
W czasie, kiedy Bona rozmyślała, kto mógłby zostać jej kolejną synową, August walczył o zdrowie swej ukochanej. Mimo starań i różnych zabiegów Barbara chudła coraz bardziej, a ropień, który zrobił się w dolnej części jej brzucha cały czas się powiększał. Czuwający nad zdrowiem królowej medycy postanowili, że nie będą ryzykować nacięcia, tylko poczekają aż ropień się wypełni i pęknie.
Kiedy luty 1549 roku dobiegł końca Jagiellon zaczął się łudzić, że może nadchodząca wiosna wpłynie trochę lepiej na stan zdrowia królowej. Tymczasem Lasota dotarł na Litwę i postawił na nogi obu Radziwiłłów. Na Wawelu czekano jego powrotu niczym zbawienia, ale droga była daleka, a wiosenne roztopy utrudniały znacznie podróż. August z dnia na dzień był coraz bardziej nerwowy i bał się panicznie o Barbarę. Często nie dosypiał, a gdy już zasnął, to zrywał się co chwila dręczony koszmarami. Nie dawał jednak za wygrane i wciąż wierzył, że ją wyleczy i wyrwie ze szponów śmierci.
-Miłościwy panie, wszystko będzie dobrze.
-Wiem, że będzie dobrze, Trzebuchowski.
-Zatem czas już spać, bo późno.
-Tak, tylko pójdę się pożegnać. – I szedł długim korytarzem, potem po stromych schodach w dół, aż w końcu dotarł do dużej, podłużnej kaplicy, gdzie znajdowało się kilkanaście różnej wielkości trumien. Szedł tak pomiędzy nimi, gdy nagle stanął przed nim Zygmunt Stary.
-Wystraszyłeś się? – i zaczął się śmiać.
-Nie, czcigodny ojcze. Nie wystraszyłem się.
-Dobrze, że już jesteś, bo spać mi się chce synu – i po tych słowach wpadli sobie w ramiona. Następnie Zygmunt Stary ucałował swoją żonę Barbarę Zapoyla i uchylił wieko jej trumny. Barbara położyła się w niej wygodnie i wtedy Zygmunt Stary pochyliwszy się, raz jeszcze ją pocałował. Potem zamknął wieko i zwrócił się do swojej nastoletniej córki Anny, która czekała przy swojej trumnie. – Chodź do tatusia. – Po czym wziął ją na ręce, położył do trumienki i czule ucałował. Następnie sam usiadł wygodnie w swej okazałej trumnie i zwrócił się do leżącej tuż obok Elżbiety. – A z tobą się pożegnał?
-Nie, miłościwy ojcze – odparła żona Augusta. Wtedy stary król zwrócił się do syna z wyrzutem.
-Czemu ją tak traktujesz? – Skruszony napomnieniem August od niechcenia ucałował Elżbietę i gdy tylko położyła głowę na wezgłowiu, mocno zatrzasnął wieko, aż echo poniosło się po kaplicy. Potem odwrócił się i powoli zmierzał do wyjścia.
-Synu! – zatrzymał go głos ojca. – Zapomniałeś jeszcze o kimś.
-A o kim? Przecież ze wszystkimi się pożegnałem.
-Spójrz na prawo. Tam stoi nowa trumna.
-Znowu sobie ze mnie żartujesz, czcigodny ojcze – odparł August
-Nie żartuję. Idź i zobacz. – Wówczas August zbliżył się do stojącej nieco na uboczu nowej trumny. Podniósł wieko i ujrzał w środku swoją Barbarę.
-Nie! – krzyknął i od razu się ocknął. Rozejrzał się, ale zamiast kaplicy ujrzał obok siebie Barbarę, która z lękiem w głosie zapytała.
-Co się stało, Auguście?
-Nic. Nic takiego, Barbaro – i z ulgą ucałował ją w policzek. Przez długi czas myślał o tym co mu się śniło, ale nic nie mówił. W pewnym momencie Jagiellon usłyszał jęki swojej żony. – Barbaro, bardzo cię boli?
-Nie. Nie bardzo – skłamała. – Śpij, śpij Auguście. – Wtedy on przytulił się do niej i delikatnie objął ją ramieniem. Już ucieszył się, że jej ból trochę zmalał, gdy znów usłyszał cichy jęk.
-Barbaro, każę wezwać medyków?
-A po co? Oni mi już nie pomogą – dodała po chwili.
-Barbaro! – przeraził się August i usiadł na skraju łoża. Następnie wpatrywał się w jej piękną twarz, choć nieco zniszczoną chorobą. – Barbaro, co ty mówisz!
