August całymi niemal dniami wysiadywał w komnacie swojej żony. Czekał na przyjazd Lasoty i na to, aż wrzód wreszcie pęknie. Stan zdrowia Barbary pogarszał się jednak coraz bardziej i tylko nieliczni na dworze wawelskim wierzyli w to, że chorobę da się pokonać. Cała Polska wyczekiwała na wieści z Krakowa o stanie zdrowia królowej, a wielu z opozycjonistów zadowolonych z takiego stanu rzeczy nie mogło doczekać się śmierci znienawidzonej Litwinki.


Jagiellon czuwał przy łożu Barbary i dotknął jej czoła, które było bardzo gorące. Następnie ucałował jej dłoń i patrzył na niespokojną twarz ukochanej. Ta zaś była bardzo zmęczona, blada i wychudła. Skóra na jej ciele łuszczyła się w niektórych miejscach, a w innych znowu pękała. Oczy coraz bardziej otaczały się ciemną obwódką i straciły dawny blask, a przy tym zaczynały ropieć. W pewnym momencie uchyliły się drzwi, w których stanął Trzebuchowski. Podszedł do króla i cicho oznajmił.

-Panie, jest wreszcie Lasota.

-Chwała Bogu. – Odparł August i jeszcze raz popatrzył na twarz Barbary, po czym rozkazał. – Zostań tutaj i czuwaj, gdyby królową męczyło pragnienie. – Następnie cicho wyszedł z komnaty Barbary i udał się do sąsiedniej sali, gdzie spotkał swego dawnego sekretarza. Lasota był nieogolony, miał zabłocone ubranie i wyraźnie był zmęczony. – Jak dobrze, że już jesteś – rzekł August i niespodziewanie uściskał mocno Lasotę.

-Panie, chciałem szybciej, ale drogi teraz są prawie nieprzejezdne.

-Wiem o tym Lasota, ale to ważne, że już jesteś. Przywiozłeś znachorki?

-Tak panie. Gdy przekazałem listy Radziwiłłom, to od razu wzięli się do roboty. Zjeździli całe Podlasie i dali mi dwie Rusinki i jedną Cygankę.

-Dobrze, przyprowadź je tu zaraz – rozkazał August i Lasota wręcz pobiegł po nie. Po krótkiej chwili wepchnął je niemal do komnaty i od razu zauważył zdziwioną minę króla. Znachorki były odziane w skóry, miały rozczochrane włosy, a jednej z nich zwisał pomiędzy nogami lisi ogon.

-Zostańcie tu, a ty Lasota chodź za mną – i wyszli do sąsiedniej sali. Gdy tylko sekretarz zamknął drzwi August wykrzyknął. – Czyś ty się wściekł, czy co? Przecież Barbara padnie na ich widok!

-To Radziwiłłowie je wybrali – bronił się Laosta.

-Nie czujesz jak od nich śmierdzi? Odór taki, że paść można. Nie mogłeś kazać się im umyć?

-Kazałeś mi panie przybyć jak najprędzej.

-Kazałem, ale trzeba było je umyć.

-Długo by to trwało, panie. – To przerwał na chwilę, po czym dokończył. – Ja już tego smrodu nie czuję. Jechałem z nimi tyle dni, że mój nos nie ma już czucia.

-Trudno, ale każę je przynajmniej przebrać.

-Szkoda ubrania, bo potem już się go nie dopierze – uznał Lasota.

-Co tam ubrania. Przynajmniej będą mniej śmierdzieć.

-Gdyśmy jechali, to kilka dni temu pod Zawichostem naszła nas burza. Wtedy rozkazałem, że będziemy jechać w deszcz, bo myślałem, że te wiedźmy trochę odmoknę, ale na to potrzebny by był biblijny deszcz, który by padał czterdzieści dni – zażartował Lasota. – Dwa dni później, pod Korczynem, żałowałem swojego rozkazu, bo śmierdziały jeszcze gorzej.

-Trudno, chodźmy – oznajmił Jagiellon i weszli do komnaty, gdzie przebywały znachorki. – Wiecie po co was tu wezwano? – zapytał August, który z trudem opanował mdłości. Kobiety jednak milczały, stąd też włączył się Lasota.

-Która z was będzie mówić, pięknisie? – zażartował, ale one milczały. – Mów, Rudzico – zwrócił się wiedźmy stojącej w środku. – Ty najwięcej dogadywałaś w drodze, więc odpowiedz, bo sam król cię pyta, a nagroda będzie duża.

