie starsi z plemienia
tańczą w dzikim transie, żują święte liście
i pokłon oddają posągom z kamienia.

Noski jak marchewki, oczka jak węgielki,
czapki jak garnuszki, uśmiech – chleba skórka,
a instynkt społeczny mają aż tak wielki,
że nawet w teatrze włączona komórka.

Bałwany, bałwany, bałwany, bałwany…
Chociaż jeden temat pod tą samą nazwą,
ależ to eklektyzm szpetny w tetrastychach…!

Eklektyzm tak dzisiaj doskonale znany.
Kiedy pop – gwiazdeczka wyje z Wielką Gwiazdą
myślą, że to sztuka, a to zwykła kicha.