-Ja niedługo umrę – i łza spłynęła po jej policzku.
-Nie myśl tak, przecież jesteś młoda, Barbaro! – Lecz nie wiedział co więcej powiedzieć, aby choć trochę ją pocieszyć.
-Zobacz jak mi nogi spuchły.
-Tylko trochę – pocieszał ją ze ściśniętym gardłem.
-Bardzo spuchły – nie dawała za wygrane Barbara i odchyliła pościel. – Weź i dotknij.
-Niczego tak nie lubiłem, jak oglądać twoje nogi – silił się na wesołość August.
-Ale dotknij, dotknij je Auguście – poprosiła. Wtedy on delikatnie położył ręce na jej nogach, które teraz zatraciły dawną smukłość i w duchu dziwił się, że aż tak mogły spuchnąć. – Widzisz jaka opuchlizna?
-Trochę spuchły, ale zobaczysz, że lada dzień ta opuchlizna zejdzie.
-Nie, Auguście – i zaczęła płakać. – Gdy ta opuchlizna zejdzie, to przyjdzie śmierć. – Tu August z ledwością przełknął ślinę przez ściśnięte gardło i z trudem wydusił.
-Zejdzie opuchlizna i będziesz chodzić tak jak dawniej.
-Auguście – rzekła Barbara i rozpłakała się na dobre. On zaś przycisnął ją mocno do siebie i całował gorące łzy płynące po jej twarzy.
-Nie płacz, nie płacz – i dalej tulił ją do siebie. Po chwili Barbara uspokoiła się trochę i wyznała.
-Auguście – i zaczęła gładzić jego zatroskaną twarz. – Śnił mi się w nocy anielski orszak, który przyszedł po mnie.
-Co ty mówisz, Barbaro? Przecież to tylko zły sen.
-To już kilka razy mi się wyśniło.
-Nie myśl o tym. Nie myśl – powtarzał.
-Dobrze Auguście, dobrze, tylko obiecaj mi, że zrobisz dla mnie jedną rzecz.
-Wszystko co chcesz, moja ukochana. Dla ciebie zrobię wszystko.
-Obiecaj mi, że mnie…, że mnie pochowasz w Wilnie.
-A skąd wiadomo, kto kogo z nas pierwszy pochowa? – odparł łamiącym się głosem.
-Ja umrę Auguście, ale chcę, żebyś mnie potem zawiózł do Wilna.
-Pojedziemy do Wilna, gdy tylko wyzdrowiejesz. – I teraz pojedyncze łzy spłynęły mu z oczu. Barbara zaś mówiła dalej mocno ściskając jego rękę.
-Tyle ludzi ze mnie szydziło i tak bardzo mi dokuczali. Nie masz pojęcia Auguście, ile ja nocy przepłakałam, czekając na ciebie. Nie myśl sobie, że pycha przeze mnie przemawia, ale chciałabym, aby wszyscy zobaczyli mnie tam na Litwie jako twoją żonę i królową, a nie jako twoją nałożnicę, którą wytykano palcami, gdy jechałam. – W tym momencie w Auguście zawrzało, a rozpacz ustąpiła wściekłości na tych, którzy tak bardzo byli jej przeciwni.
-Obiecuję ci, że cała Litwa i Wilno zobaczą cię jako moją żonę i królową w pełni królewskiego majestatu.
-Auguście, połóż się przy mnie, bo bez ciebie nie potrafię spokojnie zasnąć. – Wtedy on natychmiast spełnił jej prośbę i nic już więcej nie powiedział.
***
Rano Jagiellon musiał zająć się monarszymi obowiązkami. Postanowił jednak zrobić niespodziankę Barbarze i zajechał do krakowskiego złotnika Macieja Maszusa. Ten pokazał królowi naszyjnik, który od dłuższego czasu robił specjalnie dla niego. To co ujrzał August przeszło jego oczekiwania i zadowolony cieszył oczy jego pięknością.
-Doprawdy cudo, cudo.
-Gdyby wasza królewska mość dał mi jeszcze trochę czasu, to dopiero było by cudo.
-Nie ma teraz na to czasu. Następnym razem zrobisz to mistrzu – oznajmił August.
-Do usług waszej królewskiej mości.
-Dobrze. Zapakuj to cudo mistrzu i przyjedź później na zamek po zapłatę.
-Wedle twego panie życzenia. – Po chwili August wziął naszyjnik i wsiadł na konia. Jechał jednak wolno, gdyż droga była mocno oblodzona.