-Co potraficie, poza tym, że straszycie? – zażartował król.

-Ano… – zaczęła Rudzica, ale szybko przerwała. Dopiero spojrzenie Lasoty dodało jej odwagi. – Ano, umiemy leczyć różne choróbska, które zdrowie psują. Pomagamy, gdy są babskie dolegliwości i pomagamy na bóle, które się około miejsc śmierdzących biorą.

-Królowa cierpi na niewieścią chorobę, a ostatnio duży wrzód uformował się na jej łonie. Mniemam, że wiecie, jak to leczyć. Obiecuję, że jeśli królowa wyzdrowieje, to zostaniecie hojnie wynagrodzone. Ale jeśli nic nie pomożecie, albo zaszkodzicie zdrowiu królowej, to wrócić na Litwę piechotą! – Następnie Jagiellon zbliżył się do Lasoty i rzekł. – Weź je, aby je szybko przebrano, a gdy będą gotowe, to przyjdź z nimi do komnaty królowej. – I po tych słowach wyszedł zobaczyć czy Barbara się nie obudziła.

-Chodźcie za mną, piękności wy moje – rozkazał Lasota i zaprowadził je na dolną kondygnację zamku wawelskiego, aby zostały przebrane w czyste ubrania.

Tymczasem August usiadł obok Barbary i zobaczył, że się przebudziła. Uśmiechnął się do niej i cicho przemówił.
-Dobrze, że już nie śpisz Barbaro, bo zaraz będą tu baby znachorki, które kazałem ściągnąć z Litwy.

-Aż z Litwy? – zdziwiła się.

-Tak, bo podobno są lepsze od tutejszych.

-A co na to medycy? – zapytała zdziwiona.

-Medycy medykami, a trzeba wszystkiego próbować.

-Przecież medycy mówili, że lada dzień wrzód powinien pęknąć.

-Barbaro, wierz mi, że to ci nie zaszkodzi. Te baby znają się na tych chorobach, a ty sama mi mówiłaś, że i na wasz dwór wzywano znachorki.

-Wzywano, ale to była zaufana baba, a tych nie znam – oponowała Barbara.

-Twój brat i marszałek Czarny je wynaleźli, to możemy im ufać.

-Dobrze Auguście, ale boję się.

-Będę przy tobie – i po tych słowach przytulił ją do siebie.

Wkrótce potem do komnaty królowej wszedł Lasota, a za nim znachorki ubrane w dworskie szaty, które niosły pokaźne tobołki.

-Co macie w tych tobołkach? – zainteresował się August.

-Ziółka panie, same ziółka, jako i maści i inne potrzebne rzeczy.

-Auguście – odezwała się cicho Barbara – ja ich nie chcę. Każ im, żeby wyszły.

-Barbaro, będę przy tobie – próbował ją uspokoić.

-Boję się Auguście! – rzekła królowa i niespokojnie spojrzała w jego oczy. Wtedy on ucałował ją w czoło i rzekł z wymuszonym uśmiechem.

-Będzie dobrze, zobaczysz.

-Skoro tak musi być, to niech będzie – odparła i spojrzała z nieufnością na wiedźmy. August zaś wstał z łoża i odszedł pod okno, skąd wszystko pilnie obserwował.

-Róbcie, co potrzeba – rozkazał Jagiellon. Znachorki jednak stały i spoglądały jedna na drugą. – Na co czekacie?
-Panie, ale przy tym nie może być nikogo! – rzekła Rudzica. August pomyślał przez chwilę i rzekł.

-Dobrze – i ucałowawszy Barbarę dodał. – Gdy zrobicie co potrzeba, to przyjdziecie do mnie, będę obok – i po tych słowach raz jeszcze uśmiechem dodał otuchy Barbarze.

W sąsiedniej sali czekał na niego Trzebuchowski i Lasota, ale po chwili ten pierwszy wyszedł. August usiadł zaś przy stole i zaczął szlochać.

-Widziałeś mnie kiedyś płaczącego, Lasota?

-Chyba nie widziałem, panie.

-Dziś w nocy pomyślałem sobie, że może byłoby lepiej, gdybym wtedy w Wilnie nie wrócił do Barbary.

-A czemu?

-Może wtedy by nie zachorowała.

-Trzeba być dobrej myśli, panie.

-Jestem , Lasota, tylko że coraz bardziej zaczynam w to wątpić. Wierzę jednak, że Pan Bóg nas nie opuści.

-Będzie dobrze, panie – powtórzył Lasota i obaj zamilkli na dłuższy czas. Nagle król zerwał się z miejsca i zawołał.

-Coś to długo trwa!

-Cierpliwości, panie.

-Te baby na pewno są pewne? Może je kto przepłacił, jak chociażby moja pani matka? – i ogarnęły go wątpliwości.

-Nie wierzę, aby królowa Bona miała dybać na życie królowej Barbary.

-Mylisz się Lasota, wielce się mylisz. Ja już nie ufam pani matce!

-Czemu, panie?

-Gdy opuściłeś dwór, przyjechała na Wawel marszałek Kmita i doradził mi, aby sprawdzić dworzan, a zwłaszcza służbę. Wtedy okazało się, że nasz kucharz, który od wielu lat dbał o stół królewski przyznał się, że był niego sługa mojej pani matki – i tu August zamyślił się na chwilę. – Ten człowiek zaproponował kucharzowi, aby podał truciznę Barbarze.

-Co takiego? – zdziwił się Lasota.

-Na szczęście kucharz mu odmówił. Wtedy tamten zaproponował mu, żeby podawał Barbarze w napoju zioła, które osłabiają ciało.

-Wierzyć się nie chce – rzekł zaskoczony zupełnie Lasota.

-Mnie też, ale ten kucharz przez wiele lat służył pani matce, a po jej odjeździe na Mazowsze, pozostał na dworze. A wiem dobrze, że bardzo był jej oddany.

-A może tak mówił, bo spodziewał się nagrody – powątpiewał Lasota.

-Mogło tak być, Lasota. Chociaż ten kucharz przysięgał na krzyż, że tak było.

-Królowa Bona pochodzi z Italii, a gdy tam byłem to sam widziałem, jak wymyślne trucizny tam stosują. Myślę jednak, że królowa Bona nie postąpiła by tak nieostrożnie, a ten kucharz, gdyby dostał taką propozycję i odmówił, to pewnie by już nie żył.

-Kazałem oddalić tego kucharza z zamku, a całą sprawę wyciszyłem, aby nie nadawać temu rozgłosu. Nie mogę też bez twardych dowodów oskarżać własnej matki o takie rzeczy. –

-To prawda – przytaknął Lasota.

-Ileż to jeszcze potrwa? Nie zdzierżę tego. Pójdę i zobaczę co te wiedźmy tak długo robią.

-Cierpliwości, panie. Trzeba zaczekać. – Tu król uspokoił się nieco, po czym zapytał.

-A co tam słychać u Radziwiłłów? Wprawdzie piszą do mnie, ale zapewne nie o wszystkim. –

Na to Lasota uśmiechnął się i odparł.

-Kłócą się jak dawniej, a potem piją razem i naradzają się jak postępować. – I po tych słowach roześmiał się na moment. – Gdy podczaszy Rudy chwali się, że jego siostra została królową Polski, to marszałek Czarny mówi, że jego córka zostanie żoną cesarza rzymskiego, bo on jest księciem Rzeszy.

-To marszałkowi urodziła się córka? – zdziwił się August.

-Póki co to ma tylko syna Mikołaja Krzysztofa.

-Wysoko mierzy marszałek Czarny. Żeby ta jego pycha i ambicje jego rodu nie zaszkodziły kiedyś Polszcze i Litwie. A co tam u podczaszego?

-Już się pozbierał, wszak minął miesiąc od śmierci jego żony Katarzyny.

-Lasota, nikomu o tym nie wspominaj, a już na pewno Barbarze, bo ta wieść mogłaby ją do reszty przygnębić. Pisałem do podczaszego, aby nie wspominał o tym w listach.

-Dobrze panie, tylko, że podczaszy chce przybyć tu do Krakowa i odwiedzić królową.

-Odpiszę mu zatem, aby miał wzgląd na siostrę i nie przyjeżdżał na razie do Krakowa. Barbara ostatnio łatwo ulega rozrzewnieniu, a przyjazd jej brata, a później odjazd spowodowałoby u niej wielki żal. To mogłoby pogorszyć jej zdrowie. – W tym momencie jeden z pokojowców otworzył drzwi. August powstał od razu, a przed nim stanęły trzy wiedźmy. – Co z królową? – rzekł nerwowo, ale one milczały. – Co z królową? – krzyknął.

-Królowa wypucyła dupę – odparła niepewnie Rudzica.

-Co? – zapytał Jagiellon i chciał pobiec do Barbary, ale powstrzymał go Lasota.

-To znaczy, że królowa śpi. – August od razu się uspokoił i zapytał.

-Na pewno?