W trakcie drogi jadący przodem monarcha wsłuchiwał się w rozmowę dwóch jeźdźców, którzy jako asysta jechali tuż za nim.
-Coś taki markotny, Andrzeju?
-A z czego mam się cieszyć – odparł tamten.
-Pewnie jakaś panna zawróciła ci w głowie i zawiązała świat? – zażartował drugi jeździec.
-To nie to Łukaszu, tylko moje długi, ale kiedyś moja świętej pamięci siostra Elżbieta zawiązała świat swemu mężowi.
-A da się komuś zawiązać świat? – żartował ponownie Łukasz.
-Pewnie, że się da. Moja siostra tak mężowi świat zawiązała, że jak umarła to jej pochować nie dał. Leżała tak przez kilka tygodni, aż dowiedzieliśmy się z bratem od służby co się stało i musieliśmy zajazd uczynić na jego włości, żeby niebogę pochować. Przez to mój szwagier rozum postradał. Szkoda go, bo to dobry człowiek.
-Zatem nie jest dobrze miłować za bardzo niewiastę – odparł jeździec i jechał dalej rozmyślając nad tym co usłyszał.
Opowieść ta sprawiła, że również August zamyślił się mocno. Wnet opodal jednej małej kamienicy dostrzegł położoną na balach trumnę, a po chwili pojawił się młody człowiek, który uchylił wieko i wziął je w ręce. August spojrzał na dolną część trumny i wydawało mu się, że w środku leży Barbara. Potrząsnął szybko głową i chociaż było to tylko przywidzenie, to ogarnął go wielki niepokój.
-Jazda za mną – krzyknął i pospieszył swojego konia. Następnie król i jego świta pędzili jak szaleni wąską uliczką, budząc popłoch wśród mijanych ludzi. W pewnej chwili o mało nie stratowali jednej mieszczanki krakowskiej, którą w ostatniej chwili przyciągnęła do siebie stojąca obok młodsza mieszczanka.
-Gdzie mu się tak spieszy? – zawołała zdenerwowana przekupka.
-Jak to, gdzie? Spieszy się do tej nierządnicy!
-By ją diabli wzięli – dodała pierwsza i splunęła na ziemię.
Po niedługim czasie Jagiellon wjechał galopem na wawelski dziedziniec. Miał jednak złe przeczucia. Bał się, że to co mówiła Barbara o swoim śnie i jej przywidzeniach, stanie się prawdą. Wbiegł więc co prędzej do budynku, lecz zaraz u dołu schodów poślizgnął się i runął na ziemię. Pomimo bólu, jaki poczuł, nie wstawał już, tylko na czworakach wchodził szybko na górę. Tam dopiero powstał i biegł dalej korytarzem do komnaty Barbary. Stanął przed drzwiami, chwilę się zawahał, a potem gwałtownym ruchem je otworzył. Barbara siedziała na łożu wsparta na poduchach i słuchała opowieści Koszutskiego, który wraz z Trzebuchowskim próbowali ją rozbawić. Dopiero teraz August poczuł ulgę i uśmiechnął się.
-Stało się coś? – zapytała. Wówczas ucieszony August ucałował ją mocno i usiadł obok niej.
-Nic się nie stało – odparł wesoło. – Tylko spieszyłem się do ciebie.
-Panowie sekretarze opowiadają mi wesołe historyjki.
-Jeśli wesołe, to i ja posłucham. – Słysząc to Trzebuchowski speszył się trochę, aż w końcu nabrał powietrza i zaczął swoje opowiadanie.
-Było to jeszcze za życia twojego panie ojca, króla Zygmunta. – Po tym wstępie odetchnął i na chwilę zamilkł.
-Ale się nagadałeś, Trzebuchowski – zażartował król.
-Muszę pomyśleć, żeby czego nie pomieszać – tłumaczył się sekretarz.
-Zatem nie mieszaj, a mów, panie sekretarzu – rzekła wesoło Barbara i uśmiechnęła się do swojego Augusta.
-Pewnego razu król Zygmunt myjąc ręce zdjął pierścienie i dał je do potrzymania jednemu ze swoich dworzan. Tylko, że król, który jako wiadomo lubił o wielu rzeczach zapominać, bo był już stary, po umyciu rąk nie upomniał się o swe pierścienie.
-A dworzanin, który lubi sobie wszystko przywłaszczyć, nie oddał pierścieni – zażartował August patrząc na zdziwionego sekretarza.
-Zaiste tak było, bo król Zygmunt nie zauważył tego i dworzanin zatrzymał owe pierścienie przy sobie. Za jakiś czas tenże dworzanin znowu usługiwał królowi Zygmuntowi przy myciu i znowu wyciągnął ręce po pierścienie. Wtedy król Zygmunt, który zawsze był wesoły, odparł: „Wystarczą ci dawne, a te mogą przydać się innemu”. – I w tym momencie zebrane w komnacie towarzystwo wybuchło śmiechem. – To teraz opowiem historyjkę, którą słyszałem od innych dworzan.
-Mów Trzebuchowski, bo widzę, że znasz wiele śmiesznych historii – pochwalił go August.
-To też było za rządów króla Zygmunta. Był przy nim jeden dworzanin, który donosił królowi o wszystkim, stąd też inni postanowili nauczyć go rozumu. Jednego dnia biedak poszedł spać trzeźwy, ale obudził się pijany, bo w nocy naszli go inni dworzanie. Tak się wydarzyło, że ów dworzanin obudził się w więzieniu będąc zakutym w kajdany. – Tu Trzebuchowski rozejrzał się po komnacie i z zadowoleniem zauważył, że wszyscy są wsłuchani w jego opowieść. – Uwięziony dworzanin zapytał strażnika: „Miły bracie powiedz mi co zrobiłem, że tu jestem, bo nic nie pamiętam, gdyż tak się spiłem”? Strażnik zaś, który był opłacony przez tychże dworzan, odrzekł mu. „Nie pamiętasz łotrze tego, że pohańbiłeś poczciwą dziewkę, a jej ojca tak pobiłeś, że biedak od razu skonał”. Na to ów zakłopotany dworzanin odrzekł, prawie płacząc: „O bezecne pijaństwo, do czegóż mnie przywiodło, że oto marnie muszę zginąć”. – Po tych słowach opowiadający historię Trzebuchowski dostrzegł uśmiech na wszystkich twarzach. – Dano mu jednak szansę, aby jako królewski dworzanin poszedł do króla Zygmunta i prosił go o łaskę. Wtedy dopiero wyszło na jaw, jak bardzo zadrwili z niego inni dworzanie, a król Zygmunt tak się śmiał, że go brzuch rozbolał i trzeba było wzywać medyka. – Po tych słowach rozległy się śmiechy, zwłaszcza jednej dworki, której Trzebuchowski bardzo się spodobał i swoim głośnym śmiechem próbowała zwrócić jego uwagę.
-Dobre te twoje opowieści, każę cię chyba wynagrodzić. A znasz jeszcze jakieś inne historyjki, Trzebuchowski?
-Mógłbym tak cały dzień opowiadać – odrzekł zadowolony niebywale sekretarz.
-To opowiadaj. – Nakazał król patrząc z rozrzewnieniem na rozbawioną twarz Barbary, która zapomniała o trapiącej ją chorobie. Wtedy sekretarz zaczął opowiadać kolejną śmieszną opowieść, jaką niegdyś usłyszał.
-Pewnemu majstrowi krakowskiemu ciężko zachorowała żona. Widząc więc, że nieboga zaczyna konać, pożyczył gromnicę i zapalił ją u łoża konającej. Chora jednak nie umierała szybko, więc oszczędny majster fuknął na żonę: „Konaj szybko najdroższa, aby świeca darmo nie gorzała, bo nie jest nasza, tylko pożyczona. Kłopot przez to będę miał”. – Zgromadzone towarzystwo z uśmiechem spoglądało na Trzebuchowskiego. Ten jednak, podobnie jak król, spostrzegł, że Barbara nie tylko się nie śmieje, ale wręcz posmutniała. Teraz dopiero Trzebuchowski pojął jak bardzo nie na miejscu była jego opowieść.
-Już wystarczy tych opowieści, Trzebuchowski – rzekł August, dając mu do zrozumienia, że stracił jego łaskę. Ten od razu ukłonił się i wyszedł z komnaty. – Królowa chce odpocząć – dodał król i zgromadzone towarzystwo także opuściło komnatę. Wtedy August ucałował Barbarę w usta i zapytał.
-Czemu tak posmutniałaś? Czyżby ból znowu się odezwał?
-Cały czas mnie boli, ale już nic nie mówię.
-Cierpliwości Barbaro, gdy ten wrzód już się wybuduje i wreszcie pęknie, to przejdzie ci twoja słabość – pocieszał ją i siebie August.
-Konaj szybko najdroższa – rzekła sama do siebie Barbara. – Tak byłoby najlepiej.
-Barbaro, nie mów tak – rzekł smutno król i przytulił ją mocno do siebie.