-Królowa śpi, tak? – zapytał Lasota. Wówczas trzy znachorki zgodnie pokiwały głowami.

-Zaraz każę was nakarmić – oznajmił król. Następnie popatrzył na nie przeciągle i z lękiem zapytał. – Na co choruje królowa?

-Panie królu, nam się zdaje, że to babski paskudnik – przemówiła Rudzica. August spojrzał pytająco na Lasotę, ale on też nie wiedział o co chodzi.

-Mów dalej.

-Ten babski paskudnik siedzi w środku, chociaż trochę tego wyszło już na wierzch. Posmarowałyśmy to wrzodzisko maściami i niedługo powinno pęknąć.

-Dobrze. Zaprowadź je Lasota na posiłek i niech czekają – rozkazał August i pospiesznie udał się do Barbary.

***

-Jest dobrze, miłościwy panie? – rzekł z zadowoleniem Piotr z Poznania. – Ropa się sączy obficie i gorączka wyraźnie opadła. Brzuch zaczyna mięknąć, a nogi już nie są tak spuchnięte.

-Zatem dobre wieści – rzekł uradowany August, w którego na nowo wstąpiła nadzieja.

-Nie wiem tylko miłościwy panie, skąd te maści, które znalazłem na brzuchu królowej?

-Przywiózł je jeden aptekarz z Wiednia. – Odparł kłamliwie August, a Barbara tylko się uśmiechnęła.

-Miłościwy panie – zaczął z uśmiechem medyk. – Nieładnie tak mnie oszukiwać. Wiem dobrze, że takie maści znachorki wyrabiają. Gdybyś wiedział panie z czego one to wyrabiają, to nie pozwoliłbyś panie tym smarować brzucha królowej.

-A z czego? – zapytali razem.

-Pozwoliłem sobie zażartować – i uśmiechnął się szeroko, ukazując wyraźne braki w uzębieniu. – Ta maść chyba przyspieszyła wszystko, bo myślałem, że naciek otworzy się dopiero pojutrze albo i później. Trzeba poczekać aż to wszystko zejdzie. Zatem pojawię się jutro – rzekł medyk i skłonił się głęboko.

-Poczekaj na mnie, doktorze – oznajmił mu król, i gdy zostali sami przytulił mocno Barbarę.

-Już mi dużo lepiej, Auguście.

-I będzie coraz lepiej, zobaczysz – rzekł całując jej twarz.

-Wiem, że życie bez miłości jest tak samo puste jak życie bez Boga. I dziękuję Panu Bogu za to, że dał mi ciebie. – Tu objęła go mocno i dodała. – Zjadłabym coś.

-Zdrowiejesz Barbaro, skoro chęć na jedzenie ci wróciła. Odprawię tego medyka i zaczniemy ucztować. – Następnie udał się do sali obok, gdzie Piotr z Poznania gawędził z Lasotą. – Dziękuję ci, panie Piotrze – rzekł uradowany Jagiellon. Po tych słowach medyk skłonił się przed nim i stanowczo oznajmił.

-Wasza królewska mość musi wybierać! Albo te wiedźmy, które gdzieś są tu na Wawelu, albo medycyna, bo jedno z drugim być nie może. – August jednak nic nie odpowiedział, tylko słuchał słów medyka. – Czuwam panie nad wszystkim i zapewniam, że ten wrzód lada dzień by pękł. Wiem co dolega królowej i leczę tę chorobę na ile to możliwe. A te wiedźmy, oprócz tego, że naplują dookoła chorego i wysmarują różnymi śmierdzidłami, o których nie będę opowiadał, nie potrafią nic więcej. Wasza królewska mość musi wybrać i oznajmić mi jutro swoją wolę. Przyjdę jutro w południe do miłościwej pani zobaczyć, czy ropa zeszła już w całości. – Po tych słowach skłonił się przed Augustem i wyszedł z komnaty.

-I co ty na to? – zapytał Lasotę.

-Ten medyk ma rację. One już nic nie zdziałają, chociaż dzięki nim wrzód pękł wcześniej.

-Dobrze. Trzeba wynagrodzić te znachorki i odesłać je na Litwę. Już nie będą potrzebne.

-Tak, panie królu – zażartował Lasota, powtarzając słowa Rudzicy.

-Tak mnie jeszcze nikt nie nazywał. Chodźmy coś zjeść, bo królowa czeka na nas. – Tu August uśmiechnął się i z radości, która go przepełniała, sam otworzył drzwi i wskazał ręką Lasocie, aby szedł pierwszy